Depresja akulturacyjna – windsorskie spotkanie z Katarzyną Paszek psycholog z Londynu

Mam dla Was w tym poście dla odmiany materiał filmowy. Na filmie spotykam się z Kasią Paszek. Kasia jest psychologiem rezydującym w Londynie na Ealling’u. Ma też bardzo ciekawą pasję. Postaram się wam pokazać, jak tutaj niektórzy z naszych rodaków, ogarnęli swoją emigrację.

Film ten z realizowałem niemal rok temu. Blog rodził się tak długo, na szczęście ten film się nie przeterminował. A przynajmniej nie na tyle żeby nie zamieszczać tego posta.

Myślę że zawarte w naszej rozmowie informacje mogę się niektórym z Was przydać. Próbowałem wyciągnąć z niego ścieżkę dźwiękową, ale przelatujące samoloty sprawiają, że samo słuchanie mogło by być trudne w odbiorze. Za co serdecznie przepraszam.

Mówię ogarnęli, bo jak z dzisiejszej rozmowy z Kasią się dowiecie, nie każdemu tak od razu jest bardzo łatwo po tym, jak przyjeżdża do Anglii. Zdecydowanie trzeba umieć się tutaj odnaleźć. O tym dzisiaj będziemy sobie z Kasią rozmawiać.

Będziemy debatować o dylematach emigrantów, o tym, jak radzą sobie z samotnością. Czekam na Kasię, obiecała, że ogarnie raz – dwa parking i zaraz gdzieś tutaj nad rzeką się zobaczymy.

Emigracja Oswojona video z Windsoru – wersja do czytania:

Mówiłem wam przed sekundą, że czekamy na Kasię. Otóż i mój dzisiejszy gość, moi drodzy, Katarzyna Paszek. Jest osobą niesamowicie utalentowaną na kilku polach. Za chwilę dowiecie się czegoś więcej. Pozwolę Kasi, by opowiedziała o swoich poczynaniach i o swoich pasjach. Kasiu, przedstaw się, proszę naszym gościom. Powiedz proszę, kim jesteś i czym się zajmujesz?

Kasia: Cześć, jestem Kasia. Zawodowo zajmuję się psychologią. Jestem wykwalifikowanym psychologiem i tutaj w Anglii zrobiłam dodatkowe studia z psychoterapii albo też bardziej ściśle z cancellingu.

Półzawodowo zajmuję się muzyką i to w takim bardzo szerokim spektrum, bo gram, zajmuję się instrumentalistyką. Prowadzę też różne projekty, gdzie zarządzam grupą ludzi śpiewających do różnych okazji, przygotowuję te okazje. Uczę też dzieci i dorosłych grania na instrumentach. Sama bardzo lubię śpiewać, uczyć się nowych rzeczy związanych z muzyką.

Kordian: Jak dobrze pamiętam, myśmy się poznali przy okazji koncertu.

Kasia: Tak. Konkretnie to była gala listopadowa…

Kordian: …zaprzyjaźnionej szkoły w Bedford.

Kasia: Dokładnie i całego stowarzyszenia PLCA, które organizowało rocznicę niepodległości. Przy okazji pasowania na ucznia wydarzenie, na którym zależało im, żeby była muzyka na żywo. Poproszono mnie, żebym zorganizowała taką muzykę, a że miałam wtedy akurat taką możliwość, takich znajomych i przyjaciół, których nie trzeba było długo prosić, to…

Kordian: …przysłużyliście się Polonii.

Zamek Windsor widok na dziedziniec i skrzydło Królowej Elżbiety

Kasia: Tak. Zresztą, mieliśmy ten repertuar już troszeczkę opracowany, bo to nie był nasz pierwszy występ, ale rozbudowaliśmy go właśnie o te utwory takie zahaczające troszeczkę o tematy związane z Polską, ponieważ to była właśnie okazja na 11 listopada.

Na tym występie pamiętam, że robił nam zdjęcia jeden gościu, a zapamiętaliśmy to, że śpiewał z nami tekst jednej piosenki, co w ogóle było takie bardzo wymowne, bo ta piosenka nie należał do mainstreamowych utworów i nasze serca zostały kupione. Tak się właśnie poznaliśmy. To była piosenka „W wielkim mieście” zespołu Raz Dwa Trzy.

