Paryż wytańczony – dziewczyna, która marzyła o tym by wyjechać

Poznajcie gościa kolejnego odcinka podkastu.

A będzie nim osoba niesamowicie kreatywna, młoda Polka, która wyjechała z kraju bardzo wcześnie. Zwiedziła kilka krajów. Mieszkała, czego dowiedziałem się z dzisiejszej rozmowy, w czterech. Pochodzi z Sopotu (przepraszam za nieścisłość w nagraniu gdzie powiedziałem, że Ola pochodzi z Gdańska), mieszka na południu Francji.

Jeżeli interesuje Was jak żyje się we Francji (gdyż mediach dowiadujecie się różnych historii o częstych protestach, czy też trudnej sytuacji politycznej. Jaka jest prawda? Jak bardzo przekłada się to na życie codzienne Paryżanina czy Paryżanki, tudzież Francuza czy Francuski (gdyż będziemy rozmawiać nie tylko o Paryżu). Tego dowiecie się z dzisiejszego odcinka.

Podkast Emigracja Oswojona odcinek 002 wersja do czytania:

Poznałem mojego gościa jakiś rok temu przy okazji wizyty Krzysztofa Skiby w Bedford, w którym współpracowałem z kilkoma osobami współtworząc lokalną rozgłośnię radiową. Później już te znajomości jakoś pozostały. Krzysztof Skiba był w Bedford przy okazji Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a później dzięki przyjacielowi, który mnie przedstawił Krzysztofowi Skibie, poznałem naszego dzisiejszego gościa.

Jak widać wartościowych ludzi warto zapamiętać, ponieważ właśnie chociaż przy okazji prowadzenia podcastu można do nich wrócić, można ich zaprosić do podcastu. Jak mają coś fajnego do opowiedzenia, myślę, że to z korzyścią dla was. Nie będę przedłużał.

Zapraszam do wysłuchania wywiadu i mojego spotkania online z Aleksandrą Fontaine. 

Kordian:  Witaj serdecznie!
Aleksandra: Cześć! Witam wszystkich!
Kordian: Olu, wprowadziłem mniej więcej naszych gości wcześniej w to, jaką odbyłaś drogę, by trafić do Paryża. Mogłabyś troszkę bardziej szczegółowo nam to opowiedzieć?

Aleksandra: Oczywiście. Moja droga do Paryża była stosunkowo szybka, ponieważ wyjechałam z Polski jak miałam lat 16, najpierw na studia do Austrii, do Linz. Tam dwa lata studiowałam. Potem z tego Linz wyjechałam do Barcelony, aby potem znaleźć się w Paryżu w wieku 19 lat. Tak właśnie jak wspomniałeś, w Paryżu mieszkałam dobre kilkanaście lat, dokładnie 14. Teraz już właściwe od roku w Paryżu nie mieszkam. Do Paryża wracam bardzo często, ale już ponad rok mieszkam we francuskiej Katalonii. Pewnie dalsze pytanie Twoje będzie czy Paryż można poznać przez tydzień. Ja tutaj powiem, że niestety nie można, bo Paryż można poznać, kiedy się tam mieszka, on wtedy wchodzi nam w krew.

Kordian: Wejdę ci w słowo, bo na dobrą sprawę zaczynasz zadawać za mnie pytania. Może faktycznie mój research na twój temat trochę poległ w tym momencie. Byłem przekonany, że nadal mieszkasz w Paryżu, aczkolwiek naczytałem i naoglądałem się sporo. Widziałem wywiady, w których opowiadasz o tym, że bardzo często wracasz do Polski, że w zasadzie z Polską jesteś związana. Za chwilę nam o tym wszystkim opowiesz. Nie wybiegajmy daleko do przodu, ponieważ chciałbym naszych słuchaczy wprowadzić w realia życia we Francji. Zacznijmy od tego jak trafiłaś do Paryża, ponieważ ja w Paryżu też byłem. Mam swój Paryż gdzieś w sercu i oczywiście potwierdzam to, co powiedziałaś, że w zasadzie nie jestem w stanie poznać Paryża w tydzień czasu. Chociaż dokładnie tydzień w nim spędziłem.

Chciałem żebyś nam powiedziała tak krok po kroku. Co czułaś pierwszy raz, kiedy w tym Paryżu się zjawiłaś?

Aleksandra: Pierwszy mój kontakt z Paryżem był wtedy, kiedy jeszcze byłam na studiach w Austrii. Przyjechałam sobie tak stricte turystycznie do Paryża na dwa- trzy dni. Wylądowałam na Champs-Elysees. Wyobrażałam sobie Paryż taki wiesz, romantyczny, z Francuzami w koszulkach w paski. Tak jak na filmach. Niestety okazało się, że to nie jest to, że na Champs-Elysees górują Hindusi, Chińczycy i inni.

Kordian: Afroamerykanie. Również jest ich sporo.

Aleksandra:  No więc ten czar prysł bardzo szybko. Tak jak byłam te dwa-trzy dni, tak wróciłam do Austrii i powiedziałam sobie: “Nigdy w życiu moja noga w Paryżu znowu nie postanie.” Później los tak pokierował, że miałam tydzień wolnego już po studiach, jak pracowałam w Barcelonie w zespole tanca – neoklasycznym.

Koleżanka do mnie zadzwoniła, że powinnam przylecieć do Paryża, spróbować audycji do Lido na Champs-Elysees – znowu. Nie miałam nic do roboty, więc poleciałam do tego Paryża zupełnie na luzie. Poszłam na audycje do Lido, gdzie było 200 różnych dziewczynek, bo wtedy miałam 19 lat, to powiem, że byłam dziewczynką młodą.

Kordian: Aczkolwiek bardzo odważną. Patrząc teraz na to, co zrobiłaś, jak odważny ruch wykonałaś, to jestem pełen podziwu. Jako tata dwóch córek, jestem przerażony, jak im zaczną przychodzić do głowy takie pomysły, to już siwieję.

Aleksandra: Tak, dokładnie. Z jednej strony jestem bardzo wdzięczna mojej mamie właściwie, która od dziecka dawała mi absolutną wolność i z moim tatą zawieźli mnie w wieku 16 lat do Austrii na studia, co było szaleństwem.

