Malta wyspa kontrastów – czy przeprowadzę się na cieplejszą wyspę

Wyspa kontrastów

Podróż na Maltę planowałem zrealizować zdecydowanie wcześniej niż mi się to udało. Złożyło się na to wiele „zbiegów okoliczności” i nieprzewidzianych sytuacji. Nie sądziłem, że zjawię się tam w samym środku zimy (i mam na myśli nie tylko okres w roku ale przede wszystkim okoliczności pogodowe jakie przywitały mnie na wyspie) .
Pojechałem zimą z nadzieją, że pogoda dopisze (znajomi latali zimą i było ok), ale z moim szczęściem trafiłem na sztorm i deszcz. Udało się jednak uchwycić i trochę słońca.
Tanich biletów szukałem na flightscanner.com przez dwa miesiące, ustawiając sobie alert tanich biletów i w końcu udało się trafić dobrą ofertę.

W międzyczasie pojawiło się jeszcze kilka fotograficznych projektów, których realizacja przyspieszyła finansowo decyzję o wyjeździe.

Jaka ta Malta?

Maltę mocno rekomendowali mi wcześniej znajomi, którzy odwiedzili ją już kilkukrotnie. Zachwalali mi wyspę jako miejsce być może na „zmianę adresu”.
„Jeśli żyć na wyspie to przynajmniej na ciepłej” pomyślałem i udałem się na wyprawę z myślą, by bardzo rzetelnie rozeznać się w tym, czy mógłbym przeprowadzić tam rodzinę.

Postanowiłem więc zrobić mały research pod kątem pracy i życia na wyspie.

„Praca szuka człowieka” na Malcie.

Wiedziałem, że istotnym dla podjęcia decyzji o przeprowadzce będzie łatwość w znalezieniu pracy, która pozwoli na życie na tym samym poziomie z jakiego rezygnujemy wyjeżdżając z UK. Oczekiwania nie były zbyt wysokie, ale…

Generalnie pracy jest na Malcie dużo. Łatwo znaleźć agencje rekrutujące ludzi, ale warunki życia na jakie możemy sobie na wyspie pozwolić z moim portfelem, raczej mnie odwiodły od tego pomysłu.

Mój kolega Brytyjczyk, który odwiedzał wyspę już piąty raz wysnuł podobne wnioski. No więc czas na szczegóły.

Wiedziałem, że przede wszystkim muszę zwrócić uwagę na łatwość odnalezienia się tam z małymi dziećmi.

Sprawdzić na ile łatwe jest zorganizowanie codziennego życia, jak wygląda komunikacja na wyspie oraz rozliczne tematy związane przede wszystkim z codziennością: ochrona zdrowia, szkolnictwo, bezpieczeństwo i mentalność mieszkańców, która jak już przekonaliśmy się w Wielkiej Brytanii ma olbrzymi wpływ na jakość życia na emigracji. Wiele aspektów wspomnianych powyżej miałem okazję sprawdzić i za chwilę wam o nich opowiem.

Rożne opinie na ten sam temat.

Na Malcie znamy kilka osób, z których codziennymi zmaganiami jesteśmy praktycznie na bieżąco. Rozmawiamy dużo o realiach życia tam i tu (w UK) i porównujemy sobie różne aspekty takie jak: dochody, koszty życia, warunki socjalne i mieszkaniowe, obsługę medyczną itd. Dlatego też poniższe wnioski to wypadkowa wielu opinii. Musicie wziąć także pod uwagę, że to co nam nie koniecznie odpowiada, dla innych może nie mieć większego znaczenia.

Pierwsze wrażenia z wyspy – kapryśna zima.

Trafiliśmy na jedną z „najostrzejszych” zim w kilku ostatnich latach. Nie znaczy to oczywiście, że był mróz i śnieg, lecz mniej więcej to, że z bagażu nie miałem okazji ani razu wyjąć letniej garderoby. Mniej więcej w tym samym czasie na Malcie i w UK były podobne temperatury z tym, że w dniu powrotu na Malcie dalej było +8 a w UK spadł śnieg i słupek rtęci osiągnął zero.

Z punktu widzenia turysty, który wyjeżdża na Maltę na tydzień i nie trafia w pogodę poczułem się troszkę jak Krakowiacy jadący przez całą Polskę na urlop na Półwysep, którzy trafiają na zimę latem. Pogoda nie przeszkodziła mi jednak w eksploracji wyspy.

