W służbie Jej Królewskiej Mości – Sławomir Konopka o tym jak zostać policjantem w UK

Czy praca policjanta na wyspach różni się od pracy policjanta w Polsce? Z jakiego powodu na komendę trafiają najczęściej nasi rodacy?

Posłuchajcie pierwszego odcinka podkastu, w którym gościłem doświadczonego oficera policji. Z czym Polacy najczęściej trafiają na posterunek policji? Jakie przysługują im wówczas prawa?

Witajcie w pierwszym odcinku podcastu Emigracja Oswojona. W tym odcinku, przedstawię Wam trochę zamysłu mojego podcastu, czemu on ma służyć. Poza tym, zaprosiłem do udziału w pierwszym odcinku bardzo interesującego gościa, człowieka, którego poznałem dzięki wcześniejszej pracy w radiu. On tam prowadził swoją audycję na tematy związane z życiem policji na wyspach, ale również z tym, jak sobie radzić w sytuacjach, kiedy to mamy
do czynienia właśnie z funkcjonariuszami policji. W swoich audycjach, rozmawiał o różnicach w prawie polskim i brytyjskim, a ja dzisiaj go pociągnę za język, dowiem się, jak udało mu się zostać policjantem.

Na dobrą sprawę podcast prowadzę od 1 stycznia tego roku.  W zasadzie cały blog, cała strona Internetowa Better Side of Life powstała właśnie z myślą o emigracji, o Was na emigracji, żebyście mogli zapoznać się z moim stosunkiem do emigracji, z tym jak sobie poukładałem życie na emigracji, ale także z rozwiązaniami oferowanymi przez moich gości.

Na blogu będziemy również pokazywać Wam ciekawe miejsca, ale także i inną kulturę. Postaram się, żeby było ciekawie, żebyście się nie nudzili. Mam nadzieję, że będziecie nas śledzić. Troszeczkę zaczerpnąłem pomysł z mojego początku życia na emigracji, gdy tu przybyłem. Kiedy to związałem się z lokalną rozgłośnią radiową. Tutaj też poznałem ciekawych ludzi. To oni mnie, w pewnym sensie, natchnęli do tego, co w tej chwili się dzieje. To jest jeden z powodów. O pozostałych opowiem Wam pewnie przy jakiejś bliższej okazji, a dzisiejszy odcinek podcastu Emigracja Oswojona, będzie poświęcony zawodowi policjanta. Oprę się o doświadczenie mojego gościa. Sam jestem ciekaw, co mi powie o tym wszystkim Sławomir Konopka. Witaj Sławku!

Sławek: Witam Was moi drodzy. Witam Kordianie.

Kordian: Sławku, serdecznie ci dziękuję, że zgodziłeś się na ten dzisiejszy wywiad. Wiem, że też masz doświadczenie radiowe. Poznaliśmy się w radiu Bedford, gdzie niejednokrotnie miałeś okazję prowadzić swoje audycje. Jak wspominasz tamten czas?

Sławek: Bardzo fajny czas. Fajna ekipa i mam nadzieję, że coś już wtedy pokazało naszym rodakom, że życie tutaj, to nie jest tylko praca na hali, tylko można gdzieś indziej coś zrobić, można działać tak samo jak w Polsce.

Kordian: Na początku zapytam cię, czy ty w Polsce też byłeś policjantem? 

Sławek: Nie. Z Polski wyemigrowałem, mając 21 lat. Także nie miałem tak szczerze jeszcze pojęcia, kim chcę zostać, co chcę robić. Tutaj też nigdy o byciu policjantem nie myślałem, dopóki jakoś tak życie się nie złożyło, ale o tym na pewno porozmawiamy za chwilę.

Kordian: Typowy cykl pytań prawie do każdego gościa. Będzie on otwierał moje wywiady, stąd moje pierwsze pytanie do Sławka. Jakbyś mógł mi opowiedzieć Sławku, jak ten twój początek na emigracji wyglądał? Czy było ciężko? Jaka była decyzja twojego wyjazdu? Jeżeli masz ochotę o tym opowiedzieć, to chociaż w kilku słowach bym cię o to prosił.

Sławek: Wyjazd był prawdopodobnie dla tego samego powodu, dla którego większość naszych rodaków wyjechała. Miałem tutaj znajomych w Wielkiej Brytanii, którzy zarabiali. Człowiek myślał o tym, żeby znaleźć sobie jakieś pieniądze, jakieś miejsce swoje na ziemi. W Polsce zaoszczędziliśmy parę groszy i po przyjeździe tutaj jakoś zostaliśmy na stałe. Także nie wróciliśmy. Myślę, że dość sporo z naszych rodaków miało mniej więcej tę samą sytuację. Wyjechali, dlatego, żeby trochę zaoszczędzić, a potem się okazało, że tutaj jest łatwiej. Początki? Nie najprostsze. Mieliśmy znajomych, którzy pomogli nam z wynajęciem mieszkania. Potem szukanie po jakichś agencjach pracy, wynajdowanie ofert czasami na 1 dzień w tygodniu, czasami na 5 dni w tygodniu, więc taki troszkę brak stabilności był jak wszędzie. Dowiadywanie się różnych rzeczy, bo też nasi rodacy uwielbiają plotkować. Także nie zawsze informacje, które zostały wypuszczone przez znajomych na temat np. służby zdrowia, czy też jakiekolwiek innej rzeczy były dokładne. Wszystko było trzeba samemu się dowiedzieć. Wszystko sprawdzić, i w sumie zacząć tak jak mówią krakać z wronami.

Kordian: Po pierwsze, mam takie założenie, że nie będziemy tu nigdy kłamać. Jeżeli nie mamy ochoty mówić prawdy, to czasami po prostu pominiemy te tematy. Jednak jeżeli coś mówimy, to to się gdzieś tam pokrywa z naszymi doświadczeniami, ale też tak jak mówisz, potwierdza się to, co przed chwilą od ciebie usłyszałem. Ja miałem podobne doświadczenia, co osoba, to inna opinia. Mówię, czasami ta taka recepta podana przez drugiego człowieka, niekoniecznie się pokrywa z rzeczywistością.

Sławek: Choćby początek ze służbą zdrowia. Przyjechaliśmy do kraju. Parę tygodni później rzeczywiście musiałem mieć pierwszy kontakt tutaj z jakąś służbą zdrowia. Dużo rodaków mówiło, że będzie trzeba płacić itp. Okazało się, że wszystko było za darmo, wszystko było bezproblemowo. Anglia jest jednak wyjątkowo pomocnym krajem w tych sprawach.
Na zasadzie Unii Europejskiej wszystko bez jakichś większych problemów miało miejsce, wystarczyło mieć adres potwierdzony w Wielkiej Brytanii.

Kordian: To były jeszcze te początki, kiedy obowiązywała…

Sławek: O tak! 

Kordian: …zgoda na pracę.

Sławek: Ja przyjechałem w 2005 roku. Wtedy jeszcze nie było szczególnie dużo wiadomo na temat tego, jak to tu wygląda. Agencje były przepełnione naszymi rodakami, więc było wesoło.

Kordian: Było wesoło. Czy coś, co na początku zrobiłeś być może właśnie nie tak, jak byś chciał, dzisiaj, gdybyś wyjeżdżał, zrobiłbyś inaczej? Czegoś żałujesz? Może właśnie jakaś podana przez kogoś informacja spowodowała, że coś dłużej ci zajęło? Mam na myśli adaptację taką w nowych warunkach, w nowym kraju itd.

