Przewodnik za kółkiem. Plusy i minusy pracy taksówkarza w Szkocji – podkast z Krzysztofem Trybkiem

Emigracja zmusza nas często do całkowitej zmiany stylu życia, poszukiwań nowego zawodu, do wielu kompromisów pomiędzy tym co mamy, a tym co chcielibyśmy mieć. A co jeśli można ten styl życia wypracować sobie bez kompromisów, trzymając się głównie swojego obranego celu i własnych oczekiwań? Mojemu gościowi to się w dużej mierze udało.

Wysłuchajcie podkastu z Krzysztofem Trybkiem, polskim taksówkarzem, który poza pracą za kółkiem posiada państwowe uprawnienia oficjalnego przewodnika po Szkocji.

Polacy generalnie bardzo dobrze się asymilują, zresztą trzeba normalnie funkcjonować np. żeby wychować poza granicami Ojczyzny swoje kolejne pokolenia. Rozsądnym jest więc nie tylko urzadzić się finansowo, ale i mentalnie by czuć się jak w domu, tam gdzie się osiadło wraz ze swoją najbliższą rodziną. Nie wszystkim się to udaje, ale dzisiaj będziemy rozmawiać z moim przyjacielem, któremu zderzenie z emigracją a co za tym idzie z inną kulturą udało się naprawdę dobrze. Fascynacja krajem, do którego się wyemigrowało ma różne wymiary. Czasami mówi się, ze Polacy są bardziej angielscy od Anglików mniej więcej w sytuacjach kiedy to próbują przedobrzyć i uczyć tych drugich jak powinni się zachowywać w ich własnym kraju. Mój gość pomimo ogromnej fascynacji Szkocją i szacunkiem do kultury, hostorii i ludzi pozostał Polakiem. Co jednak ciekawe często zdarza mu się zakładać Kilt czyli tradycyjny strój szkocki. Posłuchajcie podkastu i dowiecie się dlaczego.

Podkast w wersji do czytania:

Witajcie!  W poprzednim odcinku gościłem dziewczynę, która prowadzi razem z mężem apartamenty we Włoszech. Świetnie opowiadała o tym jak zaczynała, z jakiego powodu wyjechała i co mogłoby was zachęcić do tego, aby odwiedzić ją właśnie tam. Dzisiaj goszczę w moim podcaście człowieka, który mieszka po drugiej stronie wyspy tej samej wyspy co ja. Mieszkamy w dwóch odmiennych landach. Musiałem pokonać 6 godzin drogi, aby tutaj dojechać. Jestem już tutaj 3 dzień. Dzięki niemu miałem okazję obejrzeć okolicę, której pewnie samemu nie dałbym rady w ten sposób zwiedzić.

Polecam wam jego usługi, żebyście mogli poznać Szkocję, zaserwowaną wam przez “polskiego Szkota”. Rozkochał się w tej krainie. Po tych dwóch dniach wędrówek za nim, nie dziwię się. Jak słuchałem jak opowiadał o Szkocji, w której przyszło mu mieszkać, to mam nieodparte wrażenie, że jest to jego druga ojczyzna. Zaprzyjaźniliśmy się jeszcze w Polsce. Poznałem go wiele lat temu przy okazji mojej pracy fotograficznej. On również wówczas zajmował się fotografią. Ta znajomość trwa do dzisiaj.

Przyjechał do Szkocji i zaczynał tutaj pracę jako taksówkarz. Dzisiaj sobie o tym porozmawiamy. Ma spore doświadczenie. Dowiem się jak zaczynał i być może podpowiem niektórym z was jak można zostać taksówkarzem. Odpowiem na pytanie czy to się opłaca i czy to się bardzo zmieniło od momentu, kiedy zaczynał tutaj swoją karierę taksówkarza. Ma niesamowitą dodatkową pasję, o której w końcówce tego odcinka nam odpowie. Pasję, którą odkrył przy okazji tego swojego głównego zawodu.

Kordian: Już oddaję głos mojemu gościowi. Jest nim Krzysztof Trybek. Witaj Krzysztofie.

Krzysztof: Witaj Kordianie.

Kordian: Przyjemnie jest być twoim gościem, bo dzisiaj to ja goszczę u ciebie.

Krzysztof: Zgadza się. Jesteś moim gościem. Umawialiśmy się od dobrych kilku lat i udało się trafić do tej pięknej krainy. Nie dotarłem na Południe, to ty przyjechałeś do mnie.

Kordian: Nie chciała góra przyjść do Mahometa, to się Mahomet do góry pofatygował. Dziękuje ci za te dwa dni zwiedzania.

Krzysztof: Przyjemność po mojej stronie. Zapraszam.

Kordian: Chcę wam dodać na marginesie, że tych dwóch dni zwiedzenia będziecie mieli okazje posłuchać. Być może udostępnię jakieś nagrania, ponieważ całą drogę mieliśmy zestaw głośnomówiący i Krzysztof nas oprowadzał po wyspie. Przy okazji zakamarki, do których nie da się dojść, a przynajmniej nie da się zatrzymać w tych miejscach. Mieliśmy okazję poznać je trochę przez okno samochodu.

Krzysztof: Generalnie, tam gdzie się dało, to sobie rozmawialiśmy. Ciężko jest sobie to wyobrazić, ale Szkocja jest jednym wielkim miejscem, gdzie nie ma zasięgu. Jeśli ktoś chciałby zrobić kiedykolwiek jakiś wyjazd i łączyć się telefonicznie, to nie da się tego zrobić. Połączenia telefonicznie są straszne. Bardzo rwie.

Kordian: Pierwsza rada na marginesie. Gdybyście chcieli wędrować po Szkocji i nie gubić zasięgu, nie gubić kontaktu, to weźcie ze sobą krótkofalówki.

Krzysztof: Albo przewodnika, który was obwiezie po całym kraju.

Kordian: Krótkofalówka jest wygodnym gadżetem, ponieważ w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie, tego zasięgu się nie zgubi. A sygnał telefoniczny ginie.

Krzysztof: Często i na długo.

Kordian: Krzysztofie, jak się czujesz na drogach Szkocji? Ja byłem przerażony w kilku miejscach.

Krzysztof: Czuję się jak ryba w wodzie. Drogi są dobre. Trzeba się do nich przyzwyczaić. Są wąskie. To są bardzo stare drogi. Odbiegają standardami od dróg, które znamy w Europie, tudzież w Anglii, gdzie drogi są dużo lepsze. Są drogi jednokierunkowe. Drogi jak drogi – trzeba jechać i dostosować prędkość do warunków na drodze. Wtedy wszystko jest OK.

Kordian: Drogi są kręte i wąskie. Dobrze mieć kogoś przed sobą, kto ewentualnie uprzedzi cię, że coś z naprzeciwka jedzie dużego, na przykład jakiś camper. Ograniczenia prędkości są tutaj, ale Szkoci nie stosują się do nich.  

Krzysztof: Na drogach ekspresowych, których mamy niewiele, bo autostrad jest mało. Jakby się rozpędzić na najdłuższej autostradzie z Glasgow do Edynburga, to człowiek by się rozpędził i już musiałby hamować, bo jest jej 65-70 kilometrów. Jedziemy tak, jak się jeździ 70-80 mil na godzinę, mimo tego, że dozwolone jest 70. Na drogach polnych, czyli tych powyżej linii Glasgow i Edynburga jeździ się z prędkością maksymalną 60. Oznacza to, że w tamtym terenach jeździ się z prędkością średnią około 25 mil na godzinę. To daje nam całkiem nieprzyzwoity, nieporównywalny wynik z Google. Gdybyśmy się spieszyli, to nie znaczy, że będziemy szybciej na miejscu, bo ktoś nas zwolni za chwilę. Jedziemy powoli, dojeżdżamy w tym samym czasie, co byśmy jechali szybko. Dlatego jeździmy powoli.

Kordian: Niekoniecznie trzeba wierzyć Google, bo zakładając, że w ciągu jednego dnia zrobicie 300 mil, bo przecież “kto jak nie ja”, to jednak można się pomylić.