Jednak spoglądając na aspekt zimnego grudnia oczyma mieszkańca wyspy, sprawa nie wygląda już tak kolorowo. Muszę wam bowiem zdradzić, że

większość domów na wyspie nie jest wyposażona w ogrzewanie. Większość domów (wynajmowanych) nie jest także wyposażona w klimatyzator co przez resztę roku przysparza pewnie więcej problemu niż chłód zimą.

Dla mnie jednak, przyzwyczajonego do grzanego domu w zimnej UK, była to drobna trauma. Przyjaciele poratowali mnie przenośnym grzejnikiem typu “farelka”. Za co Michałowi w tym miejscu serdecznie dziękuję.

Można się jednak dać zauroczyć malowniczymi krajobrazami.

Zima na Malcie była doskonałą porą do fenomenalnych fotografii powietrze było przejrzyste, a niskie światło genialnie rysowało nawet w samo południe. Co mam nadzieję widać na fotografiach.

Pierwszego dnia nie miałem okazji docenić walorów miejscowości w której „zaparkowałem”. Korzystaliśmy na wyspie wyłącznie z komunikacji publicznej, więc pomimo iż wylądowaliśmy około 11 przed południem, transfer, booking i krótkie rozeznanie się w terenie zajęło nam resztą popołudnia i zanim się ogarnęliśmy zapadł zmrok. Jak się okazało nie łatwo w grudniu jest znaleźć otwartą knajpę, ale się udało. Wieczór spędziliśmy w pubie nad samym morzem.

Skoro świt wybrałem się na pierwsze oględziny okolicy.

Malta zimą to widok dość smutny – jak Chałupy czy Dębki po sezonie z drobnym wyjątkiem: w Polskich nadmorskich miejscowościach nie przytłacza nas koszmarny dysonans architektoniczny jaki panuje na Malcie.

Więcej o tym w kolejnym rozdziale.

PRL po raz pierwszy.

Wędrując uliczkami opustoszałej po sezonie (chociaż zdecydowanie nie pustej) wyspy nasuwa się nieomylne wrażenie, że cofnęliśmy się 30 lat w czasie i znaleźliśmy się w „PRLowskiej Polsce”. Kontrast jaki stanowią sklepiki w garażach, niepowykańczane i nigdy nie rokujące na wykończenie budowle, wszechobecna PROWIZORKA, zardzewiałe nowe budynki i zrujnowane stare, zestawione w sąsiedztwie z nowoczesnością taką jak automatyczne informacje na przystankach autobusowych, nowoczesne kafeterie i hotele oraz wspaniałości Valletty, które robią na chwilę dobre wrażenie) – to zestawienie mnie zszokowało.

Malta – „państwo – miasto” zdecydowanie przespała swój start w Unii Europejskiej po stokroć bardziej niż Polska. W Polsce (kraju znacznie większym od Malty) środki pochodzące z UE zostały wykorzystane w miarę równomiernie na terenie całego kraju i aż miło popatrzeć jak zmodernizowano Polskę. Możemy być dumni ze skali zmian jakie nastąpiły.

Na Malcie, która cała jest wielkości naszej Bydgoszczy, ma się wrażenie, że pieniądze unijne zostały sprzeniewierzone lub przynajmniej przejedzone. Wydaje się, że wsiąkły jak kamfora.

Oczywiście są obszary wyspy, które zniewalają swoim pięknem, w których postawiono na porządek i turystykę. Tym niemniej w skali całej wyspy (jeśli się ją uczciwie przewędruje) są to pomijalne rejony. Życie na wyspie mogło by być przyjemne właśnie w tych pięknych jej rejonach.

Krajobrazowo Malta jest piękna i zdecydowanie inna niż angielska nudna prowincja na jakiej mieszkam. Miasta jednak straszą swoim budownictwem. Słyszałem, że słabe lokalne budownictwo raczej nie zachęca do topienia majątków w remontach. Taniej jest wybudować nowy dom, więc młodzi ludzie nie specjalnie są zainteresowani odnawianiem otrzymanych spadków.

Ja patrzę przez pryzmat własnego portfela i wiem, że raczej przenosząc swój ośrodek życia na Maltę, mógłbym pozwolić sobie na zamieszkanie w dzielnicach, które zdecydowanie mnie zniechęciły.

Byłem też świadkiem jak to nowo powstałe kilka lat temu osiedle już na moich oczach przeistaczało się w starą ruinę. Ma na to wpływ olbrzymia wilgotność powietrza i jego zasolenie.