Sławek: Może troszeczkę mniej, może to chamsko zabrzmi, ale troszeczkę mniej ufałbym naszym rodakom. Powiem ci dlaczego. Prosta sytuacja. Na początku wiadomo, każdy chce mieć jak najlepiej. Paru ludzi poznaliśmy w tym samym miejscu pracy, co my pracowaliśmy i stwierdziliśmy razem, że zamiast wynajmować gdzieś tam osobne pokoje, wynajmiemy sobie razem dom. Po paru miesiącach tamte osoby się wykruszyły, a ja zostałam siedząc i płacąc dość spory rachunek za dom. Potem się to wyklarowało, ale już w tym momencie człowiek był nieco bardziej oszczędny itp. rzeczy. Tak jak mówię, człowiek był młody, uczył się.

Kordian: No tak.

Sławek: Tu się z tym zgadzam, także wszystko miało jakiś cel. 

Kordian: Czasami się śmieję, że moim życiem rządzi bardzo dużo przypadków. Jednak te przypadki one zazwyczaj właśnie pomagają się ogarnąć. Jak ktoś jest ogarnięty, to one się przydają po prostu, doświadczają nas, uczą nas na własnej skórze.

Sławek: Tu się z tobą zgodzę, bo policjantem jestem dosłownie przez zestaw przypadków. Tak jak mówiłem, nigdy w Polsce jakoś nie myślałem o tym. Prostym przykładem na to jak duży przypadek jest to, że na moją rozmowę kwalifikacyjną szedłem jeszcze mając włosy na tyle długie, że mogłem na nich usiąść. Może nie do końca wyglądając jak taki typowy punk, ale na pewno nie wyglądając jak standardowa osoba, której byście się spodziewali w mundurze jadącej do Was do wezwania, kiedy wzywacie policję, a już zwłaszcza na podstawie polskich warunków.

Kordian: Nie był to powód, żeby nie przyjąć cię do pracy?

Sławek: O dziwo nie. Anglia jest krajem, który daje dużo możliwości na podstawie tego w jaki sposób człowiek sobie radzi. Tu wychodzili z założenia, że policjantem nie musi być ktoś, kto ma maturę, tudzież zdał jakieś tam szkoły, ma wyższe wykształcenie. Policjantem w Wielkiej Brytanii musiała być osoba, która potrafi gadać z ludźmi, a co jak co, ale gadane to ja mam.

Kordian: To się sprawdziło przy okazji pracy w radiu, jeszcze dodatkowo?

Sławek: O tak! Tak jak mówię, to jest jedna z tych rzeczy, które jedna rzecz prowadzi
do następnej. Nigdy nie myślałem też o jakiejś pracy w radiu jako wolontariusz, dopóki ktoś mnie nie zaprosił na wywiad w radiu. Jeden z naszych wspólnych kolegów tutaj Andrzej Gąsienica, którego bardzo pozdrawiam, ściągnął nas i próbował zrobić wywiad na temat pracy policjanta w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że dużo z naszych rodaków nie ma zielonego pojęcia jak prawo tutaj wygląda, więc jakoś to się zaczęło i się kręciło, i nawet była bardzo fajna przygoda.

Kordian: Wracając do tej twojej rozmowy kwalifikacyjnej. Czy od tego momentu procedura przyjmowania do pracy bardzo się zmieniła? Mam na myśli pracę policjanta oczywiście. 

Sławek: Procedura wygląda nadal podobnie. Przynajmniej mogę mówić u mnie w hrabstwie, ponieważ policja tutaj nie jest jak w Polsce. Nie ma jednej policji, która jest podzielona na garnizony. Każde hrabstwo, czyli powiedzmy, każde województwo ma swoje własne siły policyjne. Wszyscy mamy te same oznaki, te same możliwości pracy. Jeżeli pojadę do innego hrabstwa nadal mam te same prawa jako policjant tam, jakbym miał u siebie, aczkolwiek każdy pracuje na swoim rejonie. Jest spokój, więc rozmowa kwalifikacyjna jest takim etapem początkowym. Składa się aplikację, teraz już przez Internet, bo wszystko jest leniwe. Wypisujesz swoją historię, zostajesz zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Jeżeli to, co przedstawiasz na rozmowie kwalifikacyjnej, podoba się oficerom, którzy ją prowadzą, zostajesz wysłany na tzw. assessment center, czyli oceniają twoje umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach. Jest to dość prosta rzecz. To jest kilka takich małych scenariuszy, gdzie jesteś np. szefem ochrony w jakimś tam wielkim centrum handlowym i trafiasz na różne sytuacje, które są ci podane dosłownie dwie minuty przed. Na kartce papieru opisana jest krótka informacja, wchodzisz potem do pokoju i zajmujesz się tym na co tam trafisz.

Kordian: Dobrze, ale czy do takich rozmów można się w jakiś sposób wcześniej przygotować? Czy po prostu na czuja odpowiadasz, co byś zrobił?

Sławek: Do rozmów można się przygotować, aczkolwiek najlepiej po prostu być naturalnym i zadziałać na zasadzie czegoś, co ostatnio chyba ginie, czyli wyobraźni. Wczuć się w rolę tej osoby i być sobą. Zająć się, jeżeli w tym momencie jesteś szefem ochrony, gadać z osobą, która ma jakiś problem w ten sam sposób, w jaki rzeczywiście byście z nimi gadali, gdybyście rzeczywiście byli szefem ochrony i to pomaga bardzo.

Kordian: No dobrze, a co jeszcze pomaga? Mam na myśli jakieś specyficzne predyspozycje, warunki fizyczne, jak to wygląda w tej chwili?

Sławek: Jeżeli chodzi o warunki fizyczne, to Anglia jest bardzo liberalnym krajem. Mam koleżanki, które ledwie sięgają metr sześćdziesiąt i naprawdę można schować je do kieszeni. Mam kolegów, którzy mają po dwa metry i łatwiej ich przeskoczyć niż obejść, bo są tak szerocy w barach. Także główną podstawą jest rozmowa z ludźmi. Używanie siły nie jest jakoś szczególnym atrybutem, który mamy. Wszyscy jesteśmy w tym szkoleni, ale to jest jako dodatkowa umiejętność. Wychodzimy z założenia, że dobrym policjantem w Wielkiej Brytanii będzie ktoś, kto będzie umiał sprzedać w środku zimy lody dla eskimosów. Także, jeżeli potrafisz to zrobić, to w tym momencie rozmowa z ludźmi w trudnych sytuacjach nie jest szczególnym problemem. To są te umiejętności, które się też do innych zawodów przydają. Dlatego też, dużo oficerów po skończeniu kariery tutejszej, przechodzą do jakichś innych firm na stanowiska menadżerskie, kierownicze itp. rzeczy.

Kordian: Nie wiem, czy jest jeszcze coś w procesie rekrutacji, o czym powinniśmy powiedzieć. Zakładam, że są jakieś specyficzne strony, na które trzeba się udać, żeby to zgłoszenie wysłać. Dlatego jeżeli mogę cię prosić, to później podlinkujemy pod tym wywiadem adres takiej strony.

Sławek: Tu akurat każde hrabstwo ma swoje inne. Także wystarczy wejść na stronę policji hrabstwa, w którym się mieszka. Tam zazwyczaj na samym początku gdzieś jest komunikat: „Jeżeli chcesz zostać policjantem, kliknij tu” i oni przeprowadzą cię przez wszystko bez problemu. Także zależnie gdzie nasi słuchacze są.

Kordian: Co nas ewentualnie dyskwalifikuje w tym zawodzie? Czego nie możemy?