Z drugiej strony też jestem, tak jak mówisz, kiedy będę miała swoje dzieci, swoją córkę, to nigdy w życiu bym jej nie puściła w wieku 16 lat gdzieś za granicę. To jest olbrzymie ryzyko. Ja miałam bardzo dużo szczęścia, że zawsze trafiałam na dobrych ludzi, na fajnych ludzi, na ludzi, którzy widzieli we mnie osobę utalentowaną.

Kordian: Czyli ten wyjazd, to nie było w ciemno, tylko ktoś na ciebie czekał? Ktoś tobą trochę pokierował, dał ci dach nad głową?

Aleksandra: To znaczy, pierwszy wyjazd, ten do Austrii to było tak, że ja byłam w gdańskiej szkole baletowej, w której byłam nieszczęśliwa, dusiłam się, męczyłam i ograniczała mnie ta szkoła, mentalność.

Po prostu czułam jako dziecko, że się duszę w Polsce. Zresztą jestem dzieckiem Orwellowskim, więc to też nie po nic. Rocznik 84. Już jako dziecko wiedziałam, że chcę jak najszybciej z Polski wyjechać, ale nie wiedziałam właściwie gidze.

Pisałam w swoim pamiętniku tak zwane afirmacje. Codziennie pisałam po jednym zdaniu: “Muszę stąd wyjechać.” 

Kordian: Czy to wynikało z tego, że dorastałaś w rodzinie otwartej na świat, czy wręcz odwrotnie? Ska się te twoje pragnienia wyjazdu z Polski pojawiły?

Aleksandra: Ja tak naprawdę nie wiem skąd. Myślę, że to było we mnie. Ja już jako dziecko, może 10letnie, na lekcjach z panią wychowawczynią pani zadawała nam pytania co my chcemy jak będziemy dorosłymi ludźmi. Każde z dzieci odpowiadało, że chcą być policjantami, piosenkarzami, strażakami, a ja z wielkimi otwartymi oczami powiedziałam, że ja chcę stąd wyjechać. Pani wychowawczyni zadzwoniła do mamy i się spytała czy wszystko w porządku. Moja mama powiedziała, że tak. Ja po prostu miałam w sobie coś, że zawsze byłam gdzieś dalej.

Kordian: Czyli jesteś takim włóczykijem?

Aleksandra: Można tak powiedzieć. Bardzo szybko się nudzę, więc może stąd tyle moich aktywności, powiedzmy, że zawodów, które wykonuję. Tyle zainteresowań. Ciągła zmiana miejsca. Ciągłe podróże. Pewnie to wszystko razem ma na siebie jakiś wpływ.  

Kordian: Wróćmy do Paryża. Przyjechałaś pierwszy raz do Paryża po latach spędzonych w Austrii i Barcelonie. Dostałaś się do Lido, wielka przygoda przed tobą. Zanim mi o tym opowiesz, to powiedz mi jak ten Paryż wyglądał, kiedy drugi raz do niego przyjechałaś? Ja patrzę na Paryż z pryzmatu turysty, nie kogoś, kto chciałby mieszkać we Francji, bo wybrałem trochę inny kierunek. Jestem zdania, że język francuski jest dla mnie za trudny. Ty znalazłaś się we Francji, żeby spędzić tam kolejnych kilka lat.

Aleksandra: Powiem Ci tak. Do tego Paryża po raz drugi trafiłam jak miałam 19 lat, byłam bardzo młoda, niedoświadczona, nieświadoma. Teraz z perspektywy czasu widzę tego co się dzieje czy w jakich warunkach znajduje się. Drugi raz kiedy przyleciałam do Paryża z Barcelony z kolei, bo miałam tydzień wolny w zespole w Barcelonie. Czułam się normalnie. Młoda osoba jest nieświadoma, niewinna, nie widzi ryzyka. Ja z lotniska Charles de Gaulle pojechałam prosto do Lido na audycję. No i dostałam się zaledwie po minucie.

Choreograf
Pierre Rambert wskazał na mnie palcem i zaprosił mnie do swojego stolika. Powiedział do mnie po francusku, oczywiście wtedy jeszcze nie rozumiałam, teraz już rozumiem. Powiedział “Witaj w Lido, jesteś jedną z najpiękniejszych, najbardziej utalentowanych artystek XXI wieku.” Później jak mi to przetłumaczono, to oczywiście byłam zadowolona.

Dopiero dzisiaj doceniam to wszystko, bo młody człowiek jest nieświadomy zupełnie tego co się dzieje wokół. Język francuski nie jest wcale taki trudny. Ja teraz uczę mojego wspólnika, dziennikarza Pawła Poray Zbierskiego, który ze mną pracuje tutaj w naszej firmie w “Fontaine Media” w Katalonii. On też bardzo się bał na początku uczyć się języka francuskiego. Wydawało mu się, że jest bardzo trudnym językiem, a jednak nie jest. Właściwie 20% słówek języka polskiego, jak tylko zamienisz sobie końcówkę wyrazu, to masz słowa francuskie, co jest nieprawdopodobne. W sumie ten język nie jest aż tak trudny. Jest też bardzo melodyjny.

Kordian: A gramatyka?

Aleksandra: Gramatyka dla mnie nie jest trudna. Jedyną rzeczą dość upierdliwą bym powiedziała są te wszystkie akcenty. Akcenty i zaimki. To jest dla ludzi. Są bardziej skomplikowane języki, jak chiński, japoński.

Kordian: Albo polski.

Aleksandra: Tak dokładnie!

Kordian: Czy trudno żyje się w obcym kraju i czy trudno się zaczyna? Takie pytanie dla tych, którzy chcą wyjechać, którzy przymierzają się. Niekoniecznie mam na myśli wyłącznie Francję, ale byłaś już w trzech krajach po drodze. 

Aleksandra: Powiem Ci, że nie. Myślę jednak, że to jest kwestia charakteru, barier językowych. To jest jednak bardzo ważne, bo w momencie kiedy jesteś artystą, takim, który nie musi mówić, czyli tak jak przyleciałam sobie do Paryża czy Barcelony. Tam musiałam się wykazać tylko na scenie. To jest okay. Tam musiałam tylko pokazać ciałem i ruchem i zarobić w ten sposób na chleb. Ale jeśli wchodzi w grę jakakolwiek inna praca, gdzie ten język jest potrzebny, to nie ma cudów. Trzeba jednak chociaż ten angielski na początek mieć jako tako opanowany, bo jest łatwiej i szybciej.