Sól niszczy tu wszystko. Balustrady w blokach (jeśli tylko nie były ze stali nierdzewnej), bramy garażowe, klamki w drzwiach, framugi okien, słupy telefoniczne i wszystko co stalowe. Nowe budynki wyglądają jakby miały po 100 lat.

Trzeba mieć to na uwadze planując inwestycje w nieruchomość na wyspie.

malta budynki

Dodatkowo Malta to wieczny plac budowy. Z racji tego, że wszystko załatwia się tutaj dużo wolniej (urzędowo) to budowy prywatne rozwlekają się w czasie i na horyzoncie widać jedynie rusztowania i dźwigi.

Angielska myśl budowlana zaskakuje, ale na Malcie widziałem, jak deweloper zamiast tynków na budynek kładł płyty karton-gipsowe.

Jednemu ze znajomych, który wynajmował na wyspie mieszkanie, jego właściciel tak długo zakładał bojler z ciepłą wodą (który miał być założony na drugi dzień po podpisaniu umowy najmu), że kolega szybciej znalazł inne mieszkanie i się do niego przeprowadził. Partyzantka jest tu chlebem powszednim.

“Ty też jesteś ambasadorem swojego kraju”

Kiedyś usłyszałem to zdanie i zgadzam się z nim w całej rozciągłości.
Wielu Polaków przypina nam niepochlebną metkę na całym świecie. Gdziekolwiek się nie pojawią szukają kłopotów, albo uciekając przed nimi, ale wpadają w nowe.

To tylko delikatne zobrazowanie bardziej dosadnej myśli, którą chciało by się wypowiedzieć definiując ten typ przedstawicieli naszej społeczności, za który musimy się tłumaczyć z przypiętych nam łatek.

Oto z czego niestety niesłusznie słyniemy na świecie: Polak to pijak, Polak nie uczy się języków obcych, Polak ciągle narzeka, Polak nie jest zbyt lotny, Polak się nie myje, Polak wiecznie wraca do przeszłości…

Dlaczego o tym wspominam? Bowiem ja głęboko wierzę, że pracując razem na lepszy obraz Polaków możemy te stereotypy łatwo obalić. Dlatego wierzę, że razem możemy być ambasadorami naszego kraju. I takich właśnie ambasadorów spotkałem na Malcie.

Agnieszka

Drugiego dnia pobytu spotkałem się z Agnieszką Talaj – bizneswoman i działaczką społeczną, a dzisiaj mogę powiedzieć też, że moją serdeczną znajomą.
Niefortunnie mój przyjazd zazębił się z jej niespodziewanym wyjazdem do Polski i został nam jedynie dzień na spotkanie i rozmowę. Wykorzystaliśmy go owocnie.

W Wielkiej Brytanii spotykałem już ludzi, którzy ogarniają wszystko i są wstanie pomóc swoją życiową wiedzą i doświadczeniem niemal każdemu. Tacy ludzie zwykle gromadzą wokół siebie licznych członków lokalnej społeczności. Są inicjatorami życia towarzyskiego i lokalnych eventów oraz “zajęć pozalekcyjnych”.

Taka jest też Agnieszka. Miałem okazję przyjrzeć się jak pomagała zorganizować „na wczoraj” kilka lokali mieszkaniowych dla przedstawicieli polskiej emigracji na wyspie. Widziałem także jak wspiera świeżo upieczonych mieszkańców wyspy w rozwiązywaniu problemów wynikających z codziennych sytuacji.
Nie wdając się w szczegóły, miałem też okazję poznać „od kuchni” problemy z jakimi zderzają się Polacy na wyspie.

Zapewniam was, że jedyny wniosek jaki się nasuwa jest taki, że w cywilizowanym świecie, w którym istnieją prawnicy i sądy, większość z tych sytuacji załatwiło by się sprawnie i po ludzku bez potrzeby uciekania się do dziwnych metod.
Na Malcie jednak konieczne jest uciekanie się do zakulisowych negocjacji, czasami ostrych i stanowczych, bowiem negocjacje z Maltańczykami często polegają jedynie na odwoływaniu się do ich poczucia przyzwoitości i bazowaniu na ich dobrej woli.

