Warto czy nie warto pracować z domu.

Recenzja oraz własne przemyślenia do odcinka podkastu Marka Jankowskiego “Praca z domu”

Początkowo miał to być jedynie, krótki wpis pod postem Marka Jankowskiego na temat odcinka o pracy zdalnej z udziałem Katarzyny Janoska (który wam TUTAJ podlinkowałem. Jeśli dotyczy was temat pracy z domu powinniście go posłuchać).

Kiedy się tak jednak rozpisałem, uznałem że nie będę Markowi zaśmiecać tablicy i napiszę o moich doświadczeniach pracy w domu na moim blogu. Może ktoś zechce poczytać i przesłuchać podkast Marka.

tworczy bajzel na biurku

Na wstępie jeszcze dodam, że jeśli nie wiecie co to jest Mała Wielka Firma, to koniecznie musicie nadrobić zaległości i przynajmniej sprawdzić czy ten podkast jest dla Was przydatny. Ja poniedziałki zawsze zaczynam od słuchania tejże właśnie pozycji na liście moich podkastów.

To co znajdziecie poniżej tyczy się więc Małej Wielkiej Firmy, odcinka 260 “Ukryte koszty pracy z domu”.

Odcinek o pracy z domu częściowo mnie dotyczy, bowiem dwa lub czasami trzy dni w tygodniu pracuję właśnie w trybie home office.

I zapewne właśnie dzięki temu, że są to tylko te dwa dni w tygodniu to nie dostrzegam żadnych wad w takim trybie, a wręcz same pozytywy home office.

Home office był elementem negocjacji moich warunków zatrudnienia, kiedy ubiegałem się o bieżacą pozycję. Wiedziałem, że w przeszłości uwielbiałem pracować w domu. Dawało mi to duża swobodę planowania zadań, ale też pewną elastyczność kiedy rzeczywiście trzeba było “ogarnąć zaskoczenie” czyli sytuacje niespodziwane.

Największe plusy pracy w domu – moim zdaniem:

  • w domu jestem w stanie skuteczniej wypchnąc zadania z listy i zrealizować te, które wymagają skupienia. Kiedy pracuję w biurze moja lista zadań tylko rośnie bowiem, współpracownicy ciagle czegoś oczekują i dokładają kolejne zadania do listy;
  • kiedy pracuję z domu docierają do mnie tylko te zadania, których oni naprawdę nie mogą ogarnąć samemu;
  • mentalnie biuro nie pracuje projektowo. Panuje tu atmosfera nadmiernego luzu towarzyskiego, a nawet krótkie zadania rozwlekane sa niepotrzebnie na godziny. Dlatego w biurze domowym uwielbiam całkowite przeciwieństwo tej ssytuacji. Egzekwuję od siebie samego skuteczność i pracę zadaniową;
  • ponadto w biurze do moich obowiązków należy także spotykanie się z klientami, a kiedy przychodzą to jest czas na kawę, socjalizację (bo jeśli się nie socjalizujesz to wychodzisz na gbura albo sobka), co zwykle kończy się przedłużającą się niepotrzebnie wizytą. Bo trzeba jeszcze zrobić zdjęcie na social media, albo też zademonstrować portfolio itd. Dodam, że to nie moje wymysły, tylko szefowie chętnie chwalą się pracą mojego zespołu przed klientami, ale nie pomaga to w realizowaniu zadań. Kiedy natomiast spotykam się z klientami w moje dni “pracy domowej”, wówczas jest to szybkie, rzeczowe spotkanie na zoomie i nie ma niepotrzebnych wspomnianych wyżej elementów;
  • do zdecydowanych zalet pracy z domu zaliczam również to, że dzięki nim mój zespół nauczył się pracować z mądrymi aplikacjami do zarządzania projektami. Dzięki temu panuje generalnie porządek w zadaniach. Czego nie ma w Asanie tego generalnie nie uznaję za “do wykonania”.
moj home office
Home office

Domowe obowiązki w godzinach pracy

W domu rzeczywiście mam jeszcze obowiązki związane z obsługa dzieci typu córki (jeśli posłuchasz wcześniejszego odcinka nagranego w trakcie urodzin Małej Wielkiej Firmy z Miłoszem Brzezińskim dowiesz się, że istnieje podział dzieci na typ syn i typ córka), ale na szczęście moje dzieci szybko załapały, że poza przerwą na obiad do godziny 17tej do pokoju, w którym pracuję nie należy się zbliżać, bo grozi to np szlabanem na Netflixa. No chyba, że poleje się krew.

Za to po 17-tej jestem do ich dyspozycji do mniej więcej 20-tej kiedy to zasiadam do swoich prywatnych projektów.

Pranie, sprzątanie nie wchodzi w grę w godzinach pracy więc zwyczajnie czeka. Jeśli trzeba wyskoczyć po dzieci do szkoły bo pada, a jest to zwykle już po przerwie lunchowej, to informuję o tym biuro na slacku, że na pół godziny wychodzę i odrabiam ten czas po pracy. Zdarza się to głównie kiedy pada, bo jestem litościwym ojcem i nie lubię patrzeć jak córeczki tatusia mokną.


Sprawdziło się też urządzenie swojego gabinetu.