Kordian: Jak ja byłem we Francji, w Paryżu, to miałem wrażenie, że Francuzi niechętnie rozmawiają po angielsku. Jak gdziekolwiek nie zaczynałem rozmowy, to zanim ktoś mi odpowiedział, to rzeczywiście. To nie wynikało z mojego braku znajomości języka, tylko miałem wrażenie, że oni nie chcą po angielsku odpowiadać. Dopiero jak im powiedziałem, że jestem z Polski to się otwierali.

Aleksandra: Francuzi mają coś takiego w sobie, że oni uważają, że wszyscy powinni mówić po francusku. To jest tak wspaniały naród, kraj i to nie tylko na kontynencie europejskim. Są bardzo dumni i uważają, że przede wszystkim ludzie powinni uczyć się francuskiego, manier francuskich, kultury francuskiej. Jeżeli oni mają ochotę to oczywiście, oni mogą się wysilić i po angielsku mówić lub próbować. Nie wiem czy zauważyłeś, że często jest tak, że wręcz olewają turystów. Mają ich tak dużo i ciągle, że ci turyści meczą ich. To jest Francja, no. Francja elegancka. 

Kordian: Pociągnę Cię jeszcze za język. Jacy są Francuzi? Kobiety, mężczyźni? Jakie mają cechy charakterystyczne? 

Aleksandra: Na moim przykładzie. Ja w Paryżu miałam wszystko, wszystko, co do próżnego życia było mi potrzebne. Świetną pracę w Lido de Paris, najlepszej rewii na świecie. Całą tę paryską śmietankę wokół siebie. Znajomych, większych lub mniejszych. Pieniądze. Prestiż. Niestety muszę powiedzieć, że ludzie są, tak jak często w dużych miastach, po trupach do celu. Są dość dużymi egoistami, egocentrykami. To nie tylko Francuzi czy Paryżanie. Po prostu miasto duże dla karierowiczów taki ma wpływ. To nie jest wina nikogo, że ludzie się zmieniają w Paryżu. Zaczynają inaczej funkcjonować. Cała reszta Francuzów wokół Paryża są to zupełnie inni ludzie. Paryż jest Paryż i Francja.

Kordian: Czy miałaś kontakt z Polonią we Francji?

Aleksandra:  Nie miałam żadnego właśnie kontaktu z Polonią ani w Paryżu, ani we Francji. Raz tylko otarłam się o ludzi, niestety nie pamiętam jak się nazywali. Organizowaliśmy w Paryżu manifest na Placu Republiki i tam kilku Polaków miałam okazję poznać. Miałam samych znajomych Francuzów albo ludzi z mojej branży, gdzie Polaków nie było. Byłam jedyną Polką wtedy. Nie brakowało mi wtedy tego, bo mam jedną znajomą, panią, która nazywa się Elżbieta Ritz-Bocianowska, która była wokalistką i prowadziła przez 25 lat taki kabaret w Paryżu – La belle epoque. To też jest fajna osoba, z którą mógłbyś kiedyś przeprowadzić rozmowę może. Pani Ela jest niesamowitą osobą. Dziś jest już na emeryturze, mieszka w Warszawie, wróciła do swojego męża. Ona była dla mnie taką mamą trochę w Paryżu na początku. Kobieta szalona, przebojowa, mówiąca kilkoma językami, super przykład. W Polsce o niej nie wiemy, bo ona nie chciała tych wszystkich mediów, nie chciała tego całego PRu. Chciała po prostu mieć święty spokój, żyć dla sztuki, prowadzić kabaret niesamowity, bo przy operze Garnier, gdzie przyjeżdżali ludzie z całego świata.

Kordian: Jeżeli chodzi o Paryż czy Francję możesz powiedzieć, że to jest Twoje miejsce na świecie i już w tej chwili tylko tam chcesz mieszkać? Czy jeszcze gdzieś Cię nosi? 

Aleksandra:  W 2014 roku dostałam obywatelstwo francuskie. Tak jak mówiłam, moje serce jest partagee, że tak się wyrażę, jest rozdarte. Jeden kawałek pozostał w Paryżu, jeden kawałek wożę ze sobą, kolejny kawałek jest teraz tutaj na południu Francji, a jeszcze jeden mały kawałek jest w Polsce. Te moje lata wszystkie, które spędziłam w Paryżu, są we mnie i Paryż mam we krwi. Czuję się przede wszystkim Paryżanką, nawet nie Francuzką czy Polką, ale żyć żyję tutaj na południu Francji, w północnej Katalonii. Mam firmę tutaj Fontaine Media, która otworzyła w to lato galerię sztukę, w takim pirenejskim miasteczku.

Kordian: Brzmi niesamowicie romantycznie.

Aleksandra: Tak, dokładnie. Właśnie stąd działamy w zeszłym roku razem z Pawłem Poray Zbierskim. Zrobiliśmy sztukę teatralną, francusko-katalońską, dla tutejszego teatru. Sztukę na podstawie mojej książki: “Dziewczyna z walizką.” Może coś słyszałeś.

Kordian: Nie miałem okazji przeczytać, ale zainteresowała mnie. Wczoraj przyjrzałem się samej książce. To jest tak naprawdę książka trochę oparta na twoich przeżyciach.

Aleksandra: Tak 40%, a reszta to dodanie kolorów. 

Kordian: Dobra fabuła musi mieć trochę dreszczyku i pikanterii.

Aleksandra: Teraz jesteśmy tutaj od  roku, działamy intensywnie. Założyliśmy stowarzyszenie Nous en Europe – My w Europie. Mamy też galerię, będziemy organizować koncerty pianistyczne. Robimy nasze sztuki. W zasadzie stąd działamy na świat. Ale nieuniknione jest, że jeszcze może za jakiś czas, ponieważ bardzo mnie ciągnie, a życie jest tylko jedno niestety. Zawsze chciałam troszkę pomieszkać w Nowym Jorku, byłam tam kilkakrotnie i Nowy Jork jest takim miejscem…

Aleksandra Fontaine w tańcu: “Marzenie” i “Szok” Autor: Paweł Poray Zbierski

Kordian: Miałaś okazję być w Londynie?

Aleksandra:  Tak, byłam w Londynie raz tylko, niestety. Mam nadzieję, że teraz będę mogła raz jeszcze wrócić do Londynu. Też mi się bardzo podobał. I nawet momentami przewyższa, jeśli chodzi o mentalność ludzi Paryż. W takim sensie, że ludzie w Londynie są bardziej otwarci.