Jest bowiem niepisana zasada, że w sądzie jeśli kiedykolwiek dojdzie do rozprawy wygra i tak rdzenny mieszkaniec wyspy, który ma koneksje i możliwości na jakie nie może sobie pozwolić świeży na wyspie imigrant. TUTAJ POSŁUCHAJCIE PODKASTU Z AGNIESZKĄ

Antonella

Tegoż samego dnia miałem też okazję poznać inną mieszkankę wyspy prowadzącą od kilku lat biznes restauracyjny. Ciepła i uśmiechnięta Polka chętnie dzieliła się swoimi przemyśleniami na temat życia na Malcie, problemów związanych z różnicami mentalnymi między Maltańczykami i Polakami. Antonella wiele lat mieszkała w Grecji gdzie również z sukcesami prowadziła biznes.

Odniosłem wrażenie, że jej odczucia na temat mentalności mieszkańców Malty są podobne do moich przemyśleń. Pomimo jej śródziemnomorskiego usposobienia stwierdziła, że Maltańczycy to zupełnie inna konstrukcja umysłów.

Antonella na wyspie prowadzi fantastyczną restaurację, łączącą ze sobą wiele kuchni krajów śródziemnomorskich. To miejsce, które odwiedziłem z przyjaciółmi i które polecam wszystkim planującym wizytę na wyspie jako przystanek obowiązkowy. Polecam (jeśli nadal go tam serwują) stek z tuńczyka w sosie salsa. Genialny.
Tutaj załączam link do strony restauracji.

Michał

Młody i przedsiębiorczy człowiek, prowadzi na wyspie kilka biznesów bazujących na turystyce. Turyści to potencjalnie najlepsi klienci na tak ciasnej wyspie i rozsądnie jest budować własny biznes wokół tego potencjału.

Michał współpracuje z biurami podróży w Polsce, hotelami na wyspach oraz prowadzi własną bazę noclegową w internecie. Buduje pozytywne relacje z ludźmi, którzy gdy raz skorzystają z jego usług polecają go znajomym.

Jest przewodnikiem turystycznym, rezydentem biura podróży. Uzbrojony w lokalne kontakty przyda się nie jednemu z Was, nie tylko w kłopotach, ale i fantastycznie oprowadzając Was po Malcie.

Wróćmy do sedna tego postu. Spróbuję rozebrać życie na Maltcie pod kątem bardziej szczegółowo. W tym celu nagrałem też obszerną rozmowę z Agnieszką Talaj, której możecie posłuchać tutaj.

Młodzi maltańczycy – to „Europejczycy” z rozrywkowym podejściem do życia i pracy. Usłyszałem to od kilku mieszkańców wyspy.

Z opinii rdzennej Maltanki w wieku moich rodziców można śmiało wywnioskować, że młodzi chętnie oddają miejsca imigrantom w zajęciach słabo opłacanych jak praca w lokalach gastronomicznych, sklepach i szkołach czy przychodniach. Żeby dostać pracę w biurze niestety nie wystarcza znajomość języka angielskiego, często oczekuje się płynnego maltańskiego przez co trudniej tam o pracę przyjezdnym.

Tym niemniej na wyspę przyjeżdża coraz więcej ludzi z Sycylii i Europy Wschodniej (jest też spory napływ Polaków z Wielkiej Brytanii ze względu na komunikację anglojęzyczną).

Młodzi ludzie łatwo znajdują sobie zajęcie w branży IT i cyber-przemyśle. Oczywiście nasza wykwalifikowana kadra również odnajduje się na wyspie o czym świadczą coraz liczniej zakładane polskie firmy.

PRL po raz drugi

Po raz kolejny przychodzi mi na myśl PRL, który był bardzo chłonnym okresem, w którym powstało wiele potentatów różnych gałęzi przemysłu.

Jeśli potraficie wykorzystać ten moment, jesteście przedsiębiorczy, najlepiej bezdzietni i umiecie być twardymi przeciwnikami w biznesie, to powinniście się odnaleźć na Malcie.

Zarobki i koszty życia na wyspie – wysłuchaj podkastu z Malty.

Bardzo obszerną rozmowę na temat kosztów życia na wyspie przeprowadziłem już po powrocie z Malty z Agnieszką Talaj.

Nie udało nam się zrobić tego w czasie mojego pobytu więc umówiliśmy się na nagranie PODKASTU który znajdziecie w dziale Słuchaj Podkastu.

Agnieszka wyczerpująco dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami i szczegółami bazującymi na bogatym doświadczeniu biznesowym wieloletniej mieszkanki wyspy.