Sławek: Dobra. Jeżeli chodzi o wiek, minimalnym wiekiem oficera policji jest 21 lat. Wychodzą z założenia, że musi mieć chociaż troszeczkę życiowego doświadczenia, żeby policjantem zostać, aczkolwiek to też nie jest zawsze do końca trzymane. Często są możliwości, że da się wcześniej, jeżeli ktoś przejdzie przez rozmowę kwalifikacyjną bardzo dobrze. Jeżeli chodzi o to, czego nie można mieć. O dziwo nawet można mieć niektóre wyroki karalne, jeżeli było to coś dawno temu, tudzież jakaś mała rzecz. Każdemu się zdarza. Ludzie dorastają, zmieniają się i to też jest odzwierciedlone w tym, że chcemy przyjąć ludzi z różnych środowisk i z różnych ścieżek życiowych.

Kordian: Jeżeli ktoś miał kartotekę w Polsce, a w Wielkiej Brytanii ma czyste konto, to weryfikują takie rzeczy?

Sławek: Tak, jest to też weryfikowane. Także nie ma możliwości, że ktoś, kto powiedzmy, miał setki włamań na koncie w Polsce, czy też jakieś napaści z bronią w ręku, potem będzie tutaj jako oficer policji. Też wiadomo, trzeba by mieć prawie nieposzlakowaną opinię, to jest wszystko sprawdzalne.

Kordian: Słyszałem, że nawet niektóre tatuaże nie dyskwalifikują tutaj w pracy w policji.

Sławek: Tak, prawie żaden tatuaż nie dyskwalifikuje. O ile nie jest obraźliwy dla innych ludzi i nie jest w miejscu bezpośrednio widocznym. Jeżeli wytatuujesz sobie coś na twarzy, to niestety ci się nie uda. Jednak jeżeli np. masz już pełne rękawy tatuaży, to nie jest szczególnie problem. Robi się zdjęcie, są sprawdzane, czy nie ma jakichś obraźliwych słów, czy też jakichś symboli powiedzmy nazistowskich tudzież jakichś innych grup społecznych, które są obraźliwe dla innych.

Kordian: Wracając do tego, może przypomnij jeszcze raz, ile lat byłeś w Anglii, jak zacząłeś się starać o pracę w policji?

Sławek: Ja byłem w Anglii już 4 lata wtedy. Miałem 4 lata skontrolowanej historii w Anglii. To też jest sprawdzane. Sprawdzają, czy się pracowało, jakieś poprzednie adresy, czy nie było się osobą karalną. W tym momencie zdaje się, jest to troszeczkę obniżone. Aktualnie trzeba mieć tylko 2 lata, ale to też mówię, zależy od hrabstwa, które przyjmuje ten wniosek.

Kordian: Zapytałem o to, bo jestem ciekaw, czy dobrze sobie radziłeś z językiem, jak byłeś już te 4 lata w Anglii?

Sławek: Szczerze? Wydawało mi się, że tak. Jednak były niektóre drobne nieporozumienia, co nie zmieniało faktu, że człowiek uczy się dużo szybciej, jeżeli języka używa cały czas. To mi dużo pomogło, że cały czas starałem się, mimo że mieliśmy dużo Polaków. W jednej firma, gdzie pracowałem wcześniej, starałem się jak najwięcej mówić po angielsku. Jak najwięcej rozmawiać po angielsku z ludźmi, którzy się tu wychowali i używać właśnie tych fraz, tych zdań, których oni używają. W tym momencie człowiek się jakoś szybciej aklimatyzuje.

Kordian: No tak, ale np. praca policjanta, to jest też znajomość prawa, więc trzeba sobie jakoś z tym językiem radzić. Chyba że są dostępne jakieś szkolenia w języku ojczystym, nie sądzę. 

Sławek: Nie, akurat prawo  angielskie powiedzmy, że jest dość proste. Wbrew pozorom nie ma szczególnie dużo przepisów, których oficer musi znać. Mamy możliwość sprawdzania rzeczy w Internecie i już inaczej troszkę rzecz wygląda, jeżeli człowiek chce iść na wyższe stopnie sierżanta, inspektora itp. rzeczy. Ponieważ tu tych stopni jest dużo mniej. Trzeba już wtedy mieć dużo lepszą znajomość, ale podstawowe przepisy są dość proste do opanowania. To nie jest bardzo gruba książka.

Kordian: Wracając do predyspozycji personalnych. Trzeba mieć twardą psychikę do tego zawodu.

Sławek: Niestety tak. Jak to mówimy sami, policjant w tym kraju widzi to, co najlepsze w ludziach i to, co najgorsze. Często wkraczamy w ludzkie życie w miejscach, gdzie na pewno nikt nie chciałby widzieć obcych i musimy się zająć tym, czego dużo ludzi nie chciałoby widzieć. Także miałem kilka poważnych wypadków śmiertelnych. Miałem kilka poważnych sytuacji, gdzie wchodzi się w jakąś sytuację rodzinną, gdzie osoba zmarła, tudzież następują jakieś poważne sytuacje dotyczące dzieci lub tym podobne rzeczy i naprawdę trzeba w tym momencie zachować zdrowy rozsądek.

Kordian: Nie wyobrażam sobie, jak tego można później nie przenosić do domu? Jak to z tobą jest? Macie pomoc psychologów, z której korzystasz?

Sławek: Pomoc psychologów jest zawsze dostępna. Jednak najwięcej działają nasze wspólne ekipy. Także przynajmniej u mnie w hrabstwie, większość ekip, z którymi pracowałem, bo pracowałem w różnych działach: śledztwach, na trzech dziewiątkach, na wezwaniach, teraz jestem jako dzielnicowy na rejonie mniej więcej połowy hrabstwa. Pomaga bardzo dużo ekipa z którą się pracuje i naprawdę to jest dosłownie jak rodzina. To nie jest przesada. Podejrzewam, że w każdym innym kraju policjanci działają na tej samej zasadzie. Z prostej rzeczy, jeżeli czegoś potrzebuję, jeżeli nie daj Boże, muszę nacisnąć na radiu ten przycisk SOS, wszyscy inni rzucają wszystko i jadą, żeby ci pomóc. Także jest to coś, co rzadko jest spotykane w innych sytuacjach, poza wojskiem, tudzież strażą pożarną, gdzie wszystko jest dosłownie jak rodzina, każdy na sobie polega.

Kordian: A powiedz mi jeszcze, czyli już rozumiem, że to jest jakby ten plus pracy w policji, w sensie to wsparcie jeden drugiemu. A jakie są minusy?

Sławek: Po pierwsze, ilość pominiętych świąt, jakieś urodziny, spotkania rodzinne. Niestety praca jest taka, że czasami trzeba pracować na zasadzie, dostajesz telefon i jedziesz. Każdy z nas składając tę przysięgę w trakcie atestacji, tudzież podpisując kontrakt wiedział co podpisuje. Także kilka razy mi się zdarzyło, że miałem jakieś plany i było coś super przygotowane i niestety ten telefon się zdarzył, bo coś miało miejsce, czy np. zamachy Londyńskie, czy też jakieś inne sytuacje, zamieszki w Londynie, człowiek jedzie.

Kordian: Nie ma lekko. Ja akurat mam brata policjanta, którego przy okazji pozdrawiam. Wiem mniej więcej, o czym mówisz. Nie raz przyszło nam spędzać święta bez niego, ale to się wiąże z każdą pracą w służbie drugiemu człowiekowi. To samo mają przecież i pracownicy służby zdrowia, i kolei, i wielu innych zawodów. Z resztą, tutaj w Wielkiej Brytanii, wielu z nas pracuje…

Sławek: Tak, ja nie twierdzę, że jestem jakoś lepszy czy gorszy od kogoś innego. Też do pracy jakoś musimy się dostać, a dostajemy się tam dzięki tym wszystkim, którzy te święta, czy tam jakieś inne imprezy spędzają z ludźmi, wiadomo, nikt nie jest szczęśliwy z tego powodu, ale…

Kordian: Przeczytałem w Internecie, że od 2010 do 2018 roku mniej więcej ze 140 tysięcy policjantów zrobiło się was 120 tysięcy, trochę ponad. Co jest przyczyną takich rezygnacji z pracy? Niskie zarobki? Niskie płace? Jak to wygląda?