Krzysztof: Nie da się.

Kordian: 150 mil robi się 12 godzin. Jadąc, zwiedzając.

Krzysztof: Bez zwiedzania, tak aby tylko przejechać. W mieście warunki do jeżdżenia są słabe, ale poza miastem, żeby zrobić 100 mil to potrzeba 4 godzin bez zatrzymywania się. Mówię tu stricte o highlandach, czyli 100-150 kilometrów na północ od Glasgow. W tym pasie centralnym Glasgow-Edynburg te prędkości są szybsze. Gdybyście chcieli jechać z Glasgow do Anglii, to też można jechać szybciej. Ale tam nie trzeba jechać, bo tam nic nie ma po drodze. Tam jest bardzo smutno. Nie ma nic do oglądania. Kordian jechał tą drogą i opowiadali mi podczas rozmowy telefonicznej, że jest pustkowie.

Kordian: Trochę tak jest. Oprócz wystających skał i delikatnej derni na tych skałach, to drzewa nie rosną. Są takie obszary, ale powalają swoim widokiem. Trafiliśmy na fantastyczną pogodę, gdzie mieliśmy błękit nieba i obłoczki, to można nawet tym pustkowiem się zachwycić.

Krzysztof: Wracamy do rozmowy o taksówkach, czy rozmawiamy o Szkocji?

Kordian: Myślę, że o Szkocji będziemy mieli okazję porozmawiać. Dzisiaj spotkaliśmy się w tym podcaście, aby porozmawiać o tym jak to jest być taksówkarzem na tej dużej wyspie. Parę lat już jeździsz, więc nie powiesz mi jak to jest być taksówkarzem w Szkocji, ale pewnie masz doświadczenie z całej Wielkiej Brytanii.

Krzysztof: Mam doświadczenie jako kierowca w Szkocji. Po Wielkiej Brytanii podróżuję jako zwykły kierowca samochodu. Jeżdżę w różne dziwne miejsca. W Szkocji jestem taksówkarzem od około 12 lat. Zaczynałem, kiedy było tutaj mało Polaków na taksówce. Oni zajmowali się czymś innym. Ja sobie wymyśliłem, że to luźna praca, która pozwala na pracę kiedykolwiek się chce. Można zacząć o różnej godzinie. Można skończyć w różnych godzinach. W jakimś stopniu ułatwiało to życie, gdy ma się dzieci. Jedna osoba w domu zawsze musi być mega elastyczna, bo kiedy dziecko zachoruje, to daje to taką możliwość, że jedna osoba idzie do pracy, a druga nie musi brać wolnego. Po prostu wychodzi z pracy w danym momencie i bierze 3 dni wolnego na żądanie, bez zapytanie kogokolwiek o to czy może. Praca dla siebie jest dla mnie wolnością. Bardzo cenię sobie swój wolny czas i zawsze go ceniłem. Jakoś tak wyszło. Kolega mi kiedyś wspomniał w Londynie dlaczego nie jeżdżę na taksówce. W tym momencie urodziło się coś w mojej głowie na kształt “a dlaczego by nie?”. Tak właśnie zostałem taksówkarzem. Zawsze jest jakiś przypadek. Lubię jeździć. Chociaż już teraz może mniej. Nie jeżdżę tak jak kiedyś, aczkolwiek cały czas jeżdżę.

Kordian: Teraz jak jeździsz to szukasz ciekawych tras. Krzysztof naprawdę ma o czym opowiadać. Jest kierowcą zawodowym, ale jest też kierowcą pasjonatem. Jeździ w takie podróże samochodem, w które ja osobiście bym się nie odważył. Wróćmy do Szkocji i taksówki. Jakie są rodzaje taksówek w zasadzie?

Krzysztof: W Szkocji tak jak w całej Wielkiej Brytanii są dwa rodzaje taksówek. Są taksówki czarne – te najbardziej popularne. To są taksówki, które można złapać na ulicy. Podnieść rękę do góry i taksówka się zatrzymuje, i może was zabrać. Jest drugi rodzaj taksówek – minicab, czyli taksówki tak zwane private hire. To są taksówki, po które trzeba zadzwonić. One nie mają prawa zabierać ludzi z ulicy, którzy by ich zatrzymali albo podeszli i zapytali się. W mieście,w  którym mieszkam licencja jest wydawana. W Glasgow jest około 1400 taksówek, jeśli chodzi o taksówki private hire, czyli te po które trzeba zadzwonić (coś jak Uber) to jest ich około 4 tysięcy. Wszystkie samochody, które jeżdżą w mieście muszą być licencjonowane. Każde przewinienia, problemy karne są na co 3 lata odnawiane. Ktoś kto zdobył 6 punktów karnych, to jego licencja nie zostanie odnowiona. Trzeba mieć czystą licencję. Jeśli pracujemy w transporcie publicznym, to kierowcy powinni być czyści. Nie mieć przeszłości kryminalnej, bo to ich dyskwalifikuje z automatu.

Kordian: Jeśli chodzi o punkty zbierane na drodze, to też dyskwalifikuje?

Krzysztof: Jeżeli kierowca ma 6 punktów karnych zdobytych, czyli połowę dopuszczalnych punktów, to jego licencja może zostać zawieszona na okres roku. Ewentualnie może zostać wydana na okres tymczasowy, czyli na rok. Jeżeli w ciągu roku popełni kolejne wykroczenie, to licencja zostaje mu zabierana do czasu odzyskania czystej licencji, czystego prawa jazdy. Po tych, załóżmy, 5 latach później może wystąpić po nową licencję, a w procesie wydawania licencji bierze udział policjant. Nie da się ukryć informacji czy wydarzeń z przeszłości. Policja działa tutaj na tyle sprawnie, że potrafi wyciągnąć informacje sprzed 20 lat i powiedzieć: “Panie kolego, ale pan jechał 20 lat temu po pijaku. Miał pan 18 lat, ale dzisiaj stara się pan po licencję”. Są w stanie przytoczyć słowa, których użył podczas tej rozmowy, kiedy został przyłapany na jeździe pod wpływem alkoholu. Policja może stwierdzić: “Bardzo nam przykro, ale ty wtedy jeździłeś nieodpowiedzialnie. Nie możemy ci zaufać. Dzisiaj nie dostaniesz tej licencji”.

Kordian: Jak wygląda procedura licencji? Czy ona się zmieniła przez te lata?

Krzysztof: Procedura sama w sobie się zmieniła o tyle, że dzisiaj jest to wszystko robione online. Nie ma sprawy, że człowiek idzie do biura, umawia się na godzinę na spotkanie i robi to w biurze. Dzisiaj na spotkanie umawiamy się online. Złożyć dokumenty osobiście, a potem teoretycznie miasto ma obowiązek wydać dokumenty w ciągu 8 tygodni. Aczkolwiek, urzędnicy mają czas. Mają obowiązek wydawać tę licencję w okresie czasu, ale to polega na tym, że oni w tym okresie mogą odmówić ci tej licencji. Bardzo często zdarza się, że licencję dostaje się po 6 miesiącach. Nawet jeśli nowy kierowca przychodzi i chciałby mieć licencję, to 6 miesięcy spokojnie może czekać na dokumenty. Po 6 miesiącach jeśli pozytywnie przeszedł rekrutację, to dostaje licencję. Następnego dnia może już zacząć jeździć. Jeżeli ma swój pojazd, to jeździ swoimi pojazdem, który też musi być zlicencjonowany. Jeżeli nie ma swojego pojazdu, to może iść do firmy i wypożyczyć auto z odpowiednim sprzętem, który już później umożliwia mu pracę na mieście.

Kordian: Czy to dla jakiej firmy jeździsz ma znacznie w tym momencie?