Kordian: Pamiętam. To ja byłem tym śpiewającym. Całe szczęście nikt mnie nie słyszał, bo było dosyć dobre nagłośnienie ale nie o tym…

W tle nadal mamy Windsor. Fantastyczny widok. Jesteśmy tutaj, ponieważ Kasia nas tutaj zaprosiła. Ja lubię spotykać się w fajnych miejscach, zwłaszcza w takich, których jeszcze nie byłem i zapytałem się Kasi, gdzie moglibyśmy się spotkać, żeby sobie dzisiaj porozmawiać.

Dlaczego Windsor, Kasia?

Kasia: Z kilku powodów, m.in. dlatego że stamtąd , gdzie mieszkam w Londynie, to jest łatwo dostępna miejscówka. To jest taki techniczny powód, ale bardzo lubię tutaj przyjeżdżać, żeby odpoczywać.

Kiedy w ogóle odkryłam Windsor jako zamek i okazało się, że to nie jest daleko, to zaczęłam tu przyjeżdżać regularnie. To mi zajmuje około pół godziny. Wypoczywam tu niezależnie od pogody. Także nawet jak jest deszczowo, to warto tu przyjechać. Parę razy miałam też okazję tutaj pracować w związku z muzyką.

Także różne projekty zdarzało się już tutaj robić. Kolejny powód to jest taka moja pasja, bo tutaj są świetne tereny…

Kordian: Dajmy mu przelecieć. (o samolocie lecącym ponad głowami) Musimy robić przerwy.

Proszę państwa, Windsor znajduje się w pobliżu Heathrow, więc te hałasy nad nami, to lądujące co minutę samoloty. Przepraszam, że ci przerwałem.

Kasia: Tak tutaj jest. To jest właśnie taki przykry kawałek rzeczywistości, że w tym spokojnym parku na niebie będzie się co chwilkę coś działo. Tutaj też przyjeżdżałam po to, żeby albo pobiegać, ale potem zobaczyłam jakie są trasy rolkowe.

photo: shutterstock.com

Jeżeli widzisz tam na horyzoncie taką rzeźbę, tam na samym końcu, to jest chyba Miedziany Koń, tak to się chyba nazywa. Ona jest w odległości stąd jakieś 4 kilometry i stamtąd zaczynają się już tereny pofałdowane, z bardzo dobrym asfaltem. Ja jeżdżę na rolkach i to mnie też tutaj przyciąga. Także w czwartek, kiedy tutaj byłam, można było tu spokojnie szusować, bo teren był pusty. To też jest kolejny powód.

Bardzo lubię to miejsce, bo jest takie mocno powiązane z monarchią. Tutaj można wiele historycznych ciekawostek zobaczyć, dowiedzieć się. Na własne oczy można tutaj spotkać królową, więc to też jest taki kawałek namacalnego doświadczenia…

Kordian: …obecności tej monarchii wśród ludu.

Kasia: Dokładnie. Bardzo. Byłam tutaj parę razy na zmianie warty, kiedy stara zamienia się z nową, albo zimowa z letnią, albo popołudniowa z poranną. I słyszeć jak oni grają. Ta muzyka to uczta, bo grają goście, równo idą, mają takie ostrogi, że jeszcze przy okazji wystukują sobie rytm piętami i wtedy ta monarchia jest jeszcze bliżej niż w Buckhingam, kiedy masz bramy, płot i widzisz to wszystko…

Kordian: …przez kraty.

Kasia: A tutaj masz to wszystko, mam wrażenie, bliżej.

Kordian: Myślałem, że myśmy już tę drogę lądowania minęli, że ona była gdzieś tam, ale oni i tak nie wiedzą specjalnie, gdzie latają. Operator mi przypomniał, że są dwa pasy w Heathrow.

Kasia: Tak może być. Jeszcze ci przerwę, one tu akurat mają inną drogę podchodzenia. Dzisiaj musi być akurat wiatr sprzyjający, że lecą nad nami.

Gwardia królewska przed zamkiem w Windsorze

Gwardia królewska przed zamkiem w Windsorze

Kordian: Chciałbym, żeby Kasia nam jeszcze powiedziała, jak trafiła do Anglii? Ile już czasu tutaj spędziła? I jak jej tak naprawdę było na początku, bo o tym sobie za chwilę porozmawiamy.

Porozmawiamy sobie o tych dylematach emigrantów, które pojawiają się wraz z emigracją, o których tak naprawdę bardzo często nikt nie myśli, zanim nie postanowi wyjechać z kraju. Kasiu, jak długo jesteś w Anglii?

Kasia: Prawie 5 lat. Na jesieni minie 5 lat. Teraz pytasz o to, jakie tu były początki, czy co mnie tutaj przyniosło? O którą część bardziej?

Kordian: W zasadzie, skrótem obie.