Sklepy, towary.

Malta jest za mała by wytwarzać wszystkie produkty potrzebne do normalnego funkcjonowania. Stała się więc głównie importerem towarów z południowych Włoch i krajów afrykańskich.
Na wyspie kilkoro Polaków próbowało szczęścia w biznesie spożywczym zaopatrując lokalną społeczność w polskie produkty. Nie wiem czy nadal polski sklep na wyspie funkcjonuje, ale zdaję sobie sprawę jak trudne finansowo musi być to przedsięwzięcie głównie ze względu na koszty transportu.

Na półkach sklepowych jest wszystko co znamy z Lidla, ale też masa towarów jakie widziałem tylko na Malcie. W kilku dużych sklepach spotkałem też polskie marki – zapewne dotarły tu z Włoch.

Z racji bliskości Malty i Sycylii, w sklepach na Malcie można znaleźć głównie włoskie produkty spożywcze. Nawet wodę pitną, butelkowaną się tu importuje z Sycylii.

Do celów “niespożywczych” Maltańczycy używają wodę odsalaną z Morza Śródziemnego.

Malta nie ma praktycznie żadnych cieków wodnych będących źródłem wody słodkiej. Włosy po tygodniu na Malcie były w wyczuwalnie słabej kondycji. Pewnie da się i do tego przyzwyczaić. Odsalana woda ma nieciekawy zapach.

Specjalne ceny dla swoich

Ponieważ Malta jest niemal w 100% celem turystycznych wędrówek, rdzennym mieszkańcom nie jest z tym zapewne łatwo. Zakupy spożywcze nie należą do tanich ze względu na fakt, że z turystów tradycyjnie trzeba wyciągnąć ostatniego “eurasa”.

Z opinii mieszkańca wyspy, (Uwe z Niemiec) wiem, że jak już zaczniesz być traktowany jak “swój” to z czasem dostajesz lepsze ceny od lokalnych sklepikarzy. Mieszkając dłużej na wyspie posiadasz też wiedzę, gdzie skrywają się mniej popularne turystycznie sklepy, które sprzedają towary nieco taniej.

Sam fakt, że niemal każdy towar musi być importowany sprawia, że jest przez to droższy.

malta Maria

Ja zaopatrywałem się głównie w małych sklepikach „na szlaku” i zdaję sobie sprawę z tego, że można taniej w dyskontach. Na osiedlu niestety dyskontów NIET.

Co mogę stwierdzić to fakt, że na Malcie nie jadłem pieczywa, które przypominałoby mi marne angielskie pszeniczne „chlebo-bułki”. Na Malcie spotkałem różne chleby a najbardziej zasmakował mi Ħobż Malti przypominający pszenno-żytnie chleby z Polski czy Chorwacji. Wyśmienity jest ze świeżą oliwą z oliwek, którą uraczył mnie mój gospodarz.

Generalnie na wyspie obowiązują „europejskie” ceny, czyli jest nieco drożej niż w Polsce, ale taniej niż w UK.

Komunikacja Publiczna i drogi

Głównie poruszałem się komunikacją „miejską”, ale miałem też okazję podróżować stopem i autem znajomego. Wyspa jest na tyle mała, że pokonanie nawet największych dystansów nie powinno zajmować wiele czasu, ale…

Wyspa to jeden wielki korek, więc jeśli akurat przemieszczasz się wzdłuż uczęszczanych dzielnic to można szybciej – pieszo

Sytuację zmienia nieco jazda skuterem lub rowerem. To może być lekarstwem na korki, chociaż w zatłoczonym mieście może się to skończyć mało ciekawie. Sam byłem świadkiem takiego zdarzenia kiedy „dziki” kierowca lokales nagle zmienił kierunek jazdy i zajechał drogę motocykliście.

Nie znam statystyk drogowych na Malcie, ale ponoć szpital na wyspie jest nowoczesny i z tego co słyszałem dość sprawnie działający, więc dobre i to.

Główne drogi są odnowione i w dobrym stanie, ale miasta są tak ciasno upakowane budynkami, że przedzieranie się przez nie jest nie lada umiejętnością. Szczerze podziwiałem kierowców autobusów. Ja pewnie nie raz wysiadłbym z autobusu i poszedł do domu, gdybym miał tyle czekać na zmianę sytuacji na zakorkowanym skrzyżowaniu, jakie widziałem tu nagminnie.