Krzysztof: Jeżeli pracuje się dla kogoś, wynajmuje się pojazd. Można mieć swój pojazd lub od firmy. Jeżeli ma się swój samochód, to jest dużo łatwiej, bo można firmę zmienić w każdym momencie. Dostaje się taki zestaw. Kiedyś to były szarady, jak ja zaczynałem, to był kontroler, który krzyczał do nas przez krótkofalówkę. Mieliśmy CB radia w samochodach i on krzyczał, że potrzebuje kierowców w danych miejscach. My musieliśmy za tą pracą odzywać się do kontrolera. Mój numer to 58. Mówię: “58. Chciałbym robotę w centrum”. W tym momencie kontroler po drugiej stronie brał swoje CB Radio i krzyczał: “58”. Nie mówiliśmy po imieniu, bo kierowców było dużo. Zdecydowanie łatwiej jest mówić numerami. Tak zwanymi call sign. Mówił: “Call sign 58. Central station. Name Smith”. To wszystko. Trzeba było jechać pod ten adres. Tu było prosto, bo central station to główny dworzec kolejowy i większość kierowców to wiedziała, ale gdy osoba po drugiej stronie w centrali krzyczała na przykład “256 Sauchiehall Street” i odbierasz kogoś kto nazywa się “Hofman”, to trzeba było znaleźć ten adres. Mało tego, szkocki jest specyficzny. Osoba, która tutaj nie była, a znająca język angielski może mieć kłopot ze zrozumieniem tego języka rozmawiając z osobą face-to-face. Zrozumienie języka przez CB Radio mogło namnażać problemów. To była istna zabawa. Człowiek się dużo uczył. Ja w tym czasie przeszedłem cały ten etap jeżdżenia na taksówce – od CB Radia po dzisiejsze czasy, gdzie mamy telefony komórkowe. Naciskamy guziczek. Tam mamy wszystko napisane – kto, skąd jedzie, gdzie. Mało tego – naciska się na tym ekranie na adres i nawigacja nas tam poprowadzi. Kierowca, który dzisiaj zaczyna jazdę, to nie musi znać praktycznie topografii miasta, bo ma wszystko podane na tacy. Te urządzenia, które są używane do pracy, to za nie płaci się co tydzień czynsz. Nazwijmy to czynszem. Tak jakby człowiek poszedł, miał zakład fryzjerki, musi płacić co miesiąc czynsz

Kordian: Franczyzę.

Krzysztof: Franczyza. Za to, że moja większa firma daje mi pracę, to muszę jej odpalić czy zapłacić działkę z tego. Niektóre firmy mają to na zasadzie procentów. Moja firma ma stałą opłatę. W tej chwili jest to chyba 136 funtów tygodniowo. To jest niezależne od tego czy pracuję, czy nie.

Kordian: Jeśli robisz tydzień urlopu, to i tak musisz tę franczyzę zapłacić.

Krzysztof: Jeśli sobie zamówię urlop, to nie muszę. Wiadomo, że oni są dosyć elastycznie pod tym względem, jeśli człowiek pracuje przez cały rok, to tego urlopu można trochę wziąć. WIększe firmy biorą trochę więcej, ale większa firma daje gwarancję tego, że ma kontrakty podpisane ze służbą zdrowia. Wozi się różne rzeczy między szpitalami – choćby próbki do laboratoriów, czy pacjentów, czy lekarzy. Kontrakty ze szkołami, gdzie wozi się dzieci autystyczne do szkół. Później ze szkoły do domu. One potrzebują specjalnej opieki. Kontrakt z koleją. Pociąg zostanie skasowany, to na dworzec główny wysyłane jest 30 taksówek i odbiera klientów. Mają bilety kupione, więc oni muszą się dostać, bo to na przykład ostatni pociąg. Kole płaci za 30 taksówek dla klientów, którzy muszą gdzieś dojechać. To brzmi abstrakcyjnie, tak dosyć nierealnie.

Kordian: Słyszymy pociąg w tle. Siedzimy na ogródku grillowym.

Krzysztof: Może to brzmi inaczej, bo znamy to z innej strony. Tutaj jak się pociąg spóźnia z Londynu do Glasgow i ktoś ma kupiony bilet z Londynu do Oban na północny zachód stąd. Pociąg z Londynu się spóźnia, a człowiek am kupiony bilet. Następny pociąg jest za 3 godziny. Gdy on jedzie do pracy, on ma kupiony bilet, to chciałby być na miejscu o godzinie konkretnej. On tam może się spóźnić na prom. Jedno spóźnienie rodzi ogromne konsekwencje. W tym momencie tutejsza kolej płaci za taksówkę dla tego klienta. Jeżeli byłaby to mała firma, to nie jest w stanie podstawić tylu samochodów. Korporacja, w której pracuje ma 700 kierowców. Dosyć sporo. To jest jedna z największych korporacji tutaj w mieście.

Kordian: Mówiłeś, że nie trzeba znać topografii miasta, aby pracować. Czy aby zdobyć licencję to są z tego egzaminy?

Krzysztof: W Glasgow, aby zdobyć licencję na mini caba nie trzeba zdawać żadnych egzaminów z topografii miasta. Jeżeli chciałbym jeździć na czarnej taksówce, czyli słynnych czarnych cabach, to jest egzamin z topografii miasta. Trzeba go zaliczyć i zdać, aby dostać licencję. Taksówką, którą jeżdżę muszę wymieniać co 7 lat.

Kordian: Czyli auto nie może być starsze niż 7 lat.

Krzysztof: Nie może być starsze jak 7 lat. Licencja na prywatną taksówkę jest wydawana tylko i wyłącznie na 3 lata na pojazd. Jeśli po tych 3 latach, jak coś nie wypali, stwierdzam, że nie chce jeździć, rezygnuję, dziękuję, do widzenia.

Kordian: Nie przedłużasz.

Krzysztof: Nie przedłużam licencji.

Kordian: Nie masz potężnego długu czy inwestycji.

Krzysztof: Dosłownie. W momencie gdy ma się czarne taksówki, przeważnie jeżdżą w trybie dwuzmianowym, czyli jeżdżą po 12 godzin. jest jakiś zamiennik. To są ustalenia. Tryb zmianowy mi nie pasuje. Nie chciałbym pracować na zmianę. Jakbym chciał pracować na zmiany, to poszedłbym do fabryki.

Kordian: Jakie predyspozycje musi mieć taksówkarz?

Krzysztof: 21 lat. Zdrowy na ciele i umyśle. Czysta kartoteka. Prawo jazdy minimum przez rok czasu.

Kordian: Mentalnie jakbyś opisał takiego kierowcę – co musi mieć? Jakie cechy charakteru powinien mieć, aby ta praca była dla niego? Może ktoś z naszych słuchaczy myśli, że lubi jeździć samochodem. Ma fajną furę i chciałby zostać taksówkarzem. Co powinien wziąć pod uwagę?

Krzysztof: Na samym początku to, że nie ma się życia osobistego. Praca na początku jest cięższa, bo człowiek się uczy. Nie zna miasta. Musi poznać miasto. Musi znaleźć swojego godziny, w których będzie pracować. Teraz się pozmieniało. Kiedyś pracowało się w weekendy. Jeśli pracujesz w weekendy, a twoi znajomi pracują od poniedziałku do piątku, to się ze znajomymi nie można spotkać. W tym momencie to są pewne niedogodności. Nie każdy może sobie na to pozwolić. Czasem jest tak, że zaczyna się pracę i człowiek na samym początku sobie tego nie ułoży, to praca między 7 rano a 17 po południu może nie być wystarczająca. Można zarabiać więcej, więc będzie chciało się pracować więcej. To wszystko są decyzje, które trzeba samemu ocenić. Czy chce się iść do pracy na 8 godzin i zarobić X, czy się chce iść na 16 godzin. Są ludzie, którzy tyle pracują.

Kordian: Czy starając się o licencję, ktoś sprawdza twoją znajomość języka?

Krzysztof: Dobre pytanie.

Kordian: Jak tę licencję formalnie się organizuje?