Sławek: Zarobki, zawsze mogły być lepsze, aczkolwiek nie narzekam. Początkowym zarobkiem oficera policji jest jakieś 21 tysięcy na rok. Na chwilę obecną jak się człowiek przyjmuje. Po  siedmiu latach pracy, doświadczenia rośnie do 37 tysięcy plus. Także z nadgodzinami, ze wszystkim można całkiem przyjemnie żyć. Tu akurat nie ma narzekania. Co jest powodem rezygnacji? Nie było szczególnie tak dużo rezygnacji. Dużo było przypadków, że ze względu na sytuację finansową Wielkiej Brytanii, budżety hrabstw zostały obcięte. Także wielu oficerów w momencie przechodzenia na emeryturę, opuszczało swoje stanowiska, które nie zostały ponownie obsadzone. Taka sytuacja spowodowała spiętrzenie obowiązków u pracowników kontynuujących zatrudnienie, czyli większą ilość śledztw, czy też więcej wezwań, do których musieli jechać. Niestety, ta praca nie jest jakoś szczególnie łagodna. Ona jest dość stresująca i niektórzy wysiadają po jakimś czasie i przechodzą do innej pracy, zwłaszcza że np. można zostać maszynistą w tym kraju i zarabiać więcej…

Kordian: Nie ryzykując życia codziennie.

Sławek: …a robić, że tak powiem troszkę mniej. Jakoś nigdy nie myślimy o tym w ten sposób, ale to jest zawsze w tle. Nigdy nie wiesz, do czego pojedziesz. Miałem parę sytuacji, gdzie włosy stawały dęba, a trzeba się tym zająć.

Kordian: Zwłaszcza że też jesteście policją nieuzbrojoną w tym kraju. Nie wiem, czy to jest tak, że tylko specjalne oddziały są uposażone w broń? Z czym to jest związane? Bo ja słyszałem różne legendy. Słyszałem, że to się wiąże z tym, że policjant w Wielkiej Brytanii jest przede wszystkim obywatelem. To znaczy, że obywatel nie nosi broni, więc jak to wygląda? Jak jesteście chronieni, jeżeli nie macie?

Sławek: No troszeczkę inaczej. Wygląda to w ten sposób, że pierwsze prawo policji, takie podstawowe zasady zostały założone przez Roberta Phila, czyli głównego założyciela obecnej policji. To jest facet, który zorganizował policję w Londynie wiele lat temu. Polecam poczytać na jego temat. Policjant jest członkiem społeczności, a każdy członek społeczności jest policjantem. Także my dostaliśmy parę dodatkowych praw, ale przez długi czas wychodzono z założenia, że policjant w Wielkiej Brytanii broni nie potrzebuje, ponieważ, jeżeli my zaczniemy się uzbrajać, w tym momencie zaczną się też uzbrajać przestępcy. Nie chcemy, żeby to poszło tak, jak między innymi na tej samej zasadzie, jak Ameryka. W każdym razie, oficerowie uzbrojeni na zmianach też są, też mamy, może to zabrzmi górnolotnie, prawo zabić jako oficerowie policji. Wszystko, co robimy, jest sprawdzane, jest oceniane przez innych ludzi.
To wszystko, każda decyzja, którą podejmuje, musi być usprawiedliwiona
i te usprawiedliwienia są bardzo dobrze sprawdzane, także to nie jest, że ja przychodzę, ukradłeś coś ze sklepu i przełożę ci pałką przez głowę, żebyś zginął, bo to jest też część szkolenia. To jest na zasadzie, że każdy z nas ma to prawo, żeby zabić kogoś, żeby ochronić życie swoje, tudzież innej osoby. Strasznie to brzmi, ale to tam jest. I mamy też oficerów uzbrojonych ze względu na to, że dość sporo wezwań, niestety jest broń dostępna w tym kraju. Są ludzie z nożami, są ludzie z maczetami itp., także to jest niestety wszędzie. Teraz w Europie rozchodzi się coraz bardziej i żaden z nas nie przychodzi tutaj, żeby oddać życie, powiedzmy na szalę, położyć i sobie ryzykować, skoro mamy ludzi, którzy są przeszkoleni i mogą się tym zająć z odległości, na spokojnie i to są oficerowie tak samo, jak ja. Nie ma żadnej różnicy,
oni mają dokładnie te same prawa. Oni po prostu jako wolontariusze noszą też broń i jeżdżą do tych wezwań, które są dużo większego ryzyka.

Kordian: Ja chciałem jeszcze dopytać, jaki jest stosunek w policji do naszych rodaków w służbach policji? Czy jest to takie równouprawnienie? Czy da się odczuć gdzieś tam z tyłu głowy, że jest się inaczej traktowanym?

Sławek: Podstawą brytyjskiego prawa jest to, że policja odzwierciedla społeczność, której służy. Także mamy Polaków, mamy ludzi z innych krajów. W każdym razie my wszyscy wychodzimy z założenia, że w momencie jak ubierasz mundur, jesteś niebieski. Nie ważne, co robisz, co nosisz, skąd jesteś. To jest wszystko rodzina. Także ja już nawet nie zwracam uwagi na to, skąd ktoś jest. Nie ma jakiegoś innego traktowania, dlatego, że ty urodziłeś się w Anglii, a ty urodziłeś się w Afryce lub Polsce. Wszyscy jesteśmy traktowani tak samo.

Kordian: To jest bardzo pozytywne, to co ty mówisz. Wiesz, mnie osobiście gdzieś tam dochodzą takie informacje od różnych osób, że gdzieś tam się spotkali z nietolerancją. Jednak zapytam się o drugą stronę medalu. Z jakimi najczęściej paragrafami, albo w jaki sposób najczęściej podpadają Polacy? Tak z twojego doświadczenia.

Sławek: Szczerze? Pracowałem przez jakiś czas w areszcie, więc miałem do czynienia prawie z każdym z naszych rodaków, którzy przychodzili tam, w głównym mieście u nas w hrabstwie w słonecznym Luton do aresztu. Przechodzili przez moje ręce i najczęściej były to rzeczy związane z alkoholem, czyli bójki po alkoholu, jazda po pijanemu itp. sprawy, a druga rzecz, była to, co jest już na pewno mniej adowalające, przemoc rodzinna, i to też często było właśnie związane z alkoholem i często było związane z tym, że dużo naszych rodaków, którzy tu przyjechali, to był taki pierwszy raz, gdzie są daleko od rodziny i szaleństwo, jestem wolny, mogę robić, co chcę i nagle wszelkie zasady, wszelkie te moralne zasady znikały.

Kordian: Jest też tak, że są jakieś różnice w prawodawstwie polskim i brytyjskim, które np. przez to, że ktoś o czymś nie wie , podpadł tutaj prawu, a w Polsce np. by to mu uszło płazem?

Sławek: Powiedzmy noszenie gazu pieprzowego. W Wielkiej Brytanii gaz pieprzowy tudzież wszystko inne, co wysyła pieprz, czy tam jakiś gaz, czy ten gaz, który my mamy, jest uznawany jako broń palna. Głupio to zabrzmi, ale tak jest i wiadomo, w Polsce gaz pieprzowy można mieć do własnej obrony. Przynajmniej tak słyszałem. Głowy nie dam, bo dawno z kolegami z Polski nie rozmawiałem. Także tu jeżeli was ktoś zatrzyma, nie mówcie, że to policjant z Anglii Wam powiedział, że wolno. Tu jest to całkowicie zabronione, za to można dostać do 3 lat. Często zdarzają się sytuacje jakiegoś tam drobnego niezrozumienia, jeżeli chodzi o jazdę samochodem. W każdym razie wszędzie w Unii Europejskiej obowiązuje prawo danego kraju. Jeżeli ktoś gdzieś przyjeżdża, jak to mówią nieznajomość prawa, nie zwalnia z jego stosowania, znajomość często. Także lepiej się douczyć, dowiedzieć niż potem siedzieć i płakać.