Kasia: To chronologicznie idąc, to ten wyjazd był motywowany tym, żeby zrobić dodatkowe studia, które w tamtym czasie, 5 lat temu, były bardzo kosztownym przedsięwzięciem.

Kordian: Ale to studia tutaj?

Kasia: Tak. W ogóle studia, te dodatkowe uprawnienia psychoterapeutyczne. Ja bardzo chciałam je zrobić, ale w Polsce one wtedy były po pierwsze niedostępne w całym zasięgu, więc możliwości kontynuacji nauki były albo w Niemczech, albo w Anglii. Kiedy się o tym dowiedziałam, to się tak troszkę bujałam z decyzją, co zrobić i czy zdecydować się na tymczasową wyprowadzkę do któregoś z tych krajów? Czy w ogóle kontynuować ten rozwój zawodowy?

Ten rok był czasem dylematów, co zrobić? Gdzie więcej będzie korzyści? Jakie będą straty wypływające z obu decyzji z pozostania w Polsce i z wyprowadzenia się z niej? Finalnie padło na to, żeby dać sobie szansę i sięgnąć po prostu po to, co chciałam, czyli po uprawnienia do prowadzenia samodzielnej praktyki psychoterapeutycznej w danym nurcie, który sobie wybrałam.

Kordian: I wybrałaś Anglię.

Kasia: Wybrałam Anglię też z tego powodu, że czułam się bardziej z językiem angielskim, niż z niemieckim. Kolejny powód był taki, że tutaj mieszkali już moi bardzo bliscy znajomi, przyjaciele. Traktujemy się jak rodzina i z nimi poznałam się jeszcze w Polsce. Oni już tutaj byli i mówili, że po prostu pomogą mi tutaj na początku. To była moja taka decyzja podyktowana tym, że nie będę tutaj sama.

Oczywiście ten scenariusz wypalił. Poszukałam sobie najpierw pracy poniżej moich kwalifikacji. Przez 1,5 roku robiłam inną rzecz i dałam sobie taki czas, żeby się douczyć angielskiego, bo jednak się okazało, że nie umiem go tak dobrze, jak myślałam. Po półtora roku zaczęłam myśleć o tych studiach, że przyjechałam właśnie po nie.

Kordian: Studia po angielsku, oczywiście.

Kasia: Tak. Studia po angielsku w Oxford, więc trzeba było pogodzić pracę już z wymaganiami…

Kordian: Już ci się udało ukończyć studia?

Kasia: Tak. Zakończyć tak. Jeszcze mam parę rzeczy do napisania, w sensie esejów i to jest pod względem naukowym i będę jeszcze troszkę spłacać, bo to są podyplomowe studia.

Kordian: I na czym polega twoja praca obecnie?

Kasia: Jakbym miała opowiedzieć, to w ciągu tygodnia są to różne aktywności, bo prowadzę w tej chwili swoją praktykę w dwóch miejscach. Generalnie w Londynie, ale też jeden dzień w Bedford, także tam też przyjmuję ludzi raz w tygodniu.

Prowadzę też grupy dla dorosłych, to są grupy warsztatu rozwoju osobistego, wtedy ci dorośli mogą się dowiedzieć troszkę więcej o sobie, poznać siebie bardziej, być bardziej świadomymi w podejmowaniu czy rzeźbieniu swojej drogi życiowej. Także to się okazało taką jak dotąd moją, nieznaną umiejętnością, żeby też przewodzić grupom i zarządzać ludźmi i dorosłymi, i wydobywać ich potencjał.

Bardzo fajna sprawa. Jedna taka grupa działała w Bedford, właśnie cykl się zakończył. Dwie takie grupy prowadziłam w Londynie.

Kordian: Może sobie usiądziemy gdzieś?

Kasia: Możemy iść dalej.

Kordian: Tam jest ładniej?

Kasia: Ciszej.

Kordian: Tutaj musi być też ciekawie wieczorem.

Kasia: Jest. W ogóle zmienia się krajobraz, bo zamek jest podświetlony i wtedy w ogóle wydobywa inne kształty tej…

Kordian: Szpecą jedynie te rusztowania, takie porozstawiane ogrodzenia.

Kasia: Ale to jest chyba coś świeżego.

Kordian: To w związku z przygotowaniami.

Kasia: Myślę, że tak. Widzę, że tu jeszcze będą ścinać trawę.

Kordian: Zobacz, oni rozstawili je tam i pewnie później dosuną jakoś do bramy.

Kasia: Kto wie, czy oni tędy nie wyjadą jako orszak weselny? Bo ta kaplica jest właśnie za nami.