Krzysztof: Moja licencja, o którą aplikowałem to było 12 lat temu. Poszedłem do urzędu, wypisałem dwa druki, napisałem kto jestem i skąd jestem. Napisałem numer telefonu. Informacje osobiste łącznie z adresem. Zaznaczyłem x kratkę na ile lat chciałbym tę licencję. Wtedy była możliwość zaznaczenia na 1, 2 lub 3. Zostawiłem zdjęcia, dokument, że zapłaciłem za tę licencję. Za aplikację się płaci i ta płatność jest bezzwrotna. I czekałem 6 miesięcy. Znajomości języka nikt nie sprawdzał. To jest kwestia firm, dla których się pracuje. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach…

Kordian: Gdzie jest duża konkurencja.

Krzysztof: Jest tych taksówkarzy więcej. Firmy są duże. One w jakiś sposób konkurują między sobą zatrudniając ludzi, którzy mają podstawową wiedzę miasta i potrafią rozmawiać z ludźmi. Wiadomo, że człowiek, który nie potrafi powiedzieć Dzień dobry, Do widzenia czy Dziękuję, czy w ogóle nie potrafi mówić w języku tutejszym, to może mieć problemy na początku. Tutejszym czyli szkockim. Problemy mogą być z komunikacją z ludźmi. Wchodzi człowiek do samochodu i mówi, że chciałby gdzieś jechać. Kierowca, który tego języka nie zrozumie, to otworzy usta. Rozmowy są ograniczone poprzez technologię, którą mamy. Większośc klientów zamawia taksówkę przez aplikację. W tym momencie klient włączając aplikację wpisuje, gdzie chciałby zostać odebrany. Tam ma swoje dane osobowe. Bardzo często ten przejazd jest zapłacony z góry przez kartę kredytową. Wpisuje tam adres dokąd jedzie. Wsiadając do taksówki, ktoś po niego przyjedzie. On tylko wciska guzik, pyta się: “Smith?” Tak to ja. “Zapraszam do auta”. Ta osoba zanim taksówka przyjedzie, to już wie, że po nią przyjedzie taki samochód o takiej rejestracji. Bardzo często widzi nawet twarz kierowcy, który po nią przyjeżdza. To jest duży plus – jest kontakt między kierowcą a klientem taki, że wie do jakiego auta ma wsiąść. Mało kto wsiadłby do nie swojego samochodu. Potem kierowca naciska guzik, destynacja, czyli cel dokąd klient jedzie i na ekranie pokazuje się mapa gdzie ma jechać. W tym momencie język angielski jest potrzebny do konwersacji, rozmowy z klientem.

Kordian: Ile tak naprawde w ciągu tygodnia czy miesiąca pracowity taksówkarz może wyciągnąć ze swojej pracy? Ile tak naprawdę z kursu, który wykonujesz należy się tobie za wykonaną pracę?

Krzysztof: U nas jest tak, że my płacimy 138 funtów. Czy ja zarobię 1000 czy 600, czy 100 to muszę zanieść 138 funtów do nich. Firmy specjalnie nie interesuje czy ja zarobiłem, czy nie. Jeżeli pracuję 40 godzin w tyogndiu, to zarobię te pieniążki. Jeszcze dla siebie będę miał odpowiednią działkę. Zarobki są różne. Tego nie da się określić. Są kierowcy, którzy opowiedzą historię, że zarobią tysiąc funtów tygodniowo, a są tacy, którzy powiedzą, że zarabiają na czysta 250 funtów tygodniowo. Jest wiele czynników, które mają na to wpływ. Gdzie się jeździ, jak się jeździ, jak się organizuje swój czas. To jest dosyć istotne. Czy się jedzie za nawigacją, drogami które ona pokazuje, czy się jeździ swoimi drogami, które są szybsze i się omija światła. Myśląc w ten sposób efektywne 40 godzin pracy przyniesie więcej, niż nieefektywne 70. Spędzona dziennie godzina na światłach, w ciągu miesiąca robi się z tego 16 godzin darmowych. To już nie są zarobione pieniądze. Jeśli te 16 godzin można przepracować w całości, iść do pracy i je odpowiednio przejeździć, to automatycznie te pieniążki są większe. Na temat pieniędzy się nie wypowiadam.

Kordian: Czy jest to praca stresująca dla ciebie?

Krzysztof: Myślę, że po iluś latach pracy, jeśli ktoś ma problemy i te problemy występują często. Ma na przykład uciekiniera raz w tygodniu czy w miesiącu. To się zdarza. To nie jest nic nadzwyczajnego. Ktoś po prostu wysiada z auta, nie płaci za taksówkę. Różne rzeczy się zdarzają i w różnych miejscach się bywa. Jeśli to się zdarza nagminnie, to uważam, że to czas zmienić pracę. Ludzie mają coś w sobie.

Kordian: Przyciągają kłopoty.

Krzysztof: Dokładnie. Myślę, że jeśli ktoś ma dużo kłopotów, to powinien z takiej pracy zrezygnować. Kłopoty same nie przychodzą. To zależy od ludzi. Część ludzi ma problemy, część nie ma. Ja problemów z ludźmi z zasady nie mam. Po tylu latach pracy widzę, że problemy idą i mogę nie otworzyć drzwi.

Kordian: Czy ja jako twój klient może zażądać lub poprosić o ciebie jako kierowcę? Poprzednim razem dobrze mi się z tobą rozmawiało. Jesteś sprawny w poruszaniu się po mieście. Uznałem, że chcę, abyś to ty częściej mnie woził. Czy mogę ciebie zamówić przez telefon?

Krzysztof: Nie ma takiej możliwości, żeby zamówić konkretnego kierowcę na przejazdy. To się może zdarzyć tylko przy kontraktach. I to stałych kontraktach, gdzie są wymagani stali kierowcy. Takim przykładem jest wożenie dzieci autystycznych, które jeżdżą do szkół. One wymagają pewnej rutyny. Ten sam samochód, ten sam kierowca, ten sam układ dnia. Taka dygresja – mieliśmy otwartą szopkę przez okres zimowy i Robin czyli nasz polski rudzik zostawił 3 jajka. Ma gniazdo w naszej szopce. A kot wyczuwa, że tam coś się dzieje, ale nie potrafi się tam dostać.

Kordian: Obok nas trwa życie. Jeżdżą pociągi, chodzą koty. Jest ciepły, szkocki wieczór. To miała być ironia, ale w tym przypadku rzeczywiście nie jest. Niesamowcie pofarciła nam się pogoda. Mieliśmy fajną  wycieczkę. Czy coś nam umknęło z tematu taksówkarza? Co warto powiedzieć osobom, które chciałyby zacząć zajmować się tym zawodem?

Krzysztof: Czy chce się zrezygnować z pewnych rzeczy? Czy chce się poświęcić na to dużo czasu? Jeśli ktoś miał to robić w zamyśle, to trzeba zdecydować się jaki mamy cel i czy chcemy pracować w ten sposób. Jeśli taka praca po pół roku w wynajmowanym aucie by odpowiadała, to trzeba zbierać pieniążki na swój samochód, na swoje ubezpieczenie. Wynajęcie samochodu z firmy kosztuje około 180 funtów tygodniowo. Poza tym urządzeniem, które daje nam pracę. W okresie długofalowym warto mieć własny pojazd, bo oszczędza się pieniądze. Oszczędza się czas. Pieniądze są relatywnie połączone z tym czasem, który spędzamy w pracy. Jeżeli ktoś mówi: “Będę taksówkarzem. Wynajmę samochód. Wynajmę radio”, to będzie go to kosztować około 300 funtów tygodniowo. Do tego trzeba doliczyć paliwo, które będzie kosztowało w zależności od pojazdu i czasu pracy. Być może koło 70 do 100 funtów tygodniowo. Nagle okazuje się, że z 400 funtów do wydania, zanim się cokolwiek się zarobi. Zakładając, że pracujemy za 10 funtów na godzinę, to musimy przepracować 40 godzin plus jedną, aby coś zarobić. I to nie raz w miesiącu, tylko tydzień w tydzień przez 52 tygodnie w roku. To są dylematy, które trzeba ocenić. Stawka minimalna od czasu gdy ja zaczynałem pracę wzrosła prawie dwukrotnie. Jak ja zaczynałem, to stawka minimalna w Wielkiej Brytanii, to było koło 4 funtów. Dzisiaj to już jest 8, 50 z tego co pamiętam.