Kordian: Ja też słyszałem z opinii ludzi, którzy mieszkali w Polsce i teraz mieszkają w Wielkiej Brytanii, że policjanci w Wielkiej Brytanii są bardziej ludzcy, że mają takie podejście bardziej typu przymkną oko na coś, a w Polsce jednak są bardziej surowi.

Sławek: Myślę, że wynika to z nieco innego podejścia. U nas jako oficerowie policji jesteśmy, żeby pomagać ludziom i to jest police service. My staramy się, mimo że jesteśmy silami policji, służyć ludziom, pomagać, edukować itp. rzeczy. I druga rzecz, np. z mandatów wystawionych itp. rzeczy, nic nie idzie do budżetu policji, to wszystko idzie do budżetu państwowego. Podczas gdy w Polsce znowu są ludzie, których praca jest oceniana na zasadzie, ile mandatów wystawiłeś, tudzież ile mandatów wystawiła twoja jednostka. Jest takie troszkę odgórne pchanie w Polsce na mandaty, na rozwiązywanie tych rzeczy. Tu się inaczej prawo egzekwuje, że np. jeżeli jadą oficerowie do wezwania, do wypadku, przy wypadku musi być to jakoś rozwiązane i daje im to tylko możliwości, albo wystawianie mandatu, albo wezwanie kogoś do sądu. Podczas gdy u nas ja mam możliwość tam na miejscu stwierdzić, że był wypadek, owszem jest jakaś osoba winna, ale została już ukarana przez to, że ich auto zostało zniszczone, tudzież coś innego się stało. Także dają nam dużą możliwość decyzji, na temat tego jak rozwiążemy daną sytuację.

Kordian: Jak się czasami ogląda programy o pracy policji w Wielkiej Brytanii, są takie programy w brytyjskiej telewizji, ale też pamiętam, że w Polsce, to niestety czasami gdzieś w tych programach, pokazywano też profil Polaków, którzy popadali w konflikt z prawem. Pamiętam swoje odczucia. Pamiętam też to, jak patrząc na takich Polaków niezaradnych życiowo, którzy tam rzeczywiście w sposób godny pożałowania popadli w konflikt  z prawem i mieli do czynienia z policją. Czułem wtedy, że się za nich wstydzę. Masz tak czasami, że nasz rodak przyprawia cię o wewnętrzny wstyd?

Sławek: Jest coraz lepiej. Powiem to w ten sposób, że polepszyło się to w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Były takie sytuacje kiedy naprawdę ludzie próbowali wymagać ode mnie jakiegoś innego traktowania, bo przecież ty jesteś Polakiem i ja jestem Polakiem, przy czym tam nie było możliwości, że mogłem coś innego zrobić. Każdy z nas, oficerów policji, traktuje w tym kraju wszystkich innych tak samo, jak chcieliby być traktowani, ale do granic. To znaczy, ja będę zawsze dla ciebie spokojny, grzeczny, miły, bo nie ma innego powodu ku temu, chyba, że ten powód mi dasz. Jeżeli osoba staje się agresywna wobec mnie, a no niestety nasi rodacy tak potrafią, mamy taką naturę, że jeżeli ktoś ci coś mówi, ty i tak zawsze wiesz lepiej.

Kordian: A to tylko my, czy inni też tak mają?

Sławek: Zdarza się też w innych narodowościach. Jednak było to jedną z głównych rzeczy naszych rodaków, że ty musisz zrobić to, nie ja tego nie zrobię, ja się właśnie napiłem troszkę, pójdę trochę poszaleć gdzieś tam, a ty mi nie możesz powiedzieć, co ja zrobię, bo ty też jesteś Polakiem. Nie, to niestety tak by nie wyglądało. Wiadomo, jak to ktoś kiedyś powiedział, gdzie jest dwóch Polaków, tam zawsze będą co najmniej trzy opinie. Także co zrobić. Większość potem się uspokajała, zazwyczaj jak alkohol wywietrzał z nich, na drugi dzień była już cisza, spokój, było ładnie, grzecznie, spokojnie. Natomiast jeżeli jest połączenie alkohol i nasz rodak, to ….

Kordian: No dobrze, ale jeśli już trafiłem do aresztu, niezależnie od tego, czym winny, czym nie, to powiedz, jakie przysługują mi prawa?

Sławek: Każdy aresztowany w tym kraju ma 3 podstawowe, przy czym nasi rodacy, tudzież inni z Unii Europejskiej mają 4 podstawowe. Pierwsze, masz zawsze prawo do niezależnego adwokata i to jest adwokat niezależny od policji. On będzie zawsze darmowy. Możesz sobie porozmawiać z nim przez telefon, może przyjść przed przesłuchaniem. Ponieważ każdy, kto jest aresztowany, ma możliwość wyjaśnienia swoich racji.

Kordian: Ale to mówimy o adwokacie takiego pierwszego kontaktu, czy później poprowadzi cię przez sprawę? Jeżeli cię nie stać na prywatnego na przykład.

Sławek: To jest całość. Każdy w Wielkiej Brytanii ma prawo do adwokata. Jeżeli nie stać cię na swojego adwokata, dostaniesz adwokata z urzędu, który cię poprowadzi za darmo przez sprawę.

Kordian: Kolejne prawo?

Sławek: Druga rzecz, masz zawsze prawo poinformować kogoś o tym, że zostałeś aresztowany. Przy czym, w niektórych sytuacjach, to może zostać zawieszone. Powiedzmy, zostałeś aresztowany za posiadanie większej ilości narkotyków, w tym momencie, my jako policja mamy prawo iść przeszukać twój dom, żeby zobaczyć, czy tam nie ma czegoś innego i w tej sytuacji twoje prawo do poinformowania kogoś zostanie zawieszone do momentu, aż oficerowie nie przyjadą, nie przeszukają tego domu.

Kordian: Całkiem logiczne, bo jednak oczywiście, przecież…

Sławek: To jest zabezpieczenie dowodu, materiału dowodowego. Logiczne, aczkolwiek niektórzy nie potrafią tego zrozumieć. Właśnie, tak jak mówię, to działa na zasadzie normalnego, zdrowego rozsądku, którego ostatnio dużo ludziom brakuje. Trzecia rzecz to w areszcie jest taka piękna książeczka “Police and criminal evidence act code g”, która mówi o tym, jak my jako policjanci musimy o kogoś dbać, jakie prawa ma osoba zatrzymana, co może się osobie zatrzymanej stać w areszcie, czyli jak np. wyglądają odciski palców, jak pobieramy im próbkę DNA, jak są im robione zdjęcia, jakie możliwości medyczne mają, wszystko tam jest opisane, każdy może to sobie poczytać. I czwarta rzecz, to jest dla ludzi spoza Wielkiej Brytanii, każdy ma prawo skonsultować się, tudzież poprosić o poradę radną swojej własnej ambasady. Przy czym przez te wszystkie lata, kiedy pracowałem jako policjant tutaj, słyszałem tylko jedną osobę, która o rozmowę z ambasadą prosiła, przy czym kolega wtedy był raczej poważnie nietrzeźwy, ale skoro to jest prawo, to im tę rozmowę załatwiliśmy i myślę potem, że po rozmowie już nie chciałby więcej rozmawiać z ambasadą.

