Wszystko zaczyna się od marzenia

Wielkie czyny wymagają wielkich marzeń.

Marzyć jest rzeczą ludzką, nawet bardziej ludzką niż przysłowiowe błądzić. Czasami tylko ludzie nie mają czasu marzyć lub nie przyznają się do swoich marzeń. Marzenia nie są czymś, czego moglibyśmy się wstydzić. Chyba się ze mną zgodzicie?
Marzenia są jedną z najpotężniejszych sił napędowych, która umiejętnie wykorzystana mobilizuje nas do osiągania tego, co sobie wyśniliśmy. Poznaliście już siłę w nich drzemiącą? Ja tego doświadczyłem.

Nie jestem kowalem własnego losu!

Czy oczekiwaliście, że będę opowiadał Wam o Rodos – pięknej greckiej wyspie, słynącej z największej ilości słonecznych w roku dni? Bo po co inaczej miałbym pokazywać Wam tutaj zdjęcia z Rodos?  Mam nadzieję, że wam się podobają, ale nie to było moim celem. Zdjęcia mają wam uzmysłowić, pewne zagadnienia i sprawić, że zechcecie mnie przeczytać bądź posłuchać. Wyprawa na Rodos była czwartą zagraniczna podróżą z moją żoną i miała miejsce trzy lata po tym jak na świecie pojawiła się moja starsza córka. Byliśmy tam naprawdę spełnieni i szczęśliwi. Spędziliśmy dwa niesamowite tygodnie najpiękniejszych w życiu wakacji. Tam też dotarło do mnie coś bolesnego – że nie jestem panem własnego losu. Jak do tego doszło?
Kiedy pod koniec drugiego tygodnia pobytu do hotelu przyjechała rezydentka i oznajmiła nam, że jest możliwość pozostania w naszym hotelu na kolejny tydzień lub nawet dwa i będzie nas to kosztowało jedynie 200 dodatkowych złotych (a był to moment kiedy upadło biuro Orbis i hotele na Rodos nagle rzuciły na rynek dodatkowe wolne terminy pobytów, a linie lotnicze musiały w krótkim czasie przewieźć do Polski ponadplanową liczbę pasażerów), my byliśmy już spakowani do powrotnej drogi. W Polsce czekała nas wytężona praca by nadgonić czas zmitrężony na beztroski wypoczynek. Oferta rezydentki była taka wspaniała, a my byliśmy zawiedzeni, że nie możemy z niej skorzystać. Wtedy właśnie narodziło się postanowienie, że zrobię wszystko by móc w przyszłości korzystać z szans dawanych mi przez los. Dzisiaj definiuję to mianem WOLNOŚCI i jest to marzenie “number one” na mojej liście marzeń.

Marzenia czy cele?

Słyszałem kiedyś z ust jednego z moich mentorów, że marzenie od celu różni stopień trudności w jego osiągnięciu. Dla jednego człowieka zatem marzeniem może być to co dla drugiego jest celem. Czy marzeniem jest nabycie kolejnego nowego gadżetu leżącego na sklepowych półkach, czy też wyjazd na tygodniową wycieczkę do odległego tropikalnego kraju?
Moim zdaniem to właśnie łatwość osiągania zamierzonego celu w zasadzie decyduje o tym, czy to cel, czy marzenie.  Załóżmy, że jesteśmy jednym z mieszkańców biednego kraju, w którym walczy się o kęs chleba, miskę ryżu, a niejednokrotnie o przeżycie. Kraju, w którym ludzi nie stać na myślenie o takich zbytkach. W zależności od tego gdzie marzymy, marzenia się zmieniają. Czy więc kupno nowego super, hiper, wypasionego telefonu/ zegarka/ samochodu będzie dla was, gdziekolwiek jesteście, marzeniem czy celem?
Kiedy osiągnięcie tego celu staje się prawie nierealne mimo ciężkiej, wytężonej pracy – czy to cel, czy marzenie?
Słyszałem też kiedyś, że marzenia są bardziej wzniosłe od celów. Czy twoje są wzniosłe? Czy może bardziej przyziemne, ale nadal nieosiągalne i dlatego nadal są w sferze marzeń?
Czy kiedy mieszkamy tu gdzie mieszkamy i zdecydowanie łatwiej jest nam zapracować na te same przedmioty własną pracą – fizyczną czy umysłową, to czy możemy definiować chęć posiadana różnych „drobiazgów” mianem marzeń czy też będą to cele? Rozumiecie różnicę?
Piszę o tym, byście uzmysłowili sobie wagę słów jakie przeczytacie za moment. Byście zrozumieli potęgę jaka drzemie w jasno określonych celach i marzeniach.

Czy wstydzimy się marzyć?