Kordian: Mówimy o stawce godzinowej?

Krzysztof: Tak. Stawka godzinowa. Dla człowieka, który idzie gdziekolwiek do pracy, to jest minimum, które musi dostać. Pytanie czy człowiek chce iść do pracy na 40 godzin, teoretycznie inwestując i nie zarobić nic. Potem kolejne 20 godzin będzie pracował na siebie. Może się zdarzyć tak, że pójdzie w sobotę wieczorem do pracy w dużym mieście i on 400 funtów zarobi w jeden wieczór zarobi. To jest kwestia ile ma szczęścia i w jaki sposób pracuje. To są rzeczy, których nie da się ustalić. To jest praca zależna od klientów – czy ci klienci są i gdzie jadą. Może być tak, że człowiek dostanie 20 prac.

Kordian: Fajnie powiązanych ze sobą kursów. Nie trzeba dojechać z miejsca na miejsca gdzieś odległe.

Krzysztof: Załóżmy, że idzie się na 8 godzin do pracy. Człowiek dostanie 20 prac i one będą po 3 czy 5 funtów. To jest 100 funtów zarobione w ciągu 8 godzin. Od tego trzeba zapłacić paliwo. Okazuje się, że to jest niewiele więcej niż to, co się dostaje w fabryce czekolady. Jest jedna rzecz, która jest bezcenna w tym momencie. To jest wolność. Jeżeli człowiek chce mieć wolne jutro, bo go bolą zęby, nogi. Ma ochotę sobie wyjść, to po prostu bierze dzień wolny. Nie jest przywiązany do pracy, do nikogo. Nie musi się nikogo pytać czy może wziąć sobie wolne, a ktoś mu powie, że nie.

Kordian: Czy w tym zawodzie istnieje gra fair play między kierowcami? Czy raczej jest wolna amerykanka i trzeba brać to pod uwagę? Zaczynając dzisiaj można być zbanowanym przez innych kierowców lub przez znajomości w firmie korporacyjnej?

Krzysztof: Pracuje w tej korporacji, w której teraz jestem długo. Z 8-9 lat. Ja się tam pojawiam tylko w poniedziałek lub wtorek. Raz w tygodniu jestem w firmie. Nie znam kierowców, nie jestem w stanie spamiętać 700 imion. Mi ciężko spamiętać 10 imion ludzi, których spotykam raz na ruski rok i nie jestem z nimi związany. Na pewno jest tak, że znajomi królika coś dostają. Ludzie, którzy są związani z firmą dłużej mogą być faworyzowani ze względu na staż i mogą dostawać stałe zlecenia i stałe kontrakty. Ktoś nowy, kto przychodzi tego nie dostanie, bo on ten kontrakt mógłby poprzez swoje zachowanie zepsuć. To na pewno ma znacznie. Jeżeli kontrakt z firmą opiewa na 2 miliony funtów i zaczynają się problemy, bo ktoś miał przykładowo dowieść leki z apteki do szpitala, i on te leki sobie weźmie, bo tam była morfina. On stwierdzi, że będzie się dobrze bawił. To gdzieś później wypływa.

Kordian: Słyszałem, że komuś na lotnisku przecięto opony.

Krzysztof: Takich wojen taksówkarskich o jakich się słyszy w Polsce nie ma. Tutaj jest spokój. Każda korporacja robi swoje. Każdy ma swój kawałek chleba. Wszyscy są szczęśliwi. Nikt nikomu nie wylewa słomy na samochody i nie obsypuje ich pierzem. To są zachowania kryminalne i za to idzie się siedzieć. Jeżeli ja w ten sposób bym się zachował czy jutro bym dał klapsa w mieście, to mogłoby się okazać, że stosuję przemoc wobec dzieci i mógłbym stracić licencję. Każde zachowanie kryminalne jest piętnowane w tym kraju. Odbija się to później czkawką. Później kłopot byłby gdziekolwiek znaleźć pracę. Coś jest w kartotece i jest problem. Jeśli chodzi o kierowców, to nie ma tego typu praktyk. Kierowcy są tylko kierowcami. To, że ktoś dostał dziś jakąś pracę, to nie znaczy, że jutro nie dostanę. Nie mam żadnego wpływu na to. To jest urządzenie, które tobie tę pracę wysyła. Jest system kolejkowy. W tym urządzeniu widzisz, że jesteś 5 w kolejce w danej dzielnicy. Jeżeli w tej dzielnicy nie ma pracy lub jest, to one schodzą po kolei. Widzisz, że jestem 5,4,3,1. Wpada kolejna praca i ty ją dostajesz.

Kordian: Czy ty się przemieszczasz między dzielnicami, żeby było łatwiej znaleźć klienta?

Krzysztof: Naturalnie. Są miejsca gdzie coś się dzieje w danych godzinach. Trzeba wiedzieć, gdzie co się dzieje, o której godzinie. Czasami mam luźniejszy dzień, czasami lubię sobie pospać i wiem, że o tej godzinie jest regularna praca w tym i w tym miejscu. Wiem, że ona tam będzie i że nie ma tam kierowców. Nigdy. To takie miejsce. Mieszkam w takim miejscu, gdzie nigdy nie ma kierowców. Wiem, że te prace są regularne, przez 5 dni w tygodniu przez 52 tygodnie w roku. Wsiadając do samochodu o godzinie 8:30, wiem, że o 9 będę miał pracę. Wsiadam do auta, loguję się do systemu, podbijam pracę, która się pojawi lub mówię, że jestem i chciałbym wziąć tę pracę. Idę do domu na kawę. Wracam po 10 minutach, wsiadam do auta i jadę po tę pracę. Wiedza jest niezbędna. I pamięć. Trzeba pamiętać co się dzieje w danych godzinach i gdzie. To działa w dwie strony. Są też prace, których nie chcemy robić i unikamy tych rejonów, aby tam nie pojechać i się nie władować w pracę, która zajmie za dużo czasu, a nie będzie odpowiednio zapłacona. Czasami czas nie przekłada się na odległość. Można jechać krótsze odcinki, ale zajmujące więcej czasu, bo są światła, problemy na drodze. Trzeba sobie życie ułatwiać, bo życie nie jest po to, aby było trudno, tylko łatwo.

Kordian: Nie można w korku powiedzieć klientowi WYSIADAJ!

Krzysztof: Dosłownie. Klient za jazdę w korku tobie nie płaci. W przypadku czarnych taksówek, one mają płacone za stanie w korku i przejazd. Ja mam płacone tylko za przejazd, czyli za dystans, który pokonam w samochodzie. Jeżeli będę jechał w korki z klientem 10 mil i zajmie mi to godzinę, to będę miał dokładnie tyle samo zapłacone, co zrobić 10 mil w ciągu 10 minut. Ewentualnie klient może dorzucić od siebie napiwek, ale nie pracujemy na napiwkach. PRacujemy za przejechane odcinki.

Kordian: Jak twoja pasja do jazdy za kółkiem przekłada się na twoje hobby? Na to jak obierasz sobie cele wakacyjne?