Kordian: Może być.

Tutaj dodam dla wyjaśnienia, że materiał realizowałem na tydzień przed Royal Wedding Księcia Harrego z Meghan Markle który odbywałsię w Windsorze. stąd nasze nawiązania do przygotowań uroczystości w Windsorze.

Kasia: Uczę gry na instrumentach, tak jak powiedziałam. Pracuję z dziećmi, z dorosłymi. Prowadzę też razem z moją koleżanką grupę tańca dla dzieci, bo to było moje zajęcie, kiedy byłam jeszcze na studiach i tutaj się spotkałam z dziewczyną, która pracowała w tej samej firmie, połączyłyśmy siły i mamy właśnie taką grupę dla małych dzieci, rozwijającą ich rytmikę i umiejętności taneczne.

Kordian: A co ci daje najwięcej satysfakcji? Praca jako muzyka czy praca jako psychologa?

Kasia: Jedna i druga. Cieszę się bardzo, że mam obie, bo jest to zmiana. Jak pół dnia robię jedną rzecz, a potem wiem, że czeka mnie jakieś granie wieczorne gdzieś, albo jakaś grupa, jakaś lekcja, to zmienia się też energia po prostu i łatwiej z kolei po takich zajęciach wrócić do takiego dużego, intelektualnego wysiłku, jakim jest praca w gabinecie. Cieszę się, że mam jedno i drugie, bo …

Kordian: Łatwiej jest nie zwariować.

Kasia: Tak. Zdecydowanie.

Kordian: Ponieważ, w zasadzie spotkałem się z tym kilkukrotnie, to w przypadku nawet moich znajomych, jest coś takiego u emigranta jak depresja emigranta, czy nie wiem…

Kasia: Depresja Akulturacyjna.

Kordian: Chciałbym, żebyśmy o tym dzisiaj porozmawiali trochę szerzej, dlatego, żeby przysłużyć się naszym widzom. Gdyby rzeczywiście ten problem ich dotyczył, wiedzieli jak spróbować sobie z nim poradzić. Z czego ona się bierze?


W tle Eton College, do którego uczęszczał Książe Karol

Kasia: Też jest kilka czynników, które się składają na to.

Jak w ogóle patrzysz sobie na depresję, to zawsze ona informuje o jakimś smutku, jakimś niższym nastroju i ten smutek oznacza straty, więc depresja będzie oznaczała, że się coś straciło.

Jak pomyślisz sobie o sytuacji kogoś, kto tu przyjeżdża, to zawsze w pierwszej kolejności trzeba mieć na uwadze, to skąd ten człowiek wyszedł, co zostawił i ten moment adaptacji do nowego miejsca, może być też moment skonfrontowania się z tym, co on stracił, czyli z miejscem, z którego się wyprowadził, domem, który zostawił, często miejscem pracy albo brakiem pracy. Zostawił też relacje z ludźmi, którzy tworzyli tam jakąś sieć i byli dla niego bliscy. Nierzadko są to rozstania wewnątrz rodzinne, więc zostawiają ludzie też tych swoich najbliższych.

Kordian: Piękny widok proszę państwa, koniki, dorożki. Normalnie widać, że jesteśmy w Royal Town, czy City? Jest to City już?

Kasia: Nie, bo nie ma katedry.

W pierwszej kolejności trzeba popatrzeć na to, że my trochę nie doceniamy tego, co zostawiamy. Nie doceniamy tego, jakie to było ważne. W tym sensie, czyli depresja jest skutkiem tego, że po pierwsze coś tracimy, po drugie tego, że to było ważne. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że przeprowadzenie się z jednego miejsca na drugie, nawet tutaj jak już mieszkamy, to zawsze temu będzie towarzyszył jakiś smutek po prostu związany z tym, że coś straciliśmy. To jest jedna rzecz.

Druga jest taka, że adaptujemy się do miejsca, które jest kulturowo od nas inne i tutaj w pierwszej kolejności możemy mówić o języku, bo to pierwsze kryterium odniesienia do tej kultury, którą się zostawiło i tej, którą się zastaje. Są tutaj w ogóle inne obyczaje, inna kultura społeczna.

Mimo że cały czas jesteśmy w Europie, to te różnice wynikające z tego, jak się tutaj obiega o pracę, że to nie jest wysyłanie CV, tylko to jest aplikacja. To wszystko powoduje, że adaptacja do nowego miejsca, szczególnie do życia w innym kraju, może być takim bardzo chłodnym początkiem rzeczywistości.