Kordian: Powiem Ci, że to jest cecha Londyńczyków. Niestety ja mieszkam na peryferiach Londynu, chociaż całkiem niedaleko i zupełnie inna mentalność jest Anglika poza wielkim miastem. Co się przełożyło na efekty referendum, jeśli chodzi o Brexit. Ewidentnie Londyn był za pozostaniem w Unii, a pozostała, znaczna część peryferii nawet angielskiej wioski niestety w opozycji do Londynu.

Aleksandra: Wiesz, ale to jest to samo co w Polsce. Myślę, że większa część niekoniecznie, ale też ludzie na wsi, którzy nie podróżują i nic nie widzą – mają ograniczone horyzonty.

Kordian: Ponieważ ta audycja ma służyć poszerzeniu horyzontów ludzi, którzy myślą o wyjeździe z Polski, albo o zmianie miejsca zamieszkania, chciałbym, żebyś nam opowiedziała coś. Po pierwsze, czy się tam ciężko żyje? Czy ciężko się zaczyna? Czy ciężko się prowadzi biznes? Mam na myśli te wszystkie kwestie urzędowe. A druga rzecz – co najwięcej cię kosztuje? Czego możemy się spodziewać wyjeżdżając do Francji, co będzie moim największym kosztem? W Wielkiej Brytanii to są ubezpieczenia, to są podatki od nieruchomości, podatki drogowe. To są takie odczuwalny koszta, o których nie słyszałem wyjeżdżając do tego kraju. Pewnie nie wpłynęłoby to na moją decyzję, natomiast jest to duże obciążenie. Jak we Francji wygląda sprawa tych największych kosztów utrzymania się w ciągu miesiąca?

Aleksandra: Wszystko, co jest związane z jedzeniem, zakupami, sprzętami – to jest wszystko stosunkowo takie samo, jak w Polsce czy w Londynie. Nie jest to bardzo, bardzo drogie. Ale na przykład taxy, podatki. Tutaj taxy są na wszystko. Po pierwsze dwadzieścia procent na wszystkie dochody, do tego na przykład, jeżeli ktoś jest właścicielem nieruchomości, to musi płacić tak zwany tax fonciere 23:58, czyli od wielkości budynku lub mieszkania. Ten tax może być bardzo wysoki. Płaci się go raz na rok, ale jest tak wysokie, że trzeba o tym myśleć cały rok. Później jest tax de habitation, czyli tak zwany za mieszkanie we Francji. Płaci się go raz do roku, nie jest aż tak wysoki.

Kordian: Czy obywatele Francji też ponoszą ten koszt, czy to jest tylko dla przyjezdnych?

Aleksandra: Wszyscy. Wszyscy muszą płacić te dwa taxy. To jest rzecz obowiązkowa. Oprócz tego, prowadzenie firmy, jeżeli jest to osoba, która prowadzi firmę samotnie, nie ma wspólników żadnych, to są koszta bardzo dużo. Ja zawsze doradzam, żeby jednak wejść w spółkę z kimś we Francji. Nie wiem jak jest w Polsce. Jest takie prawo, że kiedy jest 50% na 50% udziałów, to nie ma tych comiesięcznych bardzo wysokich opłat. Ale są takie wysokie opłaty jak raz na rok księgowy. To jest obowiązkowa sprawa. Co roku trzeba robić bilans. Ale życie samo w sobie nie jest drogie. 

Kordian: Jaki jest koszt najmu mieszkania? W Wielkiej Brytanii, nie wiem jak w Londynie, chociaż podejrzewam, że jest o 50% drożej niż u nas. Koszt wynajmu mieszkania to jest mniej więcej 2/3 minimalnego wynagrodzenia miesięcznego. 

Aleksandra: Tutaj różnie to bywa. Tak jak mówiłam jest Paryż i Francja. W Paryżu ja miałam studio, które wynajmowałam innym osobom. Byłam często w podróży, mieszkałam gdzie indziej. Wynajmowałam te 20m osobom za 800-850 Euro na miesiąc. Myślę, że to dość sporo. Ale tutaj są dwa piętra i wynajmujemy jedno piętro za 350 Euro.

Kordian: Czyli prowincja też jest tańsza, czy powiedzmy Południe Francji. Chociaż nie spodziewałbym się, bo Południe Francji to turystyczne rejony, ciepłe. 

Aleksandra: Niby tak, ale jeżeli chcesz wynająć na stałe, na okres dłuższy, to wtedy jest taniej. Jeżeli jedziesz na weekend to wynajmujesz przez AIRB&B i wtedy jest drożej. Potem wybierasz, albo stabilność – mówię z perspektywy właściciela. Albo masz turystów przejezdnych, albo masz stale pieniążki i tyle. Tak samo studenci – lepiej jak sobie wynajmą coś na dłużej i mają taniej.

Kordian: Jesteś jeszcze osobą młodą, więc pewnie nie miałaś za dużo do czynienia ze służbą zdrowia, ale w myśl powiedzenia polskiego: “trzy fraszki szlachetne zdrowie”, myślę, że służba zdrowia to jest istotny aspekt życia na emigracji. Miałaś doczynienia ze służbą zdrowia we Francji, z poziomem jej?

Zdjęcie z programu satyrycznego Aleksandry Fontaine i Krzysztofa Skiby

Aleksandra: Tak, tutaj akurat jeśli chodzi o służbę zdrowia to myślę, że póki co jest jedną z najlepszych na świecie. Sama doświadczyłam tego na własnej skórze. Moja siostra, która mieszka w Kanadzie, przylatuje specjalnie z Kanady, z Montrealu tutaj, żeby się leczyć, bo tam jest gorzej niż w Polsce. 

Kordian: Powiem Ci, że w Wielkiej Brytanii opieka medyczna jest dobra, ale na przykład pierwszy kontakt z lekarzem jest dramatyczny. Szczerze mówiąc tutaj podstawowa opieka lekarska, to wujek Google potrafi ci lepiej doradzić. 

Aleksandra: Właśnie. Tak samo właśnie Monika mi opowiada, że tam (w Kanadzie) idzie do lekarza i przepisują jej rzeczy totalnie nie na to co trzeba. Nawet jeżeli ma się pieniądze, to nie jesteś pewien, ze nie obudzisz się ze szpilką pooperacyjną w ciele. Oferta ubezpieczeniowa tutaj jest na bardzo wysokim poziomie, jeżeli człowiek to ubezpieczenie ma. Nawet jeżeli nie ma, bo są różne możliwości, na przykład jak się nie zarabia tyle co się powinno, to się dostaje ubezpieczenie od państwa zupełnie darmowe i nie płaci się za nic – ani za badania, ani za lekarstwa, ani za pobyt w szpitalach.