Kordian: Rozumiem, ale tak na dobrą sprawę, czy ta rozmowa z ambasadą to ma służyć porady prawnej? Czy np. można zadzwonić do ambasady, poprosić ich o pomoc dla rodziny, która np. została tutaj sama i może sobie nie radzić w tym momencie beze mnie, to może temu służyć taki dodatkowy przywilej?

Sławek: To jest między innymi właśnie to, ale wiadomo, jeżeli zatrzymuje się w innym kraju obywatela innego kraju, on ma prawo porozmawiać z ambasadą, chyba że mówimy tutaj o jakichś troszkę innych krajach, bardziej zdecydowanie na wschód i bardzo południe od nas. W tamtych rejonach, to głównie jest to. W każdym razie my dbamy tutaj o ludzi, czyli np. jeżeli ty masz osobę jakąś w domu, którą nikt nie może się zaopiekować, my wyślemy oficerów, albo też kogoś ze służby socjalnej, kto sprawdzi te osoby, kto im pomoże, w tym czasie, gdy jesteś aresztowany. Areszt w Wielkiej Brytanii normalnie trwa maksimum 24 godziny, są sytuacje, kiedy to można przedłużyć, ale w tym momencie to już jest sąd i są bardzo poważne przestępstwa.

Kordian: Czyli w tym czasie muszą zostać postawione zarzuty?

Sławek: Tak. My jako policja mamy 24 godziny na wypuszczenie kogoś, danie im mandatu albo przedstawienie im zarzutów i wysłanie ich do sądu. Są sytuacje, kiedy możemy zebrać dłuższy materiał dowodowy, kiedy my prosimy sąd o przedłużenie tego czasu i w tym momencie, to może maksymalnie zostać przedłużone do 3 dni, ale to mówimy, to są sytuacje ataków terrorystycznych, to są sytuacje morderstw, takie bardzo już poważne rzeczy, które policja potrzebuje troszkę więcej czasu, żeby zebrać dowody. Ponieważ my jako policja w tym kraju, całą naszą rolą jest zbieranie dowodów dla sądu.

Kordian: Tutaj też obowiązuje domniemanie niewinności?

Sławek: Ależ owszem! My nie aresztujemy osób winnych za przestępstwo, my aresztujemy osoby podejrzane.

Kordian: Czasami spotykam się w mediach z informacją, że obywatel konkretny, wymieniony z imienia i nazwiska, został aresztowany z jakąś tam sprawą. W Polsce np. podawanie imion i nazwisk oficjalnie, to znaczy imiona są dopuszczalne, ale nazwisk chyba jest to całkowicie niedopuszczalne?

Sławek: Tak, policja nie wypuszcza danych osób. Tylko w sytuacji, jeżeli tej osobie zostały przedstawione zarzuty, ponieważ w tym momencie, poza bardzo rzadkimi sprawami, które też się zdarzają, imiona i nazwiska tych osób trafiają do tzw. public domain, czyli wiadomości publicznej, ponieważ są one wypisane w danych sądowych, czyli tam ktoś może przyjść do sądu, przeczytać sobie, jakie są sprawy sądowe na dziś i znajdą to imię i nazwisko i tak, bo tak działa prawo. Jeżeli chodzi o te wcześniejsze wypuszczanie imion i nazwisk innych ludzi, to zazwyczaj jest to rola naszych radosnych mediów, które bardzo szybko potrafią się dowiedzieć, kto, co, gdzie. Wiadomo, sąsiedzi gadają, każdy chce zarobić parę groszy.
Ktoś tam napisze do jakichś mediów, coś wspomni i, pomimo że są pewne zasady, które to korygują, często zasada informacji publicznej według mediów przeważa i w tym momencie są długie kłótnie sądowe, aczkolwiek policja nigdy tych informacji wcześniej sama nie wypuści, dopóki nie zostaną tej osobie przedstawione zarzuty. O ile nie ma tam wywiadów od oficera policji, te informacje, które przyjdą, raczej są zebrane przez media. Do momentu jak nie ma oficjalnej informacji, że osobie takiej i takiej zostały przedstawione zarzuty, my zatrzymujemy wszystkie informacje, bo każdy ma prawo do prywatności.

Kordian: Kiedyś słyszałem takie niepochlebne legendy o Polakach w Wielkiej Brytanii. Możemy się domyślać tylko, jaka to jest grupa społeczna naszych rodaków, którzy dopuszczali się właśnie jakichś takich mordów na łabędziach i spożywaniu tych łabędzi. Słyszałeś te legendy?

Sławek: Słyszałem. Nawet uczestniczyłem w tym radosnym śledztwie. To była jedna z tych rzeczy, które wynikały z nieznajomości lokalnego prawa. Przy czym o dziwo…

Kordian: Nie chciało mi się wierzyć, jak ktoś mi kiedyś to opowiadał.

Sławek: Tak. Mieliśmy dwóch rodaków, którym zostały wtedy przedstawione zarzuty, ponieważ łabędź i jeleń w tym kraju są zwierzętami, na które polować wolno tylko
jej królewskiej mości.

Kordian: No i właśnie, co grozi za zjedzenie łabędzia?

Sławek: Bardzo dobre pytanie, bo powiem ci szczerze, że nigdy nie czytałem tych przepisów.

Kordian: No dobrze, a bardziej przyziemnie? Łowienie ryb w rzece, w mieście na przykład?

Sławek: To jest kłusownictwo. Każdy w Wielkiej Brytanii, kto chce łowić, musi mieć licencję wystawioną przez tutejszą agencję ochrony środowiska. Licencja ta jest za grosze, bo sam ją też mam. Pozwala ona łowić na dwie wędki, ale na zasadzie, że ryby trzeba wpuścić z powrotem. Nie dotyczy to morza, tym podobnych rzeczy. To już niech sobie każdy sam doczyta, jeżeli chce, bo to jest naprawdę parę minut  czytania. Te przepisy są bardzo proste i w tym momencie agencja środowiskowa może komuś wystawić mandaty w naprawdę kolosalnych kwotach, my tu mówimy powiedzmy o 20 – 30 tysięcach funtów. Tyle może taki mandat kogoś kosztować. Także lepiej już zapłacić te 10 funtów za tę licencję. Bardzo drogi karp na święta. Zwłaszcza że Anglicy uwielbiają łowienie karpi i oni uwielbiają je wpuszczać z powrotem, żeby złowić tego samego karpia rok później, ale większego.

Kordian: Jeżeli posiadam licencję, to jak prawo podchodzi do takiej zdobyczy z takiego połowu? Czy np. wędkuję, mam prawo zabrać, to co wyłowiłem, jeżeli spełnia jakieś pewnie normy?

Sławek: W Polsce tak jest. Tu niestety nie. Tu należy ryby wpuszczać z powrotem.
Jest obowiązek wypuszczenia. Teoretycznie możesz zabrać rybę, jeżeli jest wyłowiona z rzeki, jeżeli jest złowiona na łowisku ogólnie dostępnym publicznie. W praktyce większość ludzi wpuszcza je z powrotem, ponieważ tutaj to jest uznane za sport.

Kordian: To zwracamy się w tym momencie do naszych rodaków, żebyście to mieli na uwadze, że kultura łowienia ryb w Wielkiej Brytanii jest zupełnie inna. Jeżeli jeszcze o tym nie słyszeliście, bo ja zakładam, że to są tak głośne tematy i często się do nich gdzieś tam towarzysko do nich nawiązuje, że na dobrą sprawę chyba każdy już o tym słyszał.