Być może jeszcze nie super ergonomicznego, ale jestem na dobrej drodze, a po dzisiejszym odcinku Małej Wielkiej Firmy postaram się sfinalizowac ergonomizację gabinetu już w niedalekiej przyszłości.

Home office mam w krwi od zawsze

Zanim wyjechałem do UK przez wiele lat pracowałem w domu, prowadząc swój biznes fotograficzny. Trwało to przez paręnaście lat i sprowadzało się do intensywnej pracy poza domem w weekendy.
Za to całą obróbkę materiałów realizowałem w domu przy biurku. Ciężko wówczas było mojej malutkiej córce zrozumieć, że tata jest w domu, ale nie można mu przeszkadzać (przytulać się, namawiać na zabawę), bo “tata jest w pracy”.
Na szczęście dla mnie, moja żona rozumiała to doskonale i była moim naturalnym firewallem i filtrem “przepięciowym”, który skutecznie odgradzał mnie od dzieci typu córki i domowych obowiązków w godzinach pracy. Miało to wówczas ogromną zaletę – widziałem jak dzieci dorastały i nie byłem tylko ojcem, jak z kawału o programistach:

Nastoletni syn mówi do matki “Mamo kim był ten facet, który pojawił się tu wczoraj wieczorem, ale dzisiaj rano już go nie było?”
“Synku dzięki Bogu zobaczyłeś go! To był Twój ojciec – on jest programistą.”

Dołożę Wam jeszcze kilka moich sprawdzonych tips’ów związanych z pracą w domu.

Po pierwsze praca w domu nie musi oznaczać pracy w pojedynkę. Lubię pracować z przyjacielem, który jest programistą. Raz po raz spotykamy się, a to u niego w gabinecie, a to u mnie. Siedzimy wówczas ramię w ramię dzieląc się przestrzenią (obaj mamy spore gabinety), ale ta obecność czasami się naprawdę przydaje.

Łatwo wówczas zapytać o opinię lub wskazówkę lub też skomentować jakiś problem z kosmosu, którym nagle zaskakują nas współpracownicy. Każdy z nas ma bezpłatną godzinną przerwę lunchową, którą staramy się zawsze wykorzystać wychodząc.

I tu właśnie kolejny tip – przerwy lunchowe należy wykorzystywać żeby się oderwać od pracy. Ja nawet jeśli nie pracuję w biurze czy z kolegą to pilnuję, żeby te przerwy wykorzystywać. W firmach w UK nadgorliwość nie jest mile widziana przez współpracowników. Ponadto dba się o kulturę pracy. Więc jeśli wszyscy chętnie wychodzą na lunch, to nie powinieneś zostawać w biurze, żeby nie być postrzeganym jako nadgorliwiec. A ponieważ dobre praktyki powinno się wprowadzać w życie by z czasem mogły być dobrymi nawykami, staram się tego przestrzegać również kiedy pracuję w domu. Więc nawet jeśli nie wychodzę z domu to przenoszę się na sofę i czytam (ostatnio książki z dziedziny filmografii).

Zdarza mi się też wykorzystać przerwe lunchową żeby wyjść na popołudniową przebieżkę. Wówczas pół godziny biegu po osiedlu pozwala zresetować umysł, posłuchać ulubionego podkastu i mam kolejne pół godziny żeby po powrocie do domu się odświeżyć i zasiąść do pracy.

A czy wspominałem Wam już o przyjemności pracy w dresie? Kiedy muszę niemal codziennie zakładać jeansy, praca w luźnym dresie potrafi być zaletą.

Słuchając Markowego podkastu przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Aby nie popaść w przesadę i nie pracować poza godzinami pracy, bowiem jest to praca niezapłacona, zainstalowałem sobie aplikację Toggl, która zlicza wszystkie wpisane w nią godziny spędzone na realizacji poszczególnych zadań. Kiedy skrupulatnie zacząłem jej używać szybko zorientowałem się, że wykonuję nie jeden, a półtorej etatu i może poprostu albo warto przystopować (i sięgnąć po książkę) albo…

Dzięki podkastowi Marka odkryłem też metodę “pomodoro”, która jak na razie przyniosła mi pewne korzyści w organizacji czasu pracy przy komputerze LINK TUTAJ

Korzystając, z okazji że ten post już powstał chciałem podziękować kilku osobom:

  • mojemu przyjacielowi Michałowi, który przekonał mnie, że możliwość pracy zdalnej w domu jest cenniejsza niż parę funtów więcej wynegocjowane zamiast;
  • Markowi Jankowskiemu za regularną publikację jego fantastycznego podkastu i za dzisiejszego tipsa o “News feed erradicator” czyli o dodatku do chrome blokującym sporą część tablicy facebooka. Już zainstalowałem i myślę, że nie zatęsknię za tym rozpraszaczem w godzinach pracy;
  • mojej żonie Dorocie za współrealizowanie projektu “Home Office” bowiem ogarnia świat na około kiedy ja skupiam się na pracy;
  • mojej starszej córce Olimpii za to, że jest taką mądrą i wyrozumiałą dziewczynką, i młodszej, że szybko się uczy od starszej.

A jakie są Twoje doświadczenia z pracą w domu? Czy jak wspomniała Kasia w podkaście Marka, kojarza ci się tylko z przymusowo przepracowanymi dniami w czasie choroby czy niedyspozycji? Napisz proszę w komentarzu.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here