Kordian: W przypadku pracy, też tak jak mówiłaś, czasami przyjeżdżamy tutaj i pracujemy poniżej swoich kwalifikacji, w zupełnie innych warunkach, psychicznych również, bo nie oszukujmy się, praca w Anglii i praca w Polsce, nawet w fabrykach, znacznie się różni. Jesteśmy rozliczani z każdej minuty pracy, jesteśmy rozliczani z każdej minuty przerwy. W ogóle, jeżeli ktoś pracuje przez agencję, a wielu naszych rodaków tutaj tak zaczyna i nagle przychodzi ten taki stres, który pojawia się w naszym życiu z tego tytułu, że musimy robić coś, czego wcześniej nie musieliśmy robić.

Kasia: Tak i też nie chcieliśmy. Cała sprawa związana z pracą niezgodną z kwalifikacjami, czy poniżej kwalifikacji, to jest kolejny czynnik. Ja sama doświadczyłam tego początku, kiedy pracowałam, poniżej swoich kwalifikacji, co prawda wciąż w linii swojej zawodowej, ale mi to przeszkadzało. Wiem, że nie wszyscy mogą mieć taką odwagę, czy na tyle swojej determinacji i motywacji, żeby jednak spróbować i dostać się, wykonywać pracę zgodną z kwalifikacjami. Niektórzy ludzie będą trwali w tych pracach i będzie to powodowało, jak to się kolokwialnie mówi, dołowanie.

Jednak patrząc na to tak bardziej precyzyjnie, to wypalenie i to wypalenie może być też taką cząstką depresji akulturacyjnej, bo robimy coś, czego nie chcemy, robimy to po to, żeby zarabiać i to jest ten motyw finansowo-ekonomiczny. Okazuje się, że te zarobki, które są lepsze niż w Polsce, nie będą jednocześnie polepszały satysfakcji z życia, ponieważ od poniedziałku do piątku, czy soboty będziemy mieli tę satysfakcję niższą z powodu tego, co robimy, a dopiero będziemy mogli tę satysfakcję zrealizować w sobotę po południu, czy w niedzielę, kiedy będziemy się zajmowali tym, co lubimy i to jest takie właśnie demotywujące.

Kordian: Jak sobie poradzić z tym tak najłatwiej? Nie mówię o takich bardzo głębokich, klinicznych przypadkach, które rzeczywiście wymagają pomocy specjalisty, ale część z nas po prostu łapie doła, czyli powiedzmy, taki początek depresji. Jak sobie radzić? Jak uciekać od tych złych myśli? W jakim kierunku powinniśmy organizować sobie zajęcia dodatkowe?

Kasia: To jest jeden ze sposobów, czyli poszukiwanie pasji, czy czegoś, w czym człowiek jest szczęśliwy, w czym odnajduje siebie, w czym okazuje się, że nawet jak z tego nie ma przychodu, to jest to zgodne z tym, czego on pragnie i w czym jest dowartościowany. Widzi, że jest doceniony i widzi swoje sprawstwo.

Dla kogoś jest to sport, dla kogoś jest to fotografia, dla kogoś może być to gotowanie dla przyjaciół, to może być prowadzenie jakiejś działalności takiej społecznej, nawet przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii Świętej dla mam, które czują się w tym temacie.

Na pewno jednym ze sposobów walki ze stresem, są tzw. czynności zastępcze, czyli coś, co możemy robić obok tego naszego codziennego zajęcia. Mogą być to naprawdę przeróżne rzeczy, pasje. To jest jakby jedna działka tego, co można zrobić.

Bardzo ważną taką rolę uzdrawiającą mają relacje międzyludzkie. Dobrze jest mieć kogoś takiego, z kim będziemy czuli się dobrze, mówiąc o swoim niezadowoleniu z pracy, albo o swoich bolączkach, strachach i lękach. Nie po to koniecznie, żeby usłyszeć rodzaj rady: „Nie martw się tym, co będzie”, to nie zadziała.

Kordian: Czyli, żeby otworzyć się i wypowiedzieć problem?

Kasia: Tak, bo w momencie, kiedy ty np. powiesz, o jakiejś rzeczy, która w tobie siedzi, kiedy nadasz jej jakąś słowną strukturę i będzie to jakaś twoja historia, to ja mogę nie powiedzieć nic, ale wystarczy, że będę cię słuchać i to już jest ten taki czynnik, faktor, który wpływa na to, że twoja historia staje się dla ciebie mniej bolesna.

Jest taka zasada nazywania emocji, że ich nazwanie odcina ich moc o połowę.