Sławek: Jedno, co muszę przyznać, że nasi rodacy mają dość sporo takich internetowych wspólnot łowieckich, gdzie są zapaleni wędkarze z różnych organizacji i często wymieniają się informacjami, pomagają sobie i dają też doskonały przykład, że nasi rodacy też potrafią się dostosować do prawa. To też te wszystkie nasze radosne wspólnoty lokalne, bardzo serdecznie chciałem pozdrowić i podziękować za ich pracę, bo takie rzeczy właśnie dużo lepiej wpływają na łączenie wspólnot między Polakami a Anglikami, niż dużo innych rzeczy.  Pokazuj ludziom to, co robisz przez swoje czyny.

Kordian:  Kiedyś usłyszałem dowcip właśnie o karpiach. Mówi, że karpie w Wielkiej Brytanii kiedyś były bardzo wesołymi rybami, które dumnie pływały po zbiornikach, niekoniecznie kryły się na ich dnie, dopóki Polacy tu nie przyjechali. Podłe, ale zobacz, powiedział mi to Brytyjczyk, więc smutne jakby nie było, więc walczmy z tym obrazem.

Sławek: Coś w tym może być, ale czy to aż takie smutne? Powiem ci szczerze, że Brytyjczycy są narodem, który może i naśmiewa się z innych, ale naśmiewają się też bardzo dużo, w sumie najwięcej naśmiewają się z siebie. Żartować będą zawsze. Tak samo Polacy mają to, że jest Polak, Niemiec i Rusek, też naśmiewamy się ze wszystkich innych, ale z siebie w sumie też. Jeżeli chcesz zobaczyć, w jaki sposób, na Facebooku jest taka stronka UK Cop Humour. 

Kordian: Wróćmy do tych poważniejszych tematów. Jak już np. Polak zostanie ofiarą jakiegoś przestępstwa, jakie przysługują mu prawa? Gdzie powinien zadzwonić? W jaki sposób skorzystać z pomocy policji?

Sławek: W pierwszej kolejności, jest coś, z czym ja się może nie do końca zgadzam, ale to jest prawo zawsze do tłumacza. Jeżeli zostało się ofiarą przestępstwa w tym kraju, zgłaszasz to policji albo na 999, jeśli osoba jest tam dalej i coś jest bardzo poważnego, albo przez jeden zero jeden. Można też przyjść na komendę. Zostanie sprowadzony polski tłumacz, albo też jest tłumacz przez telefon, żeby wyjaśnić, co się stało. W tym momencie się zaczyna wszystko rozkręcać. Każdy ma takie same prawa, jak każda inna osoba, czyli mają prawa do śledztwa, że oficerowie policji sprawdzą, co się da zrobić, jak się da udowodnić, jak się da ich uchronić przed tym rodzajem przestępstwa w następnej sprawie i mają prawa do bycia poinformowanym na temat przebiegu śledztwa. Wszystko, co my jako policjanci robimy tutaj, jest oceniane
na zasadzie ryzyka, które obecnie może się zdarzyć, możliwości obrażeń, czy też jakichś strat moralnych, czy też jakichkolwiek strat, które tam będą i będzie im ciężko to przetłumaczyć, możliwości śledztwa itp. rzeczy, czyli powiedzmy, sytuacja taka dość często się zdarza, komuś został skradziony samochód. Jeżeli tobie został skradziony samochód dzisiaj, dzwonisz na policję, ale oni mówią, że oficera przyślą dopiero jutro, z tego powodu, że oficer, który przyjedzie dziś, może jechać do wezwania, gdzie osoba np. umiera w tym momencie, albo jest pchnięta nożem, bo to wszystko jest oceniane i mamy wiadomo ograniczoną liczbę…

Kordian: No tak, już ci nikt drugi raz tego samochodu nie ukradnie. 

Sławek: To raz. Dwa, śledztwo nadal trwa, pomimo że ty tego nie widzisz, bo Anglia ma dość sporo systemów kamer, podobnych rzeczy, które są w tle, które się zajmują sprawą, także dalej nie musimy wysyłać tego oficera, żeby odnaleźć twoje auto. Bardzo często się tak zdarza, że my znajdujemy skradzione auta, zanim osoby wiedzą, że one zostały skradzione. W każdym razie powiedzmy, że ty nic nie widziałeś przy tej kradzieży. Obudziłeś się rano, są wyważone drzwi, nie ma twoich kluczyków, co dość częstą rzeczą jest niestety, bo to się zdarza, nie będę tego krył. To jest dość normalna rzecz w Wielkiej Brytanii, mimo że to tak źle zabrzmi.
Jaki sens ma wysyłanie tam oficera o 7 rano, skoro my nie wiemy, kiedy to się stało,
nie ma żadnych świadków do tego przestępstwa, od których ten oficer mógłby zebrać zeznania. Wysyłamy technika kryminalistyki, który też nie musi tam jechać od razu, tylko może pojechać trochę później, bo odciski palców nie zając, one już nie uciekną stamtąd. Także na tej zasadzie jest to wszystko oceniane.

Kordian: No właśnie, więc może przy tej okazji powiedzmy, czego należy nie robić, żeby np. nie zatrzeć tych śladów, bo to chyba też jest istotne?

Sławek: Jak najmniej zakłócać miejsce przestępstwa. Niezależnie od tego, jakie to jest miejsce przestępstwa, czy też  jakie przestępstwo miało miejsce, nie zakłócać tego miejsca. Jak najmniej rzeczy dotykać. Kolejna z rzeczy, do której się włamują, to zdarzenia do domów, gdzie osoby przeszukały tam jakieś szuflady albo coś, w miarę możliwości nie ruszać tych szuflad, czekać na technika kryminalistyki. Ja wiem, że to strasznie brzmi. Jeżeli ty musisz czekać 24 godziny na technika, który przyjedzie i zbierze odciski palców, ale czasami lepiej poczekać chwileczkę dłużej, tego technika dostać, który zbierze odciski, potrafi nam kogoś zatrzymać, niż też
nie mieć nic potem.

Kordian: Tu taka rada, żeby zachować zdrowy rozsądek chyba w każdym przypadku i mieć też na uwadze proszę państwa, że tych policjantów mamy tutaj trochę mniej niż powiedzmy 5-6 lat temu, więc oni muszą jakoś poradzić sobie z różnymi sprawami. Niekoniecznie ta kradzież, tak jak Sławek powiedział, w tym momencie jest najistotniejszym problemem do rozwiązania. Gdzieś może czyjeś życie w danym momencie się ważyć. Trzeba mieć po prostu to na uwadze. Każdy by chciał, żeby policja była, stała pod domem i go pilnowała całą dobę, natomiast to tak właśnie nie wygląda. Wróćmy może do naszych początków rozmowy, chciałbym trochę podsumować to twoje doświadczenie pracy w policji, czy gdybyś miał się cofnąć te kilka lat wstecz, zrobiłbyś dokładnie tak samo i wstąpiłbyś do policji, czy raczej byś myślał o innym zawodzie?

Sławek: Szczerze? Zdecydowanie zrobiłbym to samo, bo pomimo tego, że czasami zdarzają się takie sytuacje, że człowiek naprawdę kończy zmianę, wraca do domu i zastanawia się, co ja tutaj robię? Czasami zdarzają się też te sytuacje, kiedy człowiek naprawdę ratuje komuś życie, tudzież potrafi komuś pomóc i ilość satysfakcji, którą się z tego czerpie jest wręcz niewiarygodna.

Kordian: Biorąc nawet pod uwagę to, że święta spędzasz poza domem?