Krzysztof: Pasja do samochodów przekłada się na wszelkie moje podróże. Przez przypadek, zadzwonił do mnie kolega, wyjeżdżający do Afryki na taki słynny rajd charytatywny. Jeden z największych na świecie. Z Budapesztu do Bamako. 10 tysięcy trzeba przejechać z Budapesztu do Bamako w Mali w Afryce. Zadzwonił do mnie i powiedział, że potrzebuje kierowcy. Za zgodą żony pojechałem samochodem do Afryki. Potem wróciłem tym samochodem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie był to żuk. Nasz polski żuk z silnikiem Andorii, diesel. Człowiek wtedy uczy się pewnych zachowań. Szybko nie znaczy szybciej. Trzeba jechać, bo droga jest celem, a nie cel sam w sobie. Człowiek decyduje się na takie wyjazdy. Wszędzie, gdzie jedziemy, to staramy się mieć samochód, żeby coś zobaczyć. Bo bardzo ciekawe rzeczy można zobaczyć. Tak jak Ty miałeś okazję zobaczyć podczas ostatnich kilku dni, że drogi do których sam byś nie wjechał, mogą ci pokazać coś ciekawego. Bardzo często się tak zdarza, że jadąc samochodem widzę drogę, której wcześniej nie widziałem, bo przejechałem koło niej za szybko. Może to boczna uliczka. Wjeżdżam w nią i jadę nią do końca, bo chciałbym zobaczyć co jest na końcu tej drogi. To jest coś przepięknego, bo można odkryć ciekawe miejsca. To moje jeżdżenie się rozwija, bo jeżdżę wszędzie. Dwa lata temu wróciłem z Gruzji do Polski samochodem, przez całą Europę. W przyszłym roku planuję pojechać do Mongolii. Nie wiem czym, nie wiem jak, nie wiem jaką drogą. Wiem kiedy, ale nie wiem kiedy wrócę. Nie liczy się to czym jedziesz. Ważne, żeby jechać, żeby dojechać i zobaczyć kulturę, zwiedzić coś nowego. Do tego jest potrzebna jedna rzecz. Nie pieniądze. Potrzebny jest czas. Aby mieć czas, trzeba być elastyczny. Aby być elastycznym, nie można pracować dla kogoś. Trzeba pracować dla siebie. O to wszystko się rozbija. Trzeba znaleźć złoty środek, aby pracować, ale znaleźć dużo wolnego czasu. Dlatego też mieliśmy teraz dużo wolnego czasu, przez ostatnie kilka dni mogliśmy coś zobaczyć. Miałeś okazję zobaczyć…

Kordian: Czubek góry lodowej.

Krzysztof: Nawet nie dotknąłeś powierzchni tego, co można zobaczyć w tym kraju.

Kordian: To prawda. Też jestem przekonany, że tutaj wrócę. Nie jest to tak odległy rejon Wielkiej Brytanii, aby nie przyjechać tutaj po raz kolejny. Dziękuję ci za poświęcony czas na tę wyprawę, bo tak naprawdę to doceniam ten kunszt i tę wiedzę, którą zdobyłeś. Myślę, że dzięki pracy, którą zajmujesz się od kilkunastu lat, ale dzięki temu odkryłeś w sobie powołanie do zupełnie innego zawodu. Jest tym zawodem bycie zawodowym przewodnikiem.

Krzysztof: Już teraz mogę powiedzieć, że jestem zawodowym przewodnikiem po Północnej Szkocji, po Północnych Highlandach. W najpiękniejszym rejonie Szkocji.

Kordian: To jest zawód, który trochę się wiąże z tym pierwszym wykonywanym. Wymaga od ciebie zdobycia dodatkowej wiedzy, podręcznikowej i nie tylko. Znajomość krainy jest istotna. Znajomość ludzi w niej mieszkających. Ta praca za kółkiem przydała się niewątpliwie. Co cię zafascynowało w tej drugiej pracy? Co sprawiło, że postanowiłeś zająć się dodatkowo oprowadzaniem ludzi po tej krainie?

Krzysztof: Zawsze jest to przypadek. Myślę, że do wszystkiego potrzebne jest trochę szczęścia. Wiedza, próba nauczenia się czegokolwiek, wyjazd za granicę, próba radzenia sobie ze wszystkimi problemami to jedno. Jest potrzebne dużo szczęścia. Taka pomocna dłoń. Trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie z odpowiednimi ludźmi. To w jakiś sposób pomaga. To, że jeździłem na taksówce, to było jedno. Później jeździłem trochę lepszym samochodem i miałem okazję spotkać kogoś, kto ma biuro podróży. Wtedy zacząłem spotykać się z klientami – z turystami. Z ludźmi, którzy przyjeżdżali do Szkocji z różnych krajów, narodowości zwiedzając ten kraj. Ja, wtedy jeszcze, pomagałem im się przemieszczać jako człowiek, który zajmuje się tylko przejazdami. Po krótkich rozmowach okazało się, dlaczego nie mógłbym być przewodnikiem. Znam tę Szkocję jak własną kieszeń. Podróżuję bardzo dużo, staram się podróżować. Pokazać dzieciom trochę więcej niż własne podwórko. Jak mamy wolną chwilę, to zawsze gdzieś wyjeżdżamy, aby nie siedzieć w domu. Aby zobaczyć trochę więcej, posmakować tego świata. Wiadomo, że warto smakować ten najbliższy świat. Nie pojechać do Grecji czy Egiptu i powiedzieć, że się było w Egipcie. Tak naprawdę nie znam swojego podwórka. Jeżdżąc po tym kraju zacząłem go poznawać. Na dzień dzisiejszy jestem w stanie jeździć po mieście czy po całym kraju z głowy, bo znam wszystkie te miejsca. Potem doszło to, że ktoś mi zaproponował bycie przewodnikiem. Mimo tego, że część robiłem już jako freelancer. Obwoziłem ludzi, coś wiedziałem na ten temat. Osobiście nie cierpię historii, a teraz opowiadam ludziom historię kraju, w którym mieszkam. Opowiadam historię Szkocji. Ktoś podsunął mi pomysł, a ja przypadkiem stwierdziłem, że mógłbym to zrobić. Zawziąłem się i stwierdziłem: “zróbmy to, bo dlaczego by nie. Mogę. Mam czas”. Chociaż go nie mam. Nie mam go dużo. Poświęciłem rok czasu na to. Nie było lekko. Teraz jestem przewodnikiem. To też nie jest taka praca. To jest praca sezonowa. To nie jest praca, która pozwoliłaby na utrzymanie się przez cały rok. To jest dodatkowa praca, na pół etatu, na 1/4 etatu. Raz w miesiącu czy dwa razy w miesiącu. To przynosi jakieś korzyści majątkowe. Jakieś pieniążki z tego są. Ale jakby chciał ktoś w to zainwestować i powiedzieć: “Od dzisiaj będę przewodnikiem i będę z tego żył”, to będzie miał kłopot.

Kordian: Dobrze mieć stałą pracę. Tak jak bycie taksówkarzem.

Krzysztof: Ona jest stała i niestała. Ciężko to określić. Część ludzi powie, że masz jakie pieniążki, ale nie wiesz, ile ich będziesz miał. Niektórym osobom pasuje mieć etat i wiedzieć, że zarobi w ciągu miesiąca X. Miesiąc w miesiąc. Każdego miesiąca tyle samo. Wie, że dostanie 30 dni urlopu w roku, kiedy będzie chciał lub kiedy zostanie mu przyznany. Nam jest za mało. Ja potrzebuję wziąć urlop wtedy, kiedy dzieci mają wolne, a znając życie jest tak, że większość rodziców chciałoby mieć urlop, kiedy dzieci mają wolne. Nie byłoby komu pracować wtedy. Jest kłopot, bo jeden dostanie, a inny nie. Ja wychodzę z założenia, że ja potrzebuję urlopu wtedy, gdy ja go potrzebuję, a nie jak komuś pasuje. Zaczynają się schody. Nie da się pracować w takich warunkach.

Kordian: Kończąc dzisiejsze spotkanie muszę wam opowiedzieć jedną rzecz. Jak jedzie się za Krzysztofem, tudzież jak się go słucha stojącego na zboczu góry, opowiadającego o ciekawostkach tej krainy, mogę potwierdzić i podpisać się pod tym obiema rękoma, że Krzysztof jest pasjonatem. Kocha tę krainę jak własną ojczyznę. Nie da się nie posłuchać go z otwartymi ustami, ponieważ to jest człowiek, który poza wiedzą, którą posiada, posiada niesamowitą pasją i niesamowicie zakochał się w tym miejscu, w którym mieszka. Muszę powiedzieć jest to bardzo intrygujące. Jak to jest z tobą Krzysztofie – czy ty już jesteś Szkotem?