Także, jeżeli z jakimś tematem, jakiegoś doła, tej depresji zaczątków, czy lęków, strachu, smutku, jeżeli takie coś przejdzie się świadomie, opowie się to komuś, dostanie się tzw. ucho czyjeś, to już jest w jakiś sposób terapeutyczne, to już jest leczące. Relacje międzyludzkie, to dla mnie jest taki top i zasób narzędzi do walki z przeciwnościami.

Kordian: Zapewne są dwa przypadki – gdy mamy z kim porozmawiać i kiedy jestesmy samotni. Jeden gdy jesteśmy tutaj w grupie, nie mamy problemu z asymilacją, nie mamy problemu z networkingiem, żeby gdzieś tam odnaleźć się w grupie, wtedy łatwo możemy sięgnąć po taką pomoc, o której przed chwilą powiedziałaś, nawet przez zwykłą rozmowę.

A co, jeśli ktoś jest tutaj sam, rodzina została w Polsce, pogłębia się ten jego smutek, chociażby wynikający z rozłąki, co byś mu poradziła?

Kasia: Myślę, że po prostu trzeba poszukiwać tych grup, tych stowarzyszeń, czy ludzi, do których jest nam blisko i myślę, że w każdym takim skupisku w Anglii, Polacy są największą mniejszością, więc nie będzie problemu ze znalezieniem żadnego ośrodka, ośrodek to takie pojemne słowo, który będzie w jakikolwiek sposób zrzeszało Polaków i warto po prostu tam przyjść i zajrzeć.

Kordian: Bo wielu z nich ma te same problemy.

Kasia: Dokładnie. Także ta wspólnota tego losu, to już będzie coś, co nam pozwoli odczarować ten mit tego, że jesteśmy tu sami, bo wcale tak nie jest.

Kordian: Czasami też, proszę państwa, jest łatwiej, spotykając się z ludźmi, którzy są tu dłużej od nas, łatwiej jest bazować na ich doświadczeniach i skorzystać z tego, co oni przeszli, bo wielu z nas już sobie tutaj pewne tematy poukładało, rozwiązało i to, z czym my się zmagamy na co dzień, co nas wprowadza w ten właśnie stan depresyjny, po prostu inni już przeszli i łatwiej jest korzystać z tej wiedzy, także zachęcamy do spotkań z Polonią, czy to grup związanych ze wspólnymi zainteresowaniami.

Nawet wyjście na wspólne oglądanie meczu w pubie, potrafi być receptą na taki chwilowy smutas, a jeżeli, właśnie, do czego teraz zmierzam, jeżeli nie macie z kim porozmawiać, to są też w Wielkiej Brytanii osoby wykwalifikowane, które organizują spotkania profesjonalne. Jak takie spotkania wyglądają? Chcielibyśmy skorzystać z pomocy fachowca, ale wydaje nam się, że gdy pójdziemy do psychologa już jesteśmy… dobrze, nie będę nazywał. Ale możemy mieć z tym problem.

Więc jak to w rzeczywistości wygląda?

Kasia: To, o czym ty mówisz, to wynika bardziej z polskiego myślenia o pomocy psychologicznej i tutaj myślę o polskim myśleniu, to mam na myśli jakieś stereotypowe postrzeganie tego, co to znaczy spotkać się z psychologiem i troszkę to jest ściana taka nie do przejścia.

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to nie jest rzeczywistość, tylko zostaliśmy wyuczeni, wytrenowani takiego sposobu postrzegania spotkań z psychologiem. Tak po prostu jest.

Tutaj w Wielkiej Brytanii Polakom jest łatwiej zapytać o tę pomoc, wbrew pozorom.

Kordian: Może trochę tak, nam się wydaje, że jesteśmy bardziej anonimowi. Giniemy w tym tłumie i łatwiej nam wyjść?

Kasia: Może.

Kordian: Może łatwiej się otworzyć?

Kasia: Myślę, że właśnie z tej anonimowości wynika to, że nie spotka nas żadna ocena społeczna, więc traktujemy to, jako normalny serwis, ale …

…druga sprawa też jest taka, że uczymy się pewnych nawyków od gospodarzy, od Anglików i dla nich psychoterapia jest czymś normalnym,

więc nie ma tej obawy, że coś się stanie niedobrego, albo, że samo zaaranżowanie spotkania oznacza już potwierdzenie jakiejś diagnozy.

Kordian: A co nas powinno zaniepokoić w przypadku depresji? Jak powinniśmy zaobserwować problem, czy u znajomych, czy u siebie samych, żeby się odważyć zareagować w porę?