Sławek: Tak. Choćby przykładem było to, że np. teraz pracowałem w drugie święto,
czy chciałem, czy nie chciałem, musiałem być w pracy. Pojechaliśmy do wezwania, gdzie było wezwanie do osoby, której nikt nie widział przez jakiś czas, mówimy tu o paru dniach. Nie dało się z nią skontaktować. Po dostaniu się do domu tej osoby znaleźliśmy tę osobę z problemami medycznymi, przewróciła się, leżała zablokowana pomiędzy łóżkiem a kaloryferem, udało nam się udzielić jej pierwszej pomocy, wezwać karetkę i powiedzmy, przez 3 dni ta osoba tam leżała, także takie właśnie sytuacje, kiedy człowiek wie, że naprawdę mógł komuś uratować życie, że to jego bezpośrednie akcje komuś pomogły, są czymś niesamowitym. 

Kordian: Nie jeden z nas chciałby mieć taką satysfakcję ze swojej pracy, pomimo tych ryzyk, które się z tym wiążą. Być może te początkowe zarobki, o których Sławek wspomniał, nie są zbyt zachęcające. Jaka jest ścieżka kariery po drodze? Co nas może zmotywować do tego, żeby podjąć tę pracę w policji? Mam na myśli tutaj tych, którzy być może o tym myślą. Tak naprawdę weź pod uwagę, że już w tej chwili w Wielkiej Brytanii dojrzało, dorosło do życia zawodowego kolejne pokolenie naszych rodaków, więc na dobrą sprawę, oni sobie świetnie radzą z językiem angielskim, prawdopodobnie również i z polskim, bo wielu z nas tutaj kontynuuje naukę ojczystego języka. Jaki ich zachęcić do tego, żeby podjęli pracę i właśnie, jak ta kariera wygląda w policji?

Sławek: Najprostszym sposobem, żeby sprawdzić, czy ta praca jest dla ciebie, jest, może to głupio zabrzmi, ale wolontariat. W tym kraju jest możliwość bycia tzw. special constable, czyli wolontariuszem, oficerem policji. Ci oficerowie pomimo że wykonują tę pracę za darmo, muszą zrobić 16 godzin w miesiącu tylko, mają ten sam mundur, są szkoleni prawie że w ten sam sposób jak oficerowie policji, wiadomo, jest tego szkolenia trochę krócej, bo to wolontariat. Jeżdżą do tych samych wezwań. Jedyna różnica pomiędzy, jeżeli ja bym szedł z wolontariuszem do wezwania, to jest to, że on będzie miał napis SC na swoich pagonach, nad swoim numerem służbowym, podczas gdy ja tego napisu nie mam. Także jest to płatne, są tam pewne zwroty za wydane fundusze, zwroty za jedzenie, które ma się na zmianie itp. rzeczy. W każdym razie to jest bardzo dobry sposób, żeby sprawdzić, czy człowiek chciałby coś takiego robić, czy nie. A potem jest dużo ról cywilnych, z których można się przenieść do roli oficera policji, ale wiadomo, w każdej roli trzeba potem zdać cały ten system aplikacji. Te role cywilne, np. ja jak pracowałem jako oficer w areszcie, pomagają zebrać doświadczenie i sobie zobaczyć jak się radzi z takimi ludźmi, bo wiadomo, często trafiamy na ludzi, którzy nie chcą tam być i nie szczególnie chcą pomóc policji i człowiek dowiaduje się jak sobie radzić z jakimiś sytuacjami, kiedy na nie trafi.

Kordian: Jeżeli myśleliście kiedyś o tym, żeby służyć drugiemu człowiekowi, być może w służbach mundurowych, to rozważcie tę opcję. Na dobrą sprawę, to jest powód do dumy być policjantem.

Sławek: Na pewno. Nie sądzę, żebym był jakoś lepszym Polakiem od innych, w każdym razie, wszystko, gdzie człowiek pomaga drugiemu, powinno być dla niego powodem do dumy i jakimś powodem do radości. Mam dużo znajomych, którzy są oficerami policji, chociaż nie u nas w hrabstwie. U nas w hrabstwie jest nas raptem trzech, przy czym, albo było czterech, teraz jest trzech, jeden się przeniósł do Londynu jako detektyw. Mam kilku, którzy są strażakami. Polacy, mam kilku, którzy pracują w służbach medycznych jako ratownicy medyczni, albo lekarze. Każdy z tych zawodów na pewno przynosi chwałę. Wiadomo, żadna praca nie gańbi, jak to mówią na Śląsku.

Kordian: A powiedz mi jeszcze przy tej okazji, czy któryś z naszych rodaków w policji zajmuje jakieś wyższe stanowisko? Coś ci na ten temat wiadomo?

Sławek: Tu nie ma szczególnej różnicy. Jako wolontariusz miałem stopień sierżanta. Mam kolegę, który był inspektorem wolontariuszem. Tak samo, gdybym chciał, mogę iść na ścieżkę kariery właśnie wyżej. Na chwilę obecną u nas w hrabstwie nie ma, aczkolwiek wiem, w innych hrabstwach są oficerowie, którzy są sierżantami, inspektorami, tudzież jeszcze wyższe stopnie.

Kordian: Miło mi było z tobą rozmawiać. Fajnie cię było znowu usłyszeć. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócisz do mnie do podcastu, ponieważ tych tematów związanych z emigracją nie brakuje i pewnie przyjdzie nam kiedyś okazja jeszcze porozmawiać na  temat jakichś doświadczeń twoich z emigracją. Być może niekoniecznie związanych z twoim zawodem, w każdym razie zapraszam cię serdecznie i dziękuję za dzisiejszy udział w programie.

Sławek: Dzięki bardzo i do usłyszenia.

Kordian: Dziękuję Wam bardzo za wysłuchanie dzisiejszego pierwszego odcinka podcastu. Daję Wam słowo, że będę publikował regularnie, co dwa tygodnie, taki mam plan. Postaram się dostarczać Wam ciekawych tematów, żeby Was nie zanudzać i postaram się też mniej gadać i pozwalać rozmawiać moim gościom. Drugi odcinek już jest dostępny w Internecie, możecie go wysłuchać w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, ale także znaleźć go na stronie Internetowej Better side of life, a moim gościem w drugim odcinku będzie fantastyczna, utalentowana, multitalent osoba mieszkająca we Francji. Przez wiele lat mieszkała w Paryżu, w tej chwili mieszka we Francji na południu Katalonii. Ma bardzo miły głos, dobrze, jej się słucha, także serdecznie Was zapraszam do wysłuchania drugiego odcinka podcastu Emigracja Oswojona. A wszystkie odcinki podcastu Emigracja Oswojona, będą zawsze dostępne na stronie Internetowej emigracjaoswojona.pl Serdecznie zapraszam do odwiedzenia. Jest tam sporo ciekawych materiałów, fotografie i relacje z naszych wyjazdów. Zapraszam Was także do udostępniania tego podcastu, jesteśmy nowi w Internecie, więc każde polubienie, każde udostępnienie będzie dla nas cenne. Mówię my, ponieważ z tyłu tego podcastu jest jeszcze osóbka o imieniu Olimpia, moja córa, która trochę się przygląda, trochę gdzieś tam mnie koryguje, kibicuje niewątpliwie i mam nadzieję, że zacznie go redagować ze mną, ma zresztą sporo ciekawych rzeczy do opowiedzenia z punktu widzenia młodej emigrantki, to jest moje młodsze pokolenie, które w tym momencie doświadcza emigracji z zupełnie innej perspektywy niż ojciec, więc myślę, że kiedyś będziecie mieli też okazję poznać opinię Olimpii na temat emigracji, a być może też zapoznać się z jej autorskimi projektami. Serdecznie Was pozdrawiam. Dziękuję za wysłuchanie dzisiejszego odcinka i do usłyszenia ponownie.

Współautorzy:

Transkrypt: Patrycja Zagórska

Muzyka do podkastu: Dariusz Plecki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here