Wyspa – raj czy więzienie

Życie na wyspie ma wiele zalet. Oczywiście jedną z największych jest panujący tu łagodny, typowo morski klimat. Nie o tym jednak będzie dzisiejszy wpis.

Opowiem Wam o pewnej (z mojego punktu widzenia) wadzie, jaką niesie za sobą mieszkanie na wyspie. Nie zawsze bowiem bierze się ją pod uwagę, wybierając cel swojej emigracji.

Jedną z największych wad, jaką poczytuję żyjąc w Wielkiej Brytanii, jest jej główna cecha bycia  wyspą. Niewiele osób pisze o tym w swoich blogach. Każdy się rozpływa w zachwytach nad tym, jak dobrze mu się mieszka na emigracji, zwłaszcza w UK. Generalnie też chwalę. Nie zależy mi jednak na tym, byście jednak myśleli, że życie na emigracji usłane jest różami.

Kiedy po siedmiu latach w UK ktoś zapytałby mnie, czy chciałbym tu zostać na zawsze, odpowiedziałbym zapewne, że nie do końca jestem tego pewien. W dużej mierze odpowiedź na to pytanie zależy od zasobności portfela, by bez względu na PEAK’i sprzedażowe móc kupić sobie bilet lotniczy “do domu”.

I tu właśnie wróćmy do faktu, iż Wielka Brytania jest wyspą. Kiedy planuje się podróż do innego kraju, za każdym razem zmuszony jestem opuścić wyspę, korzystając z usług jednej z kilku firm transportowych. Rozzuchwaliły się już one do tego stopnia w polityce cenowej, że za każdym razem kiedy zbliża się okres świąt lub planowych wakacji, ceny biletów windują kilkudziesięciokrotnie. Jest to naturalne w kapitalizmie i wcale mnie nie dziwi. Zapewne też bym korzystał z okazji, żeby zarobić więcej, skoro popyt rośnie w tych konkretnych okresach roku.

Rzecz w tym, że mieszkając w innym kraju Europy, aby pojechać do domu rodzinnego, wystarczy “odpalić wrotki”. Wystarczy ponieść koszt paliwa i nie trzeba finansować dodatkowo żerujących na podróżnych firm przewozowych. 

Dla przykładu opuszczenie UK samochodem wiąże się z koniecznością skorzystania z usług 2 firm promowych lub przewoźnika kolejowego. Dla przykładu ceny przeprawy promowej z UK do Francji w szczytach podażowych kształtują się od 80 do 130 funtów w jedną stronę, a poza popularnymi terminami za przeprawę w obie strony opłata wynosi tylko 35 funtów.

Dodatkowo w sukurs monopolistom przychodzi również rząd oraz ustawodawstwo obowiązujące na Wyspach Brytyjskich. W 2013 roku rząd brytyjski wprowadził rozporządzenie dotyczące obowiązków rodziców w kwestii edukacji dzieci. Jest to aktualizowany co roku dokument o nazwie “School behaviour and attendance: parental responsibility measures (na dany rok)”

Dokument ten określa obowiązki rodziców wobec edukacji ich dzieci i między innymi porusza kwestię obecności dzieci w szkole w trakcie roku szkolnego. W Wielkiej Brytanii rodzic dziecka, które nawet okazjonalnie (aczkolwiek niezasadnie) opuści zajęcia w szkole z tytułu np uroczystości rodzinnej lub planowanego urlopu poza okresem wakacji, może zostać ukarany finansowo lub może zostać nałożona na niego karą pozbawienia wolności. Jak wskazują dane podawane oficjalnie przez rząd brytyjski w latach 2017-2018, wymierzono w całym kraju ponad 260 tysięcy kar z tytułu nieuzasadnionej absencji. 

Niedawno gazety w UK rozpisywały się także o przypadku, w którym rodzice trzykrotnie byli karani finansowo za nadplanowe urlopy i w końcu sąd w Cambridge ukarał ich pozbawieniem wolności na okres miesiąca. Kara finansowa nie była bowiem dla nich dość dotkliwa, by zaprzestali zabierania dzieci na ponadnormatywne urlopy.

Wiedząc o tym fakcie przewoźnicy, od których uzależnieni jesteśmy jako mieszkańcy wyspy, wykorzystują sytuację, narzucając niebotycznie wysokie ceny biletów za usługi przewozowe.

Nawet rdzenni mieszkańcy wyspy nie czują się komfortowo w powyższej sytuacji. Żeby było tego mało, to na całej tej sytuacji korzystają także biura podróży organizujące wczasy rodzinne. Oni także dyktują ceny uzależnione od okresów tzw. HALF TERM w szkołach. Mieszkańcy UK z rozrzewnieniem wspominają czasy, kiedy wolno im było planować wakacje nieco bardziej swobodnie.

Być może powiecie, że skoro mi to przeszkadza, to mogę się przeprowadzić, a niektórzy złośliwcy powiedzą nawet, żebym wracał do Polski. Nie piszę Wam jednak o tym, żeby się skarżyć, lecz by wspomnieć Wam o dyskomforcie, z którym trzeba było nauczyć się tutaj żyć.

Redakcja: David Schwalk

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here