Marzę praktycznie od dzieciaka, ale nauczyłem się też jasno określać co jest moim celem, a co marzeniem. Zawsze miałem wybujałą wyobraźnię to i marzenia miałem rozhuśtane. Zawdzięczam to czasom w jakich się urodziłem i dorastałem, ludziom, którzy stanęli na mojej drodze i zajęciom, którym się oddawałem.
Czy pytaliście swoje dzieci o czym marzą? Słyszycie wtedy „Marzę by na urodziny dostać …” (to albo tamto). Stawiając w ten sposób pytanie dajemy im do zrozumienia, że to co teraz powiedzą możliwe jest do osiągnięcia w konkretnym jasno określonym momencie (urodziny, imieniny, zakończenie roku szkolnego, itd.). A czy kiedy słyszymy odpowiedź, która nas nie satysfakcjonuje, bo jak się okazuje, jest nie łatwa w realizacji to czy nie buntujemy się słowami „Aleś sobie wymarzył”. Ale czy właśnie nie marzeń dotyczyło nasze pytanie i czy nie o szczerą i jasną odpowiedź nam chodziło? Nie pytajmy o marzenia jeśli boimy się je usłyszeć. Ja pytam jednak moje córki o ich marzenia, a kiedy się określają mówię wówczas co musi się wydarzyć by to marzenie mogło się spełnić. Podważanie prawa do marzeń, a czasami nawet kpienie z nich wpędza Wasze dzieci w przeświadczenie, że nie warto jest marzyć. Można rzec więcej; że wstyd jest głośno marzyć. Tymczasem nic nas bardziej nie popycha do działania jak one.
Kiedy ostatnio rozmawialiśmy z dziewczynkami o ich marzeniach usłyszałem taką odpowiedź: „Chciałabym byśmy wrócili do Polski i mieli własny dom”. A naprawdę marzenie dotyczyło czegoś dużo łatwiejszego w realizacji, ale na naszym obecnym etapie tak samo nierealnego jak kupno samolotu odrzutowego. Chodziło naprawdę o: „Chciałabym mieć prawdziwego psa”. Odgadłem jej prawdziwe marzenie i poczuła się szczęśliwa. Bała się głośno wypowiedzieć prawdziwe marzenie bo wiedziała, że tata wcześniej powiedział, że w Anglii nie będziemy mogli mieć psa (ze względu na trudności w podróżowaniu samolotami ze zwierzakiem). Wiedziała o tym i bała się marzyć, a może po prostu  przestawiła marzenia na swojej liście?
Ja nigdy nie wstydziłem się marzyć, chociaż dopiero niedawno zrozumiałem, że marzenie które jest nie wypowiedziane prawie równa się nieistniejącemu. Postanowiłem zatem i Wam radzę to samo, spisać wszystkie swoje marzenia na papierze. W tym celu razem z moimi dziewczynami założyliśmy czerwony zeszyt w sztywnej oprawie i umieściliśmy w nim nasze marzenia.

Lista.

Ja podzieliłem swoją listę na 2 kolumny. Lewa kolumna to kolumna pt.: MARZENIA, prawa nazywa się CELE. Chcąc nie chcąc ta prawa zawiera więcej wierszy, ale lewa strona tabeli przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Kiedy wyobrażam sobie, że realizuję moją listę punkt po punkcie śmieję się sam do siebie.
Do momentu spisania moich marzeń i celów, nie mogłem sobie ich tak klarownie i jasno zobrazować. Dzisiaj już nie tylko mam marzenie, ale też zamykając na sekundę oczy wiem dokładnie gdzie znajduje się na mojej liście.
Kiedy przypominam sobie w myślach ową listę śmieję się czasami sam do siebie, narażając na niezamierzone zainteresowanie postronnych obserwatorów, bo oprócz moich marzeń na liście znajdują się terminy ich realizacji. Tak napisałem na liście dokładną lub przybliżoną datę  realizacji moich celów. Drobnym drukiem napisałem też co musi się stać bym je osiągnął. Dlatego się cieszę, bo trzymając się planu dokładnie wiem, co i kiedy nastąpi.

Czyje marzenia spełniamy?

Zacząłem pracować we wczesnej młodości i na początku rzuciłem się w wir pracy najemnej. Jako nastolatek jeszcze przed maturą zatrudniłem się jako sprzedawca na stacji paliw. Przepracowałem tam kilka kolejnych lat, a później podjąłem studia, równolegle pracując w innym punkcie handlowym.
Praca w handlu pomimo iż należała do fizycznych dawała mi satysfakcję obcowania z ludźmi, ale wybrałem ją gdyż najłatwiej było taką dostać. Po kilku latach i kilku kolejnych miejscach pracy wiedziałem, że lubię sprzedawać. Miało mi się to przydać w życiu jeszcze wielokrotnie. Była jednak pewna okrutna prawda i stara jak świat – pracując dla kogoś innego na spełnienie marzeń nie zarobię. Być może osiągnę drobne cele z mojej listy (której jeszcze wtedy nie miałem), ale niewiele ponadto. Za to moi szefowie spełniali swoje kolejne marzenia: kupowali domy, samochody itd.
Zamieniłem pracę najemną na pracę dla samego siebie czyli zarejestrowałem własną firmę. Wizja spełniających się marzeń nieco bardziej się krystalizowała. Udało mi się nawet zrealizować kilka z pomniejszych punktów listy celów: kupić mieszkanie, pojechać w kilka fajnych miejsc, a nawet jedno marzenie, by założyć rodzinę. Satysfakcję ze spełniania marzeń często rujnuje proza życia i konieczność codziennej orki.
Praca we własnym tradycyjnym biznesie dalej uzależnia nas od innych osób,  trendów, gustów i narzuca nam ograniczenia czasowe. Na wakacje mogłem jeździć tylko po sezonie, a obroty firmy zależały od miliona różnych aspektów. Moje usługi okazały się towarem luksusowym, bez którego w newralgicznych momentach klienci łatwo mogli się obejść. W konsekwencji czego narażało to moje „przedsięwzięcie” na olbrzymią niestabilność. Łatwo było o utratę płynności finansowej. Spełnianie dalszych marzeń było zagrożone.