Kasia: Jest kilka kryteriów diagnostycznych depresji i ta depresja akulturacyjna ma swoje jeszcze jakby dodatkowe. Natomiast wspólnym takim kryterium dla wszystkich depresji jest jakiś wyraźny wpływ tego nastroju, który mamy, na nasze codzienne funkcjonowanie, czyli jeżeli zobaczymy, że np. stres i smutek, depresja związana z miejscem pracy, wpływają na naszą ogólną życiową aktywność, na to, czy mamy apetyt, czy dobrze śpimy, to jeżeli tu zauważymy, że jest link pomiędzy tym, to w tym momencie to jest żółte migające światło, że za duży jest wpływ tego czynnika psychologicznego na nasze ogólne zdrowie.

Kordian: Czyli to wśród znajomych, jeżeli obserwujemy takie zachowania, próbujemy kogoś wyciągnąć z domu, a on po raz 100 nam odmawia, to znaczy, że ma jakiś problem, o którym nie wiemy, do którego się nie przyznaje.

Kasia: Wiesz co? Po prostu jest taka trudność z obserwacją siebie w depresji. Człowiek wtedy traci taką zdolność wglądu i wpada w matnię. Po prostu wpada w taką spiralę w dół i wtedy naprawdę nieoceniona jest obecność innych, przytomnych osób. Takich przytomnych, dorosłych osób, które będą miały na tyle determinacji, żeby powiedzieć: “Wiesz co, to co się dzieje z tobą, to nie jest w porządku, ty tak normalnie nie funkcjonujesz”. One powiedzą ci: “to nie jest normalny obraz ciebie. Znam cię i wiem, że ty na co dzień masz więcej energii, że więcej się starasz, o to, żeby uczesać włosy, ubrać się porządnie, zrobić zakupy, a widzę, że coś ci się dzieje niefajnego. Widzę, że się wykluczasz, że się zamykasz”.

Taka obserwacja jest czasem momentem wake up call, czyli kiedy ktoś dostaje na twarz podaną już receptę, że sam sobie nie poradzi. Powinien w tym momencie zaufać tej osobie, która ma szerszy ogląd tej sytuacji i mówi: “dobra, ok, przyznaję ci rację, muszę się sobą zająć”. Naprawdę niezastąpione będą pary innych oczu. Takie, które zobaczą kontekst i powiedzą “ja ciebie znam i wiem, że to, co się z tobą teraz dzieje, to nie jesteś ty. Potrzebujesz pomocy”. To czasami może komuś życie uratować. Taka aktywność, czy interwencja.

Kordian: Jak szukać fachowej pomocy? Do kogo się zwracać? Przy jakich ośrodkach, przy jakich organizacjach zazwyczaj psychologowie się organizują?

Kasia: Jest kilka opcji. Jest ich naprawdę całkiem nieźle dostępnych, bo czymś innym jest sytuacja w Londynie, gdzie fachowców jest po prostu więcej i dostępność do nich jest łatwiejsza, czymś innym będą miasta poza Londynem albo w ogóle już prowincja, bo się okaże, że tam w ogóle żadnego fachowca nie ma.

Zaczynając od tej najtrudniejszej sytuacji, zawsze warto poszukać kogoś, kto np. jest zrzeszony z polską szkołą, bo zazwyczaj gdzieś te polskie szkoły mają dostęp do organizacji, z którymi współpracują i mogą kogoś doradzić, albo znają lokalnych fachowców.

Kordian: Przede wszystkim, proszę państwa, organizacje polonijne mają ze sobą kontakt, więc jeżeli ktoś jest fachowcem dobrym i polecanym przez innych, to właśnie w takich ośrodkach najprawdopodobniej najłatwiej będzie wam znaleźć taką osobę.

Kasia: Tak i to jest taka najkrótsza droga. Jeżeli jesteśmy w potrzebie, około londyńsko powiedzmy, i chcielibyśmy wybrać sobie konkretnego fachowca albo dowiedzieć się, który byłby dla nas odpowiedni, to jest taka organizacja, która się nazywa Polish Psychologist Association, oni działają w Londynie i mają taką swoją komórkę, która jest właśnie Poles in need /LINK TUTAJ/

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ oni dysponują wiedzą o wszystkich organizacjach polonijnych, które udzielają pomocy już tematycznie. Jeżeli to jest sprawa przemocy rodzinnej, to odsyłają tutaj i tutaj, jeżeli to jest sprawa np. uzależnienia od alkoholu, to tu i tu.