Kordian: Czy to przysługuje również cudzoziemcom?

Aleksandra: Tak. I tu dam przykład polskiego dziennikarza, Pawła, który wystarczyło, że pracował prawie rok, był zatrudniony na etat w firmie Fontaine Media. Teraz ma inny, luźny kontrakt. Po roku pracy tutaj, a przecież dopiero uczy się francuskiego i nie ma obywatelstwa, ale już dostał właśnie to ubezpieczenie. Jeżeli chodzi o medycynę i służbę zdrowia, to polecam wszystkim. Jak się przyjeżdża na świeżo, na przykład z Polski, to można wziąć ubezpieczenie, które kosztuje 50 Euro na miesiąc i też praktycznie ma się całą służbę zdrowia za darmo. Tylko trzeba mieć adres we Francji i konto we francuskim banku.

Kordian: Czy we Francji jest dużo pracy? Słyszymy tutaj, że we Włoszech jest dramat, że nie ma pracy, że ludzie wyjeżdżają z Włoch. Jak we Francji?

Aleksandra: Z perspektywy mojego zawodu najpierw tego artystycznego, to wiadomo, że najwięcej pracy dla artystów jest w stolicy. To rzecz normalna. Tak jak w Londynie, czy w Warszawie. Jeśli chodzi o artystyczne zmagania, to tej pracy jest bardzo dużo, ale w stolicy. Później, poza Paryżem, ta praca jest, ale różnie z tym bywa. 

Kordian: Czy wystarczy język angielski, żeby się zahaczyć do pracy w Paryżu, czy raczej trzeba mówić po francusku, bo się nie dostanie pracy powyżej minimum?

Aleksandra: Myślę, że w Paryżu z językiem angielskim można dostać pracę, owszem, ale nie wiem jaka to by była praca konkretnie. Nie wydaje mi się, żeby to była praca za biurkiem, gdzie trzeba korespondować i pisać. Tak jak rozmawialiśmy wcześniej, Francuzi nie bardzo chcą się wysilać i tylko w języku angielskim się komunikować. Myślę, że takie prace pierwsze można. 

Kordian: W tym momencie pozwolę sobie na odrobinę prywaty i pozdrowię syna mojego przyjaciela z Polski, który zainwestował swój czas i studia w język francuski. Studiuje język francuski. Jest zauroczony Francją. Jest zakochany w języku.

Aleksandra: Niech się spakuje i po prostu wyjedzie.

Spakuj walizkę i ucałuj rodzinę. Idź do świata, bo przecież Paryż czy w ogóle podróże wzbogacają i poszerzają horyzonty. Na dodatek, jeśli się zna język, to nie ma co się zastanawiać. Zawsze można wrócić.

Kordian: Ja od siebie dodam tyle, że nauczyć się w Polsce francuskiego i skończyć jako nauczyciel francuskiego w polskiej szkole, to najgorsze co można sobie wyobrazić w tym momencie. Wolałbym ten czas zainwestowany w język eksplorować język u źródła.

Aleksandra: Dokładnie. W szkole baletowej miałam język francuski, ale nie nauczyłam się tam absolutnie niczego. Zresztą języka angielskiego też nie. Dopiero byłam zmuszona mówić po angielsku i trochę po niemiecku w Austrii na studiach. Języka francuskiego nauczyłam się już w Paryżu. Wiedziałam, że muszę, wzięłam dwa słowniki do ręki i uczyłam się codziennie ze słownika. Tak się nauczyłam.

Kordian: Moi drodzy, ja rok temu mniej więcej usłyszałem taką negatywną opinię o tych, którzy z Polski wyjeżdżają, od pewnego pseudopatrioty. Młodego jeszcze, niespecjalnie doświadczonego życiem człowieka, który wówczas bardzo odważnie wygłosił swoją opinię na temat wyjeżdżających i powiedział, że wyjeżdżają tylko nieudacznicy. Ja w tej audycji próbuję wam udowodnić, że nie ma nic bardziej mylnego. Wyjeżdżają ludzie odważni, wyjeżdżają ludzie, którzy chcą zmiany w życiu, a niekoniecznie ta zmiana jest możliwa w tym miejscu, w którym mieszkają. wyjeżdżają ludzi otwarci światopoglądowo, otwarci na tolerancję, na inne kultury czy narodowości. Nie dajcie sobie wmówić, że wyjeżdżają nieudacznicy, że wyjeżdżają ci, którzy nie potrafią sobie ogarnąć życia w Polsce. Na Polsce świat się nie kończy.

Aleksandra: Ja bym powiedziała, że wręcz przeciwnie. Ludzie, którzy wyjeżdżają to są właśnie niespokojne duchy, które potrzebują większej realizacji, większych przestrzeni.

Oni muszą rozwinąć skrzydła, muszą się zmierzyć ze światem, nie tylko z polskim światem, który jest ograniczony. W ogóle Polacy na emigracji muszą przecież wykonać często tysiąc razy więcej okrążeń, niż moi znajomi z Barcelony, Paryża czy z Dalekiego Wschodu, który przemierzyłam z moimi spektaklami wzdłuż i wszerz. Osobiście mam do tych Polaków ogromny szacunek.

Kordian: Czy ty też czujesz, że pierwszy raz pokonując tę barierę, pierwszy raz zwalczając w sobie strach przed zmianą, pokonując barierę emocjonalną, pierwszy raz wyjeżdżając jest pewnie najtrudniej? Później zmiana kraju, wykonanie dodatkowych ruchów jak zmiana miejsca zamieszkania, kolejna przeprowadzka – po prostu wchodzi w krew? Jak ktoś to zrobił raz, to później nie jest to żaden problem?

Aleksandra: Tak. W moim przypadku to nie jest żaden problem, bo ja po prostu tak mam. Nawet pierwszy raz jak wyjeżdżałam do Austrii, pamiętam mama z tatą wieźli mnie przez całą Austrię, Czechy i mnie tym samochodem zawieźli i zostawili. Ja od tamtego momentu musiałam być dorosłą osobą i zadbać o siebie. Później brałam plecak, tak jak mówię, jechałam na castingi do Holandii, do Belgii, do Barcelony. Z Austrii do Barcelony, dla mnie to było tak jakbym jechała z Sopotu do Gdyni. Żaden problem! Oczywiście, są przy tym zmiany różne, przede wszystkim językowe i administracyjne. Tak jak mówiłam, to jest kwestia charakteru i dla jednym jest to czymś przerażającym, a dla drugich jest to normalnością i przyjemnością.