Sytuacja zmienia się poza miastem, kiedy zapuszczamy się w mniej uczęszczane zakamarki. Wówczas jedzie się równie wolno – drogi są znacznie gorsze, ale się jedzie. Jest też jedna autostrada lub obwodnica, w miarę nowa i pozwalająca płynnie się przemieszczać między miastami.

Znajomy mieszka na wyspie już pięć lat i przemieszczanie się nie sprawia mu kłopotu. Lawirował swoim małym “gokarcikiem” jak po centrum Warszawy.

Tutaj wszyscy się spóźniają więc nie trzeba się spieszyć, bo ani nie służy to zdrowiu, ani za bardzo nie pomaga. Przyzwyczaiłem się do angielskiej powolności, ale na Malcie chyba dostałbym szału.

Do komunikacji publicznej należą także tramwaje wodne. Płynąłem jednym z Valetty do Victoriady oraz z powrotem. Cena jak za bilet tradycyjnym autobusem, a pozwoliło mi to zaoszczędzić masę czasu.

Nie będąc mieszkańcem wyspy czyli posługując się zagranicznym dokumentem tożsamości mogłem skorzystać z taniego biletu tygodniowego zwanego Talinja 7Days Card. Kosztował 21 euro i upoważniał mnie do korzystania ze wszystkich linii autobusowych na całej wyspie.

Dodam jeszcze na koniec, że generalnie komunikacja miejska zawiodła mnie kilka razy, kiedy najbardziej na nią liczyłem. Raz w nocy 3 kolejne wykazane w rozkładzie autobusy po prostu nie przyjechały (usłyszałem że zapewne kierowcy obrali sobie inną drogę bo były korki) a innym razem utknąłem w Rabat’cie i musiałem prosić znajomego by po mnie przyjechał, bo powrotny ostatni autobus (w niedzielę) zwyczajnie odjechał pół godziny wcześniej niż wskazywał rozkład. Można było się tylko pozłościć no i cieszyć, że wyspa jest na tyle mała że wystarczyło pół godziny czekania i już jechałem do domu.

Nie liczcie więc za bardzo na to, że jeśli zaplanujecie sobie powrót do hotelu ostatnim autobusem, to że rzeczywiście, ZGODNIE Z ROZKŁADEM po was przyjedzie.

Służba zdrowia.

O służbie zdrowia na Malcie dowiecie się z podkastu z Agnieszką. Wypytałem ją szczegółowo, bowiem sam nie miałem okazji korzystać z opieki zdrowotnej na wyspie, a była to dla mnie informacja na tyle ważna (rozważając przyszłość na wyspie), że nie mogłem potraktować jej pominąć.

Rozrywka

Tej na wyspie nie brakuje. Nawet zimą, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zimą praktycznie większość usługodawców „zawiesza” swoje działalności. Latem można zasmakować tu wszystkiego co kojarzy się z wodą. Wszechobecne reklamy krzyczą o sportach wodnych takich jak szkoły nurkowania, szkółki kitesurfingu czy wypożyczalnie skuterów wodnych. Są też przejażdżki jeepami po zakamarkach wyspy, skoki z wysokości, rozliczne place zabaw dla dzieci i wiele innych.

Noce i wieczory możemy zapełnić sobie wizytami w klubach gdzie grywają DJ-eje z całej Europy.

Jak mówiła Agnieszka życie na wyspie urozmaicają liczne festyny i festiwale.

Mam nadzieję, że trochę przybliżyłem Wam moje przemyślenia na temat Malty. Zamierzam ją odwiedzić jeszcze nie jeden raz. Zdecydowanie jednak w roli turysty. Być może za drugim razem odkryję inną wyspę gdyż będę mógł skupić się jedynie na jej walorach turystycznych.

Przydatne linki:

Poniżej załączam te linki, które uznałem za przydatne w kontekście niniejszego artykułu.

Ambasada RP w Rzymie – kiedy szukałem informacji o Ambasadzie RP na Malcie okazało się, że niestety najbliższy konsulat RP znajduje się w Rzymie, czyli formalnie w innym państwie.

Malta Public Transport website

Facebookowa Grupa Polacy na Malcie

Strona Rządowa Malty

Urząd Skarbowy na Malcie – podatki inline

Poradnik online jak otworzyć firmę na Malcie

Szpital St James na Malcie

GREENR taxi (polecana firma taksówkarska na wyspie): +356 2738 3838

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here