Narzędzia do spełniania marzeń.

Dzięki czemu tak naprawdę możemy spełniać swoje marzenia? Czy łatwiej jest zzz, czy bez pieniędzy? Z dużą ilością wolnego czasu, czy będąc zaprzęgniętym do kieratu codziennej etatowej pracy? Czy łatwiej spełnimy swoje marzenia kiedy będziemy narażeni na wszystkie choroby cywilizacyjne, jak chociażby stres związany z nerwową atmosferą w pracy, zmaganiami z uciążliwymi klientami, czy też kiedy będziemy wolni od takich problemów?
Zdecydowanie zdrowie, wolny czas i pieniądze pomogą nam w realizacji celów i marzeń. Tylko czy da się zjeść ciastko i mieć ciastko?
Przecież wielu z nas myśli, że nie można mieć wszystkiego? Też tak kiedyś myślałem do czasu, aż dotarło do mnie: można, bo przecież są tacy, którzy mają. Są tacy, którym realizacja marzeń zajęła nie więcej niż kilka lub kilkanaście lat. A ja drepczę w miejscu pracując na spełnianie nieswoich marzeń. Nie stać mnie na wakacje, lub jadę na nie kosztem innych wyrzeczeń. Nie mam ulubionego aparatu fotograficznego, tylko muszę zadowolić się tym tańszym, jeżdżę 12 letnim autem (bywało gorzej), chociaż na szczycie mojej listy marzeń widnieje ten luksusowy i bezpieczny, którym chętnie jeździlibyśmy z dziećmi na fantastyczne wyprawy. Można by mnożyć wszystkie nie zrealizowane cele i doszukiwać się winnych sytuacji. Na szczęście potrafiłem spojrzeć w lustro i nazwać imieniem głównego sprawcę takiego stanu rzeczy.
Nie na darmo w każdym klubie anonimowego alkoholika mówi się że „świadomość problemu jest już prawie jak pozbycie się go”. Alkoholik potrzebuje przestać pić a ja czego potrzebowałem?

Zrobisz to sam czy czekasz na jakiegoś osła?

Kiedy poznacie mnie nieco lepiej będziecie wiedzieli, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Dowiecie się, jak zmagałem się z przeciwnościami losu i dostawałem po dupie od życia, ale miałem to szczęście, że urodziłem się tam gdzie się urodziłem i nie musiałem przebyć milion razy trudniejszej drogi niż ta, którą pokonałem. Trzeba jednak ostrzej zabrać się do roboty i skupić się na precyzyjnie wytyczonych celach, by przybliżyć się do realizacji własnych, nie czyichś marzeń. Jestem w drodze, ale to moja droga i nie pokonasz jej za mnie. Widzę jasny precyzyjny cel do osiągnięcia za kolejne dni, tygodnie i miesiące. Czy ty widzisz własny ?

ZRÓB LISTĘ MARZEŃ I POMÓŻ SWOIM BLISKIM SPORZĄDZIĆ ICH WŁASNE. BRAK LISTY TO TRUDNIEJSZA DROGA DO REALIZACJI MARZEŃ.

1 COMMENT

  1. Dziękuję. Tak po prostu. Niby to co napisałeś jest bardzo oczywiste a jednak wielu na codzień zapomina jak ważne są marzenia. Ze można marzenia zamienić na cele i realizować. Mniej więcej od pół roku próbuje znaleźć czas na zrobienie tzw. Mapy marzeń (wujek Google pokaże Ci co to) robisz taka mapę zazwyczaj raz w roku i wieszasz na widoku albo tak jak ja chowasz ją w ukryciu i po roku patrzysz jak wiele się spełniło. To niesamowite jak podświadomość potrafi niejako prowadzić nas do tych marzeń-celów. Ale to co Ty zrobiłeś z podziałem na marzenia i cele jest fantastyczne. Ktoś kiedyś powiedział że jeśli szczerze o czymś marzysz to cały Wszechświat sprzyja Ci w spełnieniu. Z całego serca całej Twojej rodzinie życzę spełnienia i spełniania i realizacji.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here