Kordian: Ktoś mi kiedyś zarzucił, że za często zmieniamy naszym dzieciom szkoły, że dzieciom powinno się dać stabilność. Z mojej perspektywy patrząc na to samo, myślę, że my dajemy im zupełnie inną perspektywę. Pokazujemy im, że można w życiu coś zmienić, że nie trzeba się bać zmiany. My uczymy dzieci….

Aleksandra: Przystosowania się.

Kordian: Dokładnie. One poznają znacznie więcej ludzi, one poznają zupełnie inne zachowania. Mało tego, przestają się bać zmiany. 

Aleksandra: Stają się otwartymi ludźmi. Dokładnie tak też moja siostra, która wyszła za mojego przyjaciela Francuza pochodzenia marokańskiego, Briana. Mieszkali najpierw najpierw w Paryżu, wyjechali 5 lat temu już do Kanady, do Montrealu. Tam też Monika zmienia ciągle dzieciom szkołę. Raz chodzą do szkoły francuskiej, raz do szkoły angielskiej, raz do amerykańskiej. Jak patrzę na te jej super dzieci i podziwiam. Mówię: “Wow, ale one mają szczęście, bo już mówią 3-4 językami, są niesamowicie otwarte, przebojowe. Niczego się nie boja. Potrafią zadbać o siebie nawzajem. Będą z nich ludzie.”

Kordian: Dokładnie tak samo myślimy z moją żoną. Stwarzamy dzieciom szansę, którą na przykład, w Polsce by nie dostały. Mówię wam o doświadczeniach, o tolerancji, której dzieci się uczą, trochę patrząc na ten temat z boku. 

Aleksandra: To jest bardzo ważne.

Kordian: Tutaj łatwiej dotknąć tej inności, tej innej kultury, łatwiej jest skontaktować się z ludźmi innych kultur. Dla mnie, fotografa, to jest fascynujące. W Polsce gdybym chciał sfotografować piękną, czarnoskórą czy latynoską osobę to musiałbym szukać jej w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu – w dużych miastach. Tutaj w zasadzie jest to łatwiej. Ja się realizuje jako fotograf.

Aleksandra: No pewnie. Paweł zrobił wystawę w naszej galerii sztuki swoich obrazów, bo teraz zaczął malować. kiedyś malował, potem przestał przez swoją pracę dziennikarską. Teraz znowu maluje. Codziennie podziwia te kolory tutaj w Katalonii, które są niesamowite. Tak jak ty robisz zdjęcia, Paweł też robi zdjęcia – ta kolorystyka i natury i ludzi ma szalone znaczenie. W poludniowej Francji – a konkretnie w Katalonii  –  jest duże  spectrum kultur ,  języków a nawet ras. Jest także większe zrozumienie dla odmiennosci, dla stylów, znacznie większy szacunek do starości…

Kordian: Różnorodność, którą można podkreślić. Fantastycznie – ludzie w różnym wieku, różnie się starzeją w różnych kulturach. Piękna sprawa. Wróćmy do Francji, do realiów życia we Francji, a konkretnie w Paryżu. Chciałbym, żebyś powspominała trochę. Jakie są twoje miejsca w Paryżu?

Aleksandra: Moje miejsca w Paryżu? Przede wszystkim miejsce, w którym miałam okazję mieszkać przez kilka dobrych lat, to wyspa Saint Louis, czyli wyspa Świętego Ludwika przy katedrze Notre Dame.

Kordian: Czyli w samym centrum miasta. Niesamowite.

Aleksandra Tam mieszkałam od razu po przyjeździe do Paryża. Jak tylko miałam 19 lat to dostałam się do Lido i mieszkałam na wyspie Świętego Ludwika. Tam mieszkają ludzie bardzo zamożni, cała taka arystokracja paryska. Dopiero teraz właściwie doceniam i wspominam, i myślę, że naprawdę miałam ogromne szczęście, że zawsze mi się udawało. To nie tylko szczęście, ale też talent – wszystko razem. Była ta wyspa Świętego Ludwika, później mieszkałam też przy Radio France – to fajne miasto dla dziennikarzy. Ja też jestem dziennikarką. Moja pasja tam kiełkowała. Inne miejsce, cudowne ale zarazem przykre i nostalgiczne dzisiaj czyli Bastille. Tam mieszkałam kilka lat.

Kordian: Dlaczego to jest takie przykre miejsce?

Aleksandra: Pewnie słyszałeś o ataku na agencję satyryczną Charle Hebdo i na Bataclan. Moje mieszkanko znajdowało się zaledwie 2-3 minuty drogi i od jednego miejsca i od drugiego miejsca. Stąd też pewnie później przeniosłam pewne fragmenty tych zamachów. Zarówno w mojej książce jak i później w teatrze z Pawłem Zbierskim w naszej sztuce dramatycznej. Dodaliśmy do tej historii zamach terrorystyczny na La Rambla w Barcelonie. Cały Paryż jest cudowny, każda uliczka jest jak w Wenecji do odkrycia, zawsze coś nowego można odkryć. Montmartre jest super miejscem dla artystów. W każdym roku siedzi jakiś malarz niesamowity. 

Kordian: Ja zapamiętałem takie moje osobiste, największe przeżycie związane z Paryżem to właśnie to Montmartre i SacreCoeur. Byłem na Champs Elysee, co będziecie mogli zobaczyć w fotografiach do tego podcastu, byłem w nocy i zrobiło na mnie ciekawe wrażenie. Z Champs Elysee jak się szło, nie pamiętam teraz, ale jak się szło był park, chyba przy Luwrze. Okolice Luwru i Champs Elysee jeśli dobrze się orientuję. W tym parku spędzałem trochę czasu, bo jest bardzo relaksacyjny. Pomimo tłumów to wspominam całkiem fajnie. Udało mi się zrobić tam fajną fotografię zakochanej pary. Gdzieś na ławce. Powiem szczerze, że bardzo przyjemne chwile.