Krzysztof: Nie. Jestem ciągle Polakiem. Generalnie kocham miejsca, do których lubię wracać. Nie oszukujmy się. Ktoś, kto by powiedział, że dzisiaj jestem w Szkocji, jestem Szkotem, kocham Szkocję, to byłoby kłamstwo. Lubię wracać w wiele miejsc. Moim synom, mam dwóm chłopcom staram się przekazać, co najlepszego z Polski. Gdy mamy możliwość to podróżujemy po Polsce. Nie jedziemy do Hiszpanii leżeć na plaży latem, tylko w miarę możliwości staramy się pojechać do Warszawy, do Krakowa, zwiedzić część ciekawych rzeczy. Tak jak Jura Krakowsko-Częstochowska, bo każdy kraj ma coś pięknego do zaoferowania. Szkocja jest małym krajem, mało zaludnionym. Jest w niej coś innego, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć w innych krajach. Na dzień dzisiejszy to jest mój dom, ale nie wiem czy jutro nie będzie to moim kolejnym domem. Mam Polskę, dzisiaj jestem w Szkocji i Szkocja jest moim domem, a jutro moim domem może być Maroko, w którym też jestem zakochany. Nie planuję tam być przewodnikiem, bo jest to dla mnie za daleko. Praca przewodnika w Szkocji jest ciekawa, bo dziś jako człowiek w kwiecie wieku, mieszkam tutaj, ale to otwiera mi ogromne możliwości. To nie jest praca, że dzisiaj ktoś do mnie zadzwoni i powie: “Krzysiek dzisiaj cię potrzebujemy, bo chcielibyśmy zrobić sobie dzisiaj wycieczkę w tym i w tym miejscu”. Tak się nie da. Praca przewodnika to praca zaplanowana. Bardzo często to są wyjazdy zaplanowane pół roku do przodu, a czasem nawet rok. Może nie mieścić się to w głowie, że przewodnika można sobie zaplanować na rok do przodu i zabookować u niego termin. Jeżeli kiedyś to by się rozwinęło do ciekawego poziomu, to mógłbym mieszkać gdziekolwiek na świecie i mógłbym sobie zaplanować pracę na pół roku do przodu. Jakbym wiedział, że mam pracę tu i tu, tego i tego dnia, to wsiadam w samolot, przylatuję do rpayc i lecę do kolejnego miejsca, w którym odpoczywam. Lubię słońce, lubię ciepło.

Kordian: Lubisz ludzi.

Krzysztof: Tak. Generalnie mogę mieszkać wszędzie. Jestem obywatelem świata. Nie jestem obywatelem konkretnego miejsca i nie jestem do niego przywiązany. Posiadanie domu nie powoduje tego, że musisz tam mieszkać. Taką mam wizję. Czy to jest realne, czy nie, to inna historia.

Kordian: Chciałbym, żebyśmy zaprosili naszych słuchaczy do słuchania tego podcastu. Ja będę mówił po angielsku, ty mów po szkocku.

Krzysztof: Nie mogę mówić po szkocku. Mój język jest taki, że ja nie potrafię mówić. Jestem samoukiem języka angielskiego.

Kordian: Ale po szkocku już mówisz.

Krzysztof: Języka nauczyłem się w Szkocji. Języka angielskiego. To jest ciekawostka. Mówię po polsku, mówię na wysokim poziomie w języku niemieckim. Język niemiecki znam na poziomie biegłym. W języku angielskim nie mówię. Mówię w języku, którego nauczyłem się w Glasgow 13 lat temu. Jaki to jest język, to nie wiem. Nie mi oceniać. Jeżeli muszę używać język angielsko-podobny za granicą Szkocji, to wszyscy patrzą na mnie jak na świra. Na kosmitę, który mówi w jakimś języku, ale nikt go nie rozumie. Łapię się na tym, gdy moi przyjaciele mówią: “Zamknij się. Ten człowiek cię nie rozumie jakkolwiek byś nie mówił. Ty gadasz w dziwnym języku”. Ja mówię, że przecież to jest angielsku, ale to nie jest angielski. Z kolei, gdy rozmawiam w Glasgow czy w Szkocji to wszyscy mnie rozumieją. To jest paradoks. Tego języka nauczyłem się na ulicy. Nie chodziłem do szkoły, aby nauczyć się języka. On we mnie dojrzewał. Ja go wchłonąłem. Wchłonąłem ten język z tą całą tutejszą kulturą. On jest we mnie, ale czy ja mówię poprawnie to nie wiem. Na uniwersytecie mówiono mi, że mówię poprawnie i dobrze. Jak nie muszę mówić po angielsku, tak jak teraz przy stole, to mówię po polsku. Mówmy po polsku.

Kordian: Miałem okazję poobserwować cię, jak byliśmy na występie zespołu dętego szkockiego.

Krzysztof: Nie. To nie był zespół dęty, to byli dudziarze szkoccy. To był zespół dudziarzy. Dęta może być orkiestra i oni grają na puzonach. Szkoci grają na dudach.

Kordian: Dobrze, daj mi raz jeszcze powiedzieć. Miałem dzisiaj okazję poobserwować cię w trakcie przerwy zespołu lokalnego, folklorystycznego dudziarzy, to jak podchodzisz do nich i rozmawiasz z nimi, to traktują cię jak byś był prawdziwym Szkotem. Oni wiedzą, że jesteś stąd. Ja czułem się obco wmieszając się w ten mały tłumek, próbując z nimi porozmawiać po angielsku, to oni doskonale wiedzą, że nie jestem stąd. Ty jesteś Szkotem, chociaż nim się nie czujesz, to dla nich byłeś swojak.

Krzysztof: Może to chodzi o to w jaki sposób rozmawiam z ludźmi. Nie da się tego opisać. Trzeba to zobaczyć. Nie mam oporów do rozmawiania z ludźmi. Oni mnie biorą za swojaka. Tam był jeden człowiek, jeden z panów, którzy grają na dudach. Podszedłem do niego i zacząłem z nim rozmawiać.

Kordian: Akcent, który był też robi robotę.

Krzysztof: On się ze mną przywitał jak z kolegą. Znajomi też się zapytali Agnieszki czy mojej żony czy ja tego człowieka znam, bo gadamy jak starzy kumple. Tu jest coś innego. To jest ewenement kraju, w którym mieszkam dzisiaj. Ludzie są mega przyjaźni. Oni są otwarci na zewnątrz, że każdy kto do nich podchodzi i z nimi rozmawia jest ich przyjacielem. Myślę, że tego się nie da odczuć w innych krajach, w których byłem do tej pory. Ta życzliwość jest, ale w Szkocji jest ona specyficzna.

Kordian: To nie jest gra.

Krzysztof: To nie jest zakłamanie, które możemy spotkać w innych krajach anglojęzycznych. Oni się z jednej strony pytają co u ciebie słychać, a z drugiej strony nawet nie czekają na twoją odpowiedź. Chętnie by cię kopnęli w tyłek, żebyś sobie poszedł. Tutaj w Szkocji jest trochę inaczej. Ci ludzie są inni. Inni w lepszym sensie. Szkoci po prostu są otwarci do obcych. Jak człowiek już tutaj pobędzie chwilę, to jest traktowany jako swój. Nie wiem. Ciężko mi powiedzieć.

Kordian: Kiedy najlepiej zaplanować podróż do Szkocji, aby zwiedzić kraj i trafić z pogodą?

Krzysztof: Każda pora roku w Szkocji jest inna. nie ma okresu idealnego. Ktoś by pomyślał, że okres letni jest idealny. Okres letni nie jest idealny, bo okres letni jest pełen turystów. Gdy jest pełno turystów, to są tłumy. Jeśli chcemy zwiedzać w tłumie, to jak najbardziej jest OK. Są mankamenty. Dużo turystów oznacza mało miejsc do spania, mało miejsc do jedzenia.

Kordian: Wyższe ceny.

Krzysztof: Dokładnie. Pytanie co to jest lepsza pogoda? Czy chcemy słońca?