Jeżeli to jest kwestia załatwienia szkoły dla dziecka po przeprowadzce z Polski, to przyda się ten i ten departament, więc warto zajrzeć na ich strony internetowe, ponieważ oni mają bazę wszystkich tych usług pomocowych, które legalne działają na terenie Wielkiej Brytanii. Warto się dowiedzieć, jeżeli jesteśmy w takich podbramkowych sytuacjach, w takich już powiedzmy skrajnych, warto się dowiedzieć, jak idziemy do jakiegoś psychologa, czy jest to osoba działająca tutaj w sposób legalny, czyli która ma rejestrację zawodową w jakimś stowarzyszeniu.

Jeżeli nie ma, to jest to nasze ryzyko, że wybieramy kogoś bez tej rejestracji. Warto o to zapytać, czy dana osoba jest zarejestrowana, ukończyła jakieś szkolenie tutaj na miejscu. Do tego wszystkiego mamy prawo w momencie, kiedy umawiamy się na pierwszą wizytę, czyli w momencie, kiedy aranżujemy spotkanie, to każdy klient ma prawo wiedzieć, jakie są kompetencje i kwalifikacje profesjonalisty, do którego się udał.

Kordian: To parę takich przypadków wymieniłaś, ale w czym jeszcze psycholog może pomóc? Są kłopoty ze stresem, są kłopoty z przemocą w rodzinie, są problemy dzieci, nadmierna agresja, z tego, co też pojawia się w przypadku stresu w szkole.

Kasia: To się wiąże z akulturacją dzieci w szkole, bo czymś innym będzie historia taka, kiedy dziecko się tutaj przeprowadza i ten stres będzie dla niego zupełnie inną sprawą, jeżeli chodzi o stres szkolny, adaptacji do tych warunków edukacyjnych, a czymś innym będzie ta historia, kiedy dziecko się tutaj rodzi i jego pierwszym językiem stanie się po prostu angielski, ten start jest zupełnie inny.

To są dwie kategorie. Relacje wewnątrzrodzinne wynikające z tego, że dzieci się tutaj urodziły, przynależą do tej kultury angielskiej, a rodzice tego nie podzielają, albo w ogóle dla nich jest to obce, bo nie znają tego języka, to rodzi wiele takich napięć pomiędzy dziećmi, które chcą przyprowadzać swoje koleżanki, kolegów, albo uczestniczyć w ich życiu towarzyskim, rodzice tego nie potrafią zrozumieć, wprowadzają swoje reguły.

Dużo zajmuję się tzw. kompetencjami rodzicielskimi, czyli tym, kiedy jakiś rodzic mówi, że ma jakiś problem z dzieckiem i chciałby „naprawić” to dziecko, ale praca zaczyna się od rodzica w takich sytuacjach, więc to jest taki pierwszy krok, kiedy rodzic sobie uświadamia, że może się czegoś douczyć, coś zrozumieć i ja mogę mieć wtedy wpływ na moje dziecko, więc to jest też taka szeroka działka pracy psychologicznej. Dużo jest uzależnień. Tego jest po prostu opór.

Moim konikiem, tego tutaj robię mało, jest psychoonkologia. Praca z rodzinami i pacjentami nowotworowymi.

Kordian: Tak, bo trzeba umieć zmierzyć się z problemem.

Kasia: Tak, bardzo specyficzna działka. I też z racji na to wtórne wobec tego, jest praca z żałobą wielokrotnie, także z tym też tutaj pracuję i wydaje mi się, że to jest też wciąż nisza, jeśli chodzi o pomoc psychologiczną.

Tutaj Polacy, którzy doświadczają żałoby, straty, zostają sami, ale też nie wiedzą, gdzie mogą dostać pomoc. To jest tak naprawdę temat do przepracowania, ale na pewno nie do odłożenia na półkę. Odroczone żałoby potem się mszczą po latach.

Kordian: Gdyby ktoś miał takie problemy właśnie, z którymi mógłby się do ciebie zwrócić, to gdzie ma cię szukać?

Kasia: Po prostu trzeba do mnie zadzwonić albo napisać maila. Te dwie drogi są oficjalnymi drogami kontaktu.

Za zgodą Kasi poniżej podaję jej email, gdybyście potrzebowali porady psychologa
paszek.katarzyn@gmail.com

Dodam tylko, że wszystkie transkrypty moich podkastów i filmów cierpliwie realizuje Patrycja Zagórska. Gdybyście potrzebowali traskryptów podaję LINK DO JEJ PROFILU NA FB.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here