Powiedz mi jak Paryż wygląda od tej strony – mam na myśli te wydarzenia, których byliśmy świadkami całkiem niedawno, czyli protesty? Czy życie w Paryżu bardzo się skomplikowało przez to? Czy jest to nieodczuwalne?

Aleksandra: Myślę, że ta cała historia żółtych kamizelek komplikuje trochę życie, oczywiście. Jednak Francuzi są przyzwyczajeni do protestów. Dla nich to jest normalne, że można protestować, że protestują, że jak tylko coś im się nie podoba (nawet coś małego), to po prostu wychodzą na ulice. Mają taką możliwość, bo to jest jeszcze wolny kraj. Nawet Macron mówił kiedyś w Kairze, że w nawiązaniu do sytuacji ludzi w Egipcie, więzionych, że mimo wszystko on nie zabroni protestów, bo właśnie o to Francja zawsze walczyła, żeby być krajem wolnym, żeby wszyscy ludzie mogli wyrażać siebie. Trochę jak Margaret Thatcher z kolei po to są służby..

Kordian: Pilnować bezpieczeństwa. Widzieliśmy, nie do końca sobie z tym radzili.

Aleksandra: Nie do końca, niestety. To prawda. 

Kordian: Tak się nastraszy w Polsce multikulturowością Europy. Pamiętam, że jak byłem w Paryżu to zwróciłem uwagę na obecność, nazwę to kombinatorów. Kogo kto niekoniecznie w tym momencie jest w pracy, tylko wyszedł sobie zakombinować, może kogoś okraść. Nie czułem się bezpiecznie w pewnych miejscach. Jak z punktu widzenia mieszkańca nauczyliście się żyć? 

Aleksandra: Ja kocham wszystkich ludzi każdego koloru skóry, jestem bardzo otwartą osobą, ale rzeczywiście są takie osoby, które niestety nie chcą w żaden sposób asymilować sie z krajem do którego przybyli. To często nie jest ich wina.

Kordian: Oni też próbują wciągać w różne takie gry z kartami i trikami. 

Aleksandra: Nie mają żadnego wykształcenia, dziczeją jeszcze bardziej, bo są pozostawieni czasem sami sobie. Muszą w jakiś sposób zarobić na chleb – sprzedają te miniaturki wieży Eiffla czy cokolwiek. Żyje się z nimi w taki sposób, że po prostu nie można zwracać na nich uwagi. Ja kilkakrotnie byłam na Bastylii zaczepiana. Trzeba pokazać, że jest się stąd, więc trochę wejść w skórę chłopaka i twardo iść. Nawet powiedzieć dzień dobry, przejść. Nie pokazywać agresji. Raz jeden zdarzyło mi się, że taki jeden leciał za mną i co mi chciał zrobić. Na szczęście zdołałam schować się w najbliższym barze. Inne sytuacje w Paryżu się zdarzają. Niekoniecznie właśnie ze strony emigrantów. Różne są sytuacje na przykład w metrze molestowanie seksualne jest na porządku dziennym. Sama byłam atakowana w ten sposób kilkakrotnie. Duże miasto ma takie historie. Wracając do tych emigrantów. To są biedni strasznie ludzie, ale wiadomo, ze problem najczęściej tkwi w nich samych i ta biedna Afryka jest przecież śmietnikiem świata. Władzom to jest na rękę, żeby nie do końca ich kształcić, żeby był jeden taki kontynent na świecie, gdzie są ludzie głupsi.

Kordian: Wtedy mniej wymagają i mniej się domagają.

Aleksandra: Oczywiście trzeba pomagać, ale z głową. Śmieszy mnie, gdy to jest tylko pod publiczkę albo doraźnie bez żadnego planu. Tylko po to, aby Ci ludzie tam przeżyli. To nie tędy droga! Droga jest w tym, żeby stworzyć tam uczelnie.

Kordian: Żeby poprawić ośrodki życia w tych rejonach. 

Aleksandra: Żeby CI ludzie zaczęli myśleć, ale nikt tego nie zrobi, bo to akurat jest na rękę światu.

Kordian: Prostym rozwiązaniem jest naród niewyedukowany, on wtedy nie będzie wymagający. Nie będzie zadawał pytał. Takie jest podejście. Europa niestety musi się w tej chwili zmierzyć z tym tłumem, który do nas przybył. Wy odczuwacie, ponieważ jesteście blisko. Do Polski nie dotarli, więc myślę, że te zmagania są na pewno nie łatwe, aczkolwiek ja bym się nie odcinał od pomocy i od adaptacji tych ludzi w Europie. Olu, tęsknisz za Polską? 

Aleksandra: To trudno bardzo pytanie. Oczywiście gdzieś tam we mnie ta polskość jest i będzie zawsze. Kocham też ten kraj i staram się utrzymywać kontakt z Polską. Współpracujemy na przykład z kwartalnikiem artystycznym, wydawanym przez Pawła Huelle, pisarza z Gdańska. To jest w tej chwili najbardziej dostępna forma kontaktu z Polską. Później razem z Krzysztofem Skibą robimy sobie co jakiś czas takie skecze filmowe i wpuszczamy je do sieci internetowej. To jest satyra na współczesną Polskę. sama mam przy tym ubaw po pachy! Nie wiem czy miałeś okazję zobaczyć.

Kordian: Oczywiście, że miałem. 

Aleksandra: Nie ukrywam, że moje serce jest bardzo europejskie. Mam ogromne uznanie i szacunek dla Donalda Tuska, który przewodzi Europie w najtrudniejszym chyba dzisiaj momencie dziejowym, bo przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Kordian: Możemy być dumni z niego, to trzeba przyznać.

Aleksandra: Tak możemy być dumni, chociaż z niego bym powiedziała. Ta Polska, która jest dzisiaj, ja nawet na Facebooku pisałam, udzielałam się, bo nie mogę patrzeć i nie reagować, bo ja się nie boję. Są ludzie, którzy się boją, ja się nie boję reagować i krzyczeć. Potem może być za późno.

Kordian: Olu, wiem, że masz kontakt z Polską regularny. Raz, że wydałaś swoją książkę w języku polskim na początek. Premiera też odbyła się w Polsce. Dwa – udzielasz się artystycznie również w Polsce. Miałem okazję oglądać twoje humorystyczne wystąpienia u boku Krzysztofa Skiby. To jest taki trochę śmiech przez łzy, bo doskonale zdaję sobie sprawę, jakie jest przesłanie tych  wszystkich waszych postów wspólnych i filmów, które kręcicie. Trzeba być trochę inteligentnym, żeby rzeczywiście to odebrać w właściwy sposób, a nie tylko się śmiać.