Kordian: Proszę, abyś nie filozofował. Powiedz jak jest.

Krzysztof: Tu nie ma słońca z zasady. Pogoda jest zmienna. Możesz mieć jednego dnia cztery pory roku. Dwa tygodnie temu odbierałem turystów z Polski, z lotniska w Edynburgu. Jadąc na lotnisko padał grad. Półtora tygodnia temu padał grad. Jak wyjeżdżaliśmy z lotniska to świeciło słońce. Następnego dnia padał deszcz, a na wzgórzach leżał śnieg. 3 dni wcześniej była stopa 30 centymetrów śniegu. Tu pogoda jest zmienna. Nie ma tak, że przyjeżdżamy jak do Turcji, że w maju zaczyna się sezon i jest gorąco do końca października. Do pogody trzeba się przystosować. Szkocja jest przepięknym krajem o każdej porze roku. Ośnieżone szczyty gór są piękne. Na wiosnę, gdy śnieg się topi i przyjdzie kawałek słońca zza chmur, to mamy mnóstwo wodospadów, które błyszczą się. Pokazują srebrne jęzory, które spływają z gór. Teraz jesteś tutaj. Jest to końcówka kwietnia.

Kordian: Przez pewien czas nie padało.

Krzysztof: Ostatnie 3 dni nie padało. Ziemia jest trochę przesuszona. Przepięknie kwitną różaneczniki, 54:39 , który jest wszechobecny. On właśnie zaczyna kwitnąć. Trawa jest zielona, soczysta. Na polach uprawnych, gdzie jest uprawiany rzepak, to on kwitnie w tej chwili. Mamy różne kolory. Różaneczniki, popularne rododendrony mają kolor biały, żółty, czerwony, purpurowy. Jak człowiek to pomiesza to wygląda fajnie. Za chwilę one przekwitną i Szkocja zaczyna się zazieleniać. Wszystkie wrzosowiska, które w tej chwili są brązowe, będą zielone. A za 4 miesiace one będą purpurowe, czyli znów będą inne kolory. Każda pora roku ma inne kolory. Ciężko wybrać w jakiej porze warto przyjechać. Lipiec może być przepiękny. Jeśli chce się zwiedzać Szkocję, a nie Glasgow czy Edynburg. Szkocja to Edynburg i wszyscy tam jadą. Trzeba przeznaczyć na Szkocję przynajmniej 4 dni,

Kordian: I mieć dobrego przewodnika, który zabierze cię z punktu do punktu. Wie, gdzie warto pójść. Sam wspomniałeś.

Krzysztof: 4 dni to podstawowe minimum, aby objechać Szkocję. W tym czasie zrobi się około 1400 kilometrów, przez 4 dni. To jest absolutne maksimum co się da przejechać w ciągu 4 dni w tym kraju. 1400 kilometrów w 4 dni. To wychodzi średnia około 350 kilometrów na dzień. To jest maksimum, jeśli ma się wiedzę i wie się, którędy jechać i jakie miejsca odwiedzić. Jeśli człowiek wyruszy i będzie chciał jechać, aby coś zobaczyć, to generalnie nie zobaczy nic.

Kordian: Sam miałem okazję się przekonać, że wjechaliśmy w uliczkę, w którą być może bym się zapędził, gdybym się pomylił. Tak naprawdę wyglądała na drogę, którą nie da się jechać, a kilka kilometrów dalej odkryliśmy z twoją pomocą, wodospady w zagłębieniu, zagłębisku. Zerknijcie na zdjęcie pod postem. Będzie to miejsce pokazane. Dziękuję, że mnie tam zabrałeś. To jest to, co powiedziałeś. Potwierdza to twoje słowa.

Krzysztof: Trzeba przyjechać i to zobaczyć. Przyjeżdża się na 4 dni. Zostanie niedosyt i człowiek znowu wraca. Szkocja jest drogim krajem do zwiedzania. Tutaj nie ma co ukrywać. Jest bardzo droga do zwiedzania, ale jest urokliwa. Można zobaczyć miejsca czy widoki, których nie da się zobaczyć w jakiejkolwiek części Europy. Europę mam zwiedzoną i jestem w stanie powiedzieć coś na ten temat. Być może są inne miejsca na świecie, które są takimi odludziami. Można sobie wyobrazić, że w kraju wielkości 1/4 Polski, mieszka 5,5 miliona ludzi. W pasie centralnym między Glasgow i Edynburgiem mieszka około 3,5-4 milionów ludzi.

Kordian: Reszta mieszka gdzieś.

Krzysztof: Tak. Można się zdziwić jadąc 200 kilometrów i nie widzieć sklepu czy stacji benzynowej. Ta cisza, której szukamy dzisiaj, a wielu ludzi szuka ciszy aby oderwać się od rzeczywistości, od hałasu miasta, od stresu w pracy, w Szkocji jest idealna. Ja to mam na co dzień. Cieszę się z tego powodu, że na dwie godziny od domu mogę wyjechać, odbić się od miasta i podziwiać piękne widoki albo siedzieć nad jeziorem i słuchać szumu wody. Nie każdemu jest to dane. Zapraszam do Szkocji,

Kordian: Dziękuję ci za zaproszenie. My na pewno skorzystamy. Wam również zapraszam do tego, abyście skorzystali z zaproszenia Krzysztofa. Gdybyście potrzebowali profesjonalnego przewodnika, to mamy tu 2w1. Namiary na świetnego taksówkarza i doskonałego przewodnika po Szkocji. Myślę, że Krzysztof nie pogniewa się na mnie, jak udostępnię maila do niego. Śmiało piszcie. Krzysztofie bardzo dziękuję ci za dzisiejszą rozmowę.

Krzysztof: Jest jedno ale. Wszystko mogę zrobić pod warunkiem, że będę na miejscu. Ciężko mnie złapać i nigdy mnie nie ma na ZARAZ. Od razu mówię. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że przyjedzie dzisiaj do Edynburga i powie: “O jestem na dwa dni w Edynburgu i chciałbym jutro pozwiedzać”, to się tak nie da. Tutaj jesteśmy trochę w innym świecie. Świat, który jest bardzo zaplanowany. Taksówka na zaraz, człowiek jeszcze nie odłoży telefonu i już ona stoi pod domem, tutaj to jest 405-60 minut, a czasami więcej.

Kordian: Odległości są spore.

Krzysztof: Odległości są spore.

Kordian: Trasy wąskie.

Krzysztof: Kierowcy w okolicy czy przewodnika może nie być.

Kordian: Miejcie na uwadze, że warto zaplanować sobie taką podróż. Być może skonsultować sobie to wcześniej z przewodnikiem, gdzie byście chcieli pojechać lub co warto zwiedzić.

Krzysztof: Chętnie służe pomocą. W miarę możliwości jestem w stanie pomóc zaplanować wyjazd. Jeżeli chciałby to zrobić we własnym zakresie, nie ma problemu, piszcie. Dzwońcie. Ja postaram się odpowiedzieć i zaproponować wyjazd, pokazać miejsca, które są ciekawe do zobaczenia. Nawet przygotować trasę poglądową. Ostatnia trasa, którą zrobiliśmy przypadkiem wyglądała jak potwór z Loch Ness. W to akurat nikt nie uwierzy.

Kordian: Wysłuchaliście podcastu Emigracja Oswojona. Wydanie tym razem nagrane na żywo, nie przez internet. Prosto ze Szkocji. Dziękuję ci Krzysztofie jeszcze raz. Was zapraszam do wysłuchania moich poprzednich rozmów z gośćmi. Krzysztofie dziękuję ci serdecznie.

Krzysztof: Ja tobie również dziękuje za odwiedziny i zapraszam ponownie. Dziękuję, do usłyszenia.

Kordian: Do usłyszenia.

Przydatne linki:

Polski przewodnik po Szkocji: Krzysztof Trybek trybek.pl email:k@trybek.pl

Współautorzy:

Transkrypt: Patrycja Zagórska

Muzyka do podkastu: Dariusz Plecki


LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here