Aleksandra: No właśnie.

Kordian: Jak poznałaś Krzysztofa Skibę i skąd się narodził pomysł wzięcia udziału w tych jego filmach?

Kordian: To nie była Catherine Deneuve

Aleksandra: Z Krzysiem to było tak – poznał nas znowu Paweł Poray Zbierski – dziennikarz z Gdańska. Kilka lat temu, chyba pięć lat temu, ponieważ ja napisałam piosenkę pod tytułem: “Czarodziejska nie stąd”. Jest też na Youtubie, można ją znaleźć.

Ja sobie napisałam taki wiersz, kiedyś w Paryżu. Później rozmawiałam z kilkoma osobami i stwierdziliśmy, że to by była fajna piosenka. Później stwierdziłam, że byłoby super zrobić to z jakimś polskim artystą, ale kto by miał na tyle jaj, żeby chciał coś takiego zrobić. Tutaj był pomysł Pawła, że Krzysiu lubi nowe wyzwania, więc na pewno mu się ten pomysł spodoba. To coś nowego dla niego, bo on jest bardziej showmanem, niż publicznie poważną osobą. Projekt mu się bardzo spodobał, słowa mu się bardzo spodobały. Po polsku dopisał swoje słowa. Marek Kuczyński skomponował muzykę i nagraliśmy tę piosenkę w studiu w Gdańsku, właśnie u Marka. Zaprzyjaźniliśmy się.

Później Krzysiu zaproponował, że chciałby robić taką serię skeczy ze mną. Tak się zaczęło. Tak sobie kręcimy. Kiedy ja przyjeżdżam, to kręcimy sobie te skecze. Może oni też przyjadą tutaj i nakręcimy coś “Angela i Janusz na emigracji”. Zobaczymy.

Kordian: Jeżeli jeszcze nie widzieliście tych filmów, o których rozmawiamy z Olą, to zachęcam do tego, żeby pogooglać. Ja załączę link w notatkach do tego podcastu, do kanału Youtubowego Aleksandry. Będziecie mogli sobie tam wejść i zobaczyć. Z przymrużeniem oka traktują o polityce, o sytuacji politycznej w Polsce. Myślę, że dowcip równie dobry jak na Ucho Prezesa.

Aleksandra: Myślę, że moglibyśmy rywalizować. 

Kordian: Przy okazji pozdrawiamy Krzysztofa. Mam nadzieję, że wysłucha tego podcastu. 

Aleksandra: Oczywiście. Wyślę mu. 

Kordian: Ja mam jeszcze jedno wspomnienie z Paryża, które jest moim na dnie serca schowane, które zapamiętałem rzeczywiście w czasie mojego pobytu. Muszę wam powiedzieć – po Paryżu bardzo łatwo podróżuje się metrem. Sieć metra jest fajna skomunikowana. Do tego metro dużo łatwiej jest ogarnąć w Paryżu, niż na przykład w Londynie. Byłem w Londynie wielokrotnie. Za każdym razem korzystam z mapy metra. W Paryżu byłem raz i ogarnąłem temat metra momentalnie, więc łatwo się poruszać metrem po Paryżu. Jak wszedłem do metra to to, co mnie niesamowicie zauroczyło to głos osoby, która czyta stacje. Nie wiem kto to jest. Próbowałem dociec w Googlach, znaleźć tę osobę. Jeżeli wam uda się ustalić, kto czyta nazwy stacji metra w paryskim metrze, to napiszcie w komentarzach do tego podcastu. Bardzo chętnie się dowiem. Wydaje mi się, że to jest Catherine Deneuve, aczkolwiek ręki nie dam sobie uciąć. Głos jest niesamowicie romantyczny, przy tym, że język jest fascynująco melodyjny, więc słucha się tego zamykając oczy. Być może brzmi to dziwnie, ale gdy tam pojedziecie, to zrozumiecie o cyzm mówię. Tu moja prywatna prośba do ciebie Olu. Czy mogłabyś nam przytoczyć po francusku nazwy stacji metra?

Aleksandra: Dobrze. Byle jakich?

Kordian: Byle jakich. Takich, które lubisz najbardziej i które brzmią fajnie.

Aleksandra: No dobra. Na przykład, to was będzie bawić: (podaję tu czas w podkaście bo musicie tego posłuchać) 54:34

Muzeum Luwru

Kordian: Czy mogłabyś powiedzieć: “Następna stacja i nazwa..”

Aleksandra: 54:50 Jeszcze dodałam: “uwaga, drzwi otwierają się na prawo.”

Kordian: W Londynie niestety nie ma tak fajnie. W Londynie jest bardzo surowy, oschły głos pewnej pani, która mówi: “Mind the gap.” 

Aleksandra: To jak po niemiecku prawie. 

Kordian: Odczucia mam bardzo podobne. Mógłby być bardziej romantyczny głos w londyńskim metrze. Niestety jest bardzo oschły, typowo angielski, urzędowy. Właśnie w Paryżu miałem totalnie inne wrażenie. 

Aleksandra: Fajna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę w metrze paryskim, to są różne wiersze ludzi opublikowane. Takie skróty właściwie. Pojedyncze zdania. Takie fajne motto na dzień. Fajnie sobie mieć pod ręką mały słowniczek, jeśli tego francuskiego nie ma pod ręką i sobie przetłumaczyć. To są fajne motta.

Kordian: Dziękuje ci Olu! To była fantastyczna godzina. Wróciłem myślami do Paryża.

Aleksandra: To fantastycznie. Cieszę się bardzo. 

Kordian: Przy okazji podziękuję Jakubowi Mikołajczykowi, który nas poznał ze sobą. To dzięki niemu mieliśmy kontakt. To jest mój kolega z Radio Bedford, z którym pracowałem wcześniej. 

Aleksandra: Super. Pozdrów go serdecznie i działamy!`

Kordian: Dziękuje ci bardzo i do usłyszenia.

Aleksandra: Do usłyszenia.

Przydatne linki:

Profil Aleksandy Fontaine na facebooku

Instagram Aleksandry

Lido de Paris

Galerie Poray

Współautorzy:

Transkrypt: Patrycja Zagórska

Muzyka do podkastu: Dariusz